Za co lubię rok 2018 ? i jakie mam plany na 2019 ?

Za co lubię rok 2018 ? i jakie mam plany na 2019 ?

Kazdy rok niesie ze sobą duzo pozytywnych, ale i negatywnych wydarzeń. Warto jednak uczyć sie doceniać małe rzeczy, bo jest to krok po prostu do szczęśliwego życia.Warto zorbic sobie listę rzecz/ wydarzeń za, które lubię rok 2018 i co Wam dobrego dał/ przyniósł. Dzisiaj zrobiłam swoją własną listę za co lubię i doceniam ten rok! Zapraszam na post :)


1. Podjęcie pierwsze prawdziwej pracy na umowę- Niby nic, ale uważam, ze dla młodej osoby jest to coś ważnego i dużego. Swoją pierwsza prace znalazłam sama, od razu na początku października czyli po powrocie na studia. Nawet spoko stawka, fajni ludzie i przede wszystkim doświadczenie i dobre obiady w Ikea <3

2. Zdobycie najwyższego stopnia stypendium

3.Dalej angażuje się  w rozwój bloga :D

4. Regularne uczęszczanie na siłownie w okresie wakacyjnym

5.Rozwój osobisty, poznawanie swoich wa di korygowanie ich.

6. Wygranie walki z trądzikiem

7. Kolejny rok dobrego mieszkania z współlokatorką. Dogadujemy się w 100% oby tka dalej.

8. Granie w serialu Diagnoza

9. Bycie wolontariuszem na Comic Con

10. Kupienie voucheru na autograf z idolem (Ian Somerhalder)

11. Ciągły rozwój z zakresu Grafiki. Tworzenie portfolio i projektów.

Na 2019 mam również plany, które chciałabym zrealizować. Chciałabym pójść na strzelnicę. Zawsze chciałam nauczyć się strzelać z broni i trochę bliżej poznać ten świat, zobaczyć jak trzyma się broń w ogóle w dłoni.  Również z tego kręgu mam w planach pojeździć na  quadach. Zawsze kręciła mnie taka rozrywka, a mam trochę odłożonej kasy. Ze współlokatorką mamy równiez plan wycieczke po Polsce, prawdopodobnie w majówke. Odwiedzić najciekawsze miejsca i miło po prostu spędzic czas, plus tez wycieczka po parku Kampinowskim. Co wyjdzie ? Czas pokaże !

A Wy za co lubicie 2018 rok ? Podzielcie się w komentarzach :)



Maseczka Garnier HairFood

Maseczka Garnier HairFood

Hejka kochani! Serie Hair Food kojarzy już chyba każdy. Myślę, że sama firma Garnier nie sądziła, iż zrobi taki hit. Do wyboru mamy, aż cztery produkty : Banan, Goji, Macadamia, Papaja. Mój wybór padł na Banana, maska odżywcza, do włosów bardzo suchych. Jak się sprawdziła i czy ja polubiłam ? Zapraszam na post ! :)


Garnier odwalił dobrą robotę pod sprawą marketingu w przypadku serii Fruicts. Reklamy męczył ypraktycznie na każdym kroku, a znane vlogerki i blogerki chętnie podejmowały temat tych maseczek. Jakiś czas, temat tej serii był tak popularny jak teraz otwieranie kalendarzy adwentowych.
Tu firma zdecydowanie nie zawiodła, jednak jak wypada ogólnie ten produkt ?

W plastikowym opakowaniu dostajemy 390 ml produkty w cenie 27zł. Ja zakupiłam ją w SuperPharm za 20 zł, to była naprawdę dobra okazja. Od razu po otwarciu uderza nas zapach bananów. Jednak ubolewam nad brakiem zabezpieczenia produktu. Nie ma on żadnej folii zabezpieczającej, nic dodatkowego. Tak naprawdę każdy w sklepie może odkręcić pojemniczek i nawet nikt tego nie zauważy. Moim zdaniem tu ogromny leci minus.
Wracając do zapachu, bardzo przyjemny, nie chemiczny. Nawet długo utrzymuje sie na włosach, ale nie dominuje i nie dusi.

Zauroczył mnie fakt rozpisania dokładnie składu. Czytanie składu jest tematem na czasie, a Garnier podjął rękawice i całkiem nieźle wybrnął z tej sytuacji. Wiadomo, nie jest to zrobione wszystko jeszcze idealnie, ale fajnie, że firma zauwazyła, iż konsumenci interesują się coraz bardziej składem
produktu, który kupują.



































W sprawie działania produktu uważam, że jest to dosyć zdominowany temat przez marketing. Maseczka działa po prostu dobrze. Ułatwia rozczesywanie, włosy mniej się puszą, są gładkie, sypkie.  Jednak nie jest to produkt rewolucyjny. Bardzo dużo firm, na przykład Biovax zapewnia nam ten sam efekt. Bardzo lubię tą maseczkę i spokojnie mogę dać jej bardzo dobrą opinie, jednak nadal uważam, że za dużo zostało zrobione szumu wokół niej. Szczególnie te ohy, i ahy osób promujących tą serie. Jest to po prostu dobry, przyjemny produkt jakich jest już dużo na rynku. U mnie efekt jest potęgowany przy wcześniejszym olejowaniu włosów bez tego, maska jest nawet powiem średnia.



Peelingi z The Body Shop + Życzenia

Peelingi z The Body Shop + Życzenia

Hejka kochani! Black Friday juz minął, ale dopiero dzisiaj zdradzam Wam tajemnice, co miałam okazje upolować tego dnia. Przyznam, że nie dałam się ponieść wariacji zakupów. Z rozwagą tego dnia nie poszłam na pierwsze zajęcia na uczelni hah i specjalnie poszłam rano do galerii, by zakupić wybrane cudeńka. Wybór padł na sklep The Body Shop, a w nim na peelingi. Czemu akurat peeling ? Od dawna szukam już dobrego peelingu do ciała w rozsądnej cenie. Jak się dowiedziałam, ze The Body Shop robi naprawdę korzystną promocje, bo zaledwie 30 zł za peeling, to jak mogłam nie skorzystać hah! Czy były warte tej sumy, a moze są warte nawet oryginalne 60 zł? Zapraszam na post!



Różany peeling do ciała

 

Jeśli dobrze pamiętam, było po pierwsze opakowanie z peelingów jakie mi wpadło w oko w sklepie. Najlepszy moim zdaniem design. Czerń od zawsze w marketingu mówiła, ze mamy do czynienia z produktem droższym i luksusowym. Cudny nadruk róży na wieczku ? I bum, zostałam kupiona. Zauroczył mnie również zapach, świeża nuta zapachowa róży po prostu olśniewa. Muszę jednak przyznać, że po prysznicu nie zostaje ona długo na skórze. Jednak etap oczyszczenia skóry jak najbardziej na plus. Przyjemne, dokładne, nie mam zastrzeżeń. Polecany jest jednak po nim kolejny etap pielęgnacji, peeling ten odświeża, oczyszcza ale nie nawilża. Minusem niestety jest tutaj skład. Osoby, które są wrażliwe na tym punkcie średnio będą zadowolone.

 

 

     Aqua, Glycerin, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Juglans Regia (Walnut) Shell Powder, Parfum, Polysorbate 20, Benzyl Alcohol, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Cellulose Acetate, Mel, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Rosa Gallica Flower Powder, Sodium Hydroxide, Benzyl Salicylate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Benzophenone-3,disodium Edta, Limonene, PEG-30 Dipolyhydroxystearate, Trideceth-6,citronellol, Geraniol, Rose Extract, Linalool, Denatonium Benzoate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 17200


Źle się patrzy na składniki typu :
Benzyl Salicylate, Benzophenone-3 oraz
Geraniol. Tak jak juz wiecie, nie mam obsesji na punkcie składów, ale lubię wiedzieć czego używam. Ci powyżsi milusińcy są potencjalnymi groźnymi nawet alergenami. U mnie nie było żadnej wysypki i innych komplikacji, ale kto wie czy u innej osoby nie będzie ?


Peeling Mleczko migdałowe i miód

Ten peeling zdecydowanie mniej mnie urzekł wizualnie niż róża, ale zainteresowała mnie jego funkcja poza oczyszczającą też nawilżająca. W Bath&Body miałam przyjemność testować przecudowny peeling, który spełniał te dwie funkcje w 100%. Uwierzyłam, ze The Body Shop stanął też na wysokości zadania. Zapach tu inny, ale również przyjemny. Uważam, że dla osób, które nie lubią mocnych i wyrazistych zapachów, ten będzie idealny. Delikatna nuta mleka migdałowego i szczypta miodku. Również nie utrzymuje się długo na skórze. Jeśli chodzi o funkcje nawilżenie bardzo subtelne, nie zadowoli ono wymagającej skóry, peeling również subtelny, ale daje radę. Przyjemnie się używa.  

 

 

          Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Sesamum Indicum Seed Oil, peg-100 stearate*, Hydrogenated Jojoba Oil, Parfum, Dimethicone, Mel, Butyrospermum Parkii Butter, Orbignya Oleifera Seed Oil, Coco-Caprylate/Caprate, Cetyl Alcohol, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2,caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Myristamidopropyl PG-Dimonium Chloride Phosphate, Luffa Cylindrica Fruit, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Tocopherol, Myristyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Denatonium Benzoate, Prunus Amygdalus Dulcis Seed Extract, Citric Acid, Xanthan Gum, Benzyl Alcohol, Helianthus Annuus Seed Oil, Dehydroacetic Acid


W tym przypadku skład również nie należy do wzorcowych składów. Przynajmniej stronka cosdna.pl nie pokazuje żadnych bardzo silnych alergenów, ale skład jest widocznie dłuższy. Nie wywołał kosmetyk  u mnie jednak żadnych podrażnień też.


Podsumowując, peelingi są przyjemne i warte dla mnie 30 zł, ale na pewno nie sa warte 60 zł. Dobre w miarę ścieraki, ale w cenie 60 zł oczekuje też już dobrego nawilżenia i całkiem ładnego, wyrazistego zapachu. Peeling różany był całkiem blisko, ale niestety, nie nawilża. Czy polecam ? Tak! Ale czy za 60 zł ? Zdecydowanie nie :p


Poza tym, jest to ostatni przedświąteczny post, więc chciałabym Wam wszystkim życzyć spokojnych, radosnych świąt  w rodzinnym gronie. Kolejny post pojawi się dopiero 26-27 grudnia. Całuski i Pozdrawiam ;*

 

 

 

 


Serum It's skin -Drożdże Drożdże

Serum It's skin -Drożdże Drożdże

Hej kochani! U Was też tak ładnie śnieg dosypał? U mnie za oknem, gdy pisze ten post jest cudownie biało i brakuje mi tylko ciepłej herbaty i kapci po które zaraz pójdę hah. Dzisiaj jednak trochę, w wiosennej odsłonie przedstawiam Wam moje serum wodne od It's skin z drożdżami. Zapraszam na post !

Powiem Wam otwarcie, że dobre serum ciężko znaleźć. Bardzo często sugerujemy się reklamami i poleceniami od znanych blogerów i vlogerów, jednak nie w tym tkwi moim zdaniem sekret, bo to trochę  pójście łatwa drogą. Bardzo często odpowiedzią na idealne serum jest skład. On mówi nam większość już o produkcie. Bardzo dobre, ale juz i drogie sera mają na pierwszym miejscu w składzie nie wode, a na przykład wyciąg z jakiejś rośliny, skład nie jest tez skomplikowany i długi. Warto też jak nasze serum zawiera juz kwas hialuronowy. Jest on niezwykle niezbędny i warto na niego zwracać uwagę, jeśli chcemy mieć ładną i wygładzoną twarz.
Jednak czy to wszystko znalazłam w  serum, które Wam dzisiaj przedstawiam ? Niekoniecznie, ale dałam mu szanse.



Serum, które zakupiłam jest z firmy it's skin. Jest to koreańska firma i na rynku koreańskim dosyć przeciętna. Zdecydowanie moim zdaniem przoduje przed europejskimi markami, ale za typowymi i dobrymi azjatyckimi jest dosyć daleko.Oceniam ją po prostu jako średnią. Kremy wodne juz dawno wpadły mi w oko, wiec wiedziałam, że niedługo jeden z nich zakupie, wtedy tez tak bardzo nie interesowałam się składami. Oferta it's skin w kremach wodnych jest baaardzo bogata. Ja zdecydowałam się na drozdze, poniewaz próbka jakiej miałam okazje uzyć bardzo fajnie się sprawdziła na mojej twarzy. Miałam przyjemnoność testować próbke brązową drozdze. Producent obiecuje tu naprawdę dużo.

Skoncentrowany regenerująco-naprawczy krem wodny (serum).
Serum zawiera wyodrębnione z ekstraktów drożdżowych proteiny o silnym działaniu naprawczym, dzięki czemu kompleksowo regeneruje skórę oraz przywraca jej dobrą kondycję, witalność oraz utracony blask.
Serum pobudza syntezę kolagenu oraz stymuluje odnowę komórkową, dzięki czemu odbudowuje prawidłową strukturę skóry oraz przyspiesza regenerację stanów zapalnych, wyprysków oraz mikrouszkodzeń naskórka. Dodatkowo, bardzo intensywnie nawilża skórę oraz zwiększa jej odporność na czynniki zewnętrzne.
Serum ma przepiękny zapach oraz wyjątkowo lekką konsystencję, dzięki czemu nadaje się także do pielęgnacji cery tłustej i trądzikowej. 


Produkt otrzymujemy w szklanej, przezroczystej buteleczce z pipetą. Wizualnie wygląda naprawdę dobrze. Konsystencja wodnista, ale wydaje sie też treściwa, kolor jakby mętnej wody. Bezproblemowo się nakłada. Skóra bardzo szybko wręcz wchłania tą esencje. Solidna baza przed nałożeniem kremu na noc, na dzień. Przy intensywnym używaniu wystarczy na 1-2 miesiące.

Skład nie jest najdłuższy, ale tez nie rzuca na kolana, nie jest najlepszy.

 Aqua (Water), Butylene Glycol, Glycerin, Polyglutamic Acid, Pseudoalteromonas Ferment Extract, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Dipropylene Glycol, Ethyl Hexanediol, Triethanolamine, Carbomer, Ethylhexylglycerin, Peg-60 Hydrogenated Castor Oil, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Ppg-26-Buteth-26, Parfum (Fragrance), Disodium Edta, Saccharomyces Polypeptides 

 Uwage zwróciłam na Triethanolamine, który może wydzielać szkodliwe substancje oraz na PEG-60 i
PEG-4.Nie jest to zdecydowanie produkt dla osób, które lubią naturalne składy. Większość składu to substancje trzymające serum w całości

Jeśli chodzi o działanie, to wpływa w małym stopniu na wygładzenie twarzy, w tym zmarszczek mimicznych. Delikatny, ale subtelny i nawet przyjemny efekt. Nie jest to jednak efekt długotrwały i nie wpływa on u mnie na stany zapalne i wypryski. Serum daje skórze przede wszystkim przyjemny blask i świeżość z nutką wygładzenia. Jednak nie jest to produkt marzeń. Jednak jego cena również nie jest wygórowana bo 69 zł. Za ta cenę nie spodziewam się cudów i efekty są w miarę zadowalające. Bez porównania do serum z firmy AVA. Z it's skin jestem jeszcze ciekawa serum z Wit C tylko. Czy je kupie ? Czas pokaże ;)

Hydrolat Róża Damasceńska- Czy dobra i czym się różni od MACa ?

Hydrolat Róża Damasceńska- Czy dobra i czym się różni od MACa ?

Hej kochani ! Niedawno mieliście przyjemność czytać moją recenzje o mgiełce z MACa. Wywołał on spora dyskusje i komentarze "że nie warto przepłacać" Dziś przychodzę do Was z hydrolatem z firmy Bioline, który spełnia podobne funkcje, a jest zdecydowanie tańszy. Czym różni się hydrolat i czy faktycznie można go używać jako zamiennika MACa ? Zapraszam na post !

O hydrolatach  z firmy Bioline miałam już przyjemność kiedyś dla Was pisać. Oceniłam je bardzo pozytywnie. Spełniają spokojnie rolę toniku oraz mgiełki, którą możemy stosować w ciągu dnia i poprawiać stan naszej skóry.  Nie zauważyłam jednak, poprawienia kolorytu skóry oraz jakiegokolwiek działania przeciwzmarszczkowego. Kwestią sporną jest też zapach. Moja mama jak i współlokatorka bardzo go nie lubią. Trzeba przyznać, że zapach tej róży nie należy do najprzyjemniejszych, jest bardzo specyficzny.  Na plus trzeba dodać, że nie był testowany na zwierzętach oraz, iż jest odpowiedni dla Vegan i ma certyfikat Eco. Skład równiez nienaganny, bo tylko  Rosa damascena bio. Jeśli dobrze poszukacie, to możecie go dostać nawet za 19 zł



Jednak, jeśli chodzi o MACa to naprawdę są to dwa, różne produkty. Mogę i chwale hydrolaty, ale one nie utrwalą makijażu, tak jak MAC. Hydrolaty również nie mają właściwości scalających makijaż. Hydrolat delikatnie nawilży skórę, ale nie sprawi, że będzie on wyglądała jakąś o wiele lepiej i zdrowiej. Ponadto hydrolat, by go poczuć musimy rozpylić 2-4 razy, w przypadku MACa wystarczy naprawdę tylko 1 maksymalnie dwa razy. Oba produkty bardzo lubię, ale zdecydowanie nie powinno się ich porównywać. Hydrolat jest produktem typowo pielęgnacyjnym, a mgiełka MACa jest produktem dla osób kochających makijaż, ale tez z właściwościami pielęgnacyjnymi, jako przyjemny dodatek.





Pierwsza, polska książka o seksie #Sexedpl moim okiem

Pierwsza, polska książka o seksie #Sexedpl moim okiem

Edukacja seksualna w Polsce jest daleka od ideału. Moim zdaniem jest po prostu żartem. Zajęcia z WDŻ nie da się skomentować, bo jak skomentować fakt, iż w 90% przypadków mówi o nich osoba co najmniej niekompetentna  i puszczająca filmy z lat 90. Nic z tych zajęć nie wyniosłam, a słowo SEKS chyba nigdy tam nie padło. Jest to słowo w Polsce tematem tabu. Młodzi ludzie poznają świat seksualny z internetu lub z innych, nie zawsze odpowiednich źródeł.
 Przecież tak nie musi być, może uda nam się ruszyć naprzód ?



Uważam, że książka Anji Rubik jest ogromnym krokiem ku świadomości młodych ludzi. Spora inicjatywa osoby wpływowej, znanej, ale też będącej autorytetem wśród młodzieży. Smutne jest to, że wiele osób nie chciało brać udziału w tej kampanii i jak zdradza to Anja były to osoby młode.
Autorka nie ma z tej książki żadnych zysków, a wszystkie pieniądze ze sprzedaży zostaną przekazane na cele fundacji #sexedpl


Książka napisana jest bardzo prostym językiem, co rzuca się od razu w oczy na pierwszych stornach pozycji. Poruszane są tematy dorastania w bardzo przystępny, a nawet humorystyczny sposób. Spodobał mi się opis zmiany naszych ciał pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Obalone zostało wiele mitów typu "nie można zajść podczas pierwszego współżycia w ciąże", "chłopcy sa ciągle napaleni" , "metoda kalendarzyka" itp. Zostały również przedstawione proste schematy naszych narządów rozrodczych.

W kolejnych działach został położony nacisk na dojrzewanie emocjonalne. Orientacje płciowe zostały dokładnie podzielone na grupy i pokrótce wytłumaczone. Myślę, że osoby mające problemy ze swoją orientacją mogą znaleźć w tej książce odpowiedzi na podstawowe pytania. Ponadto wszystko jest poruszane w sposób lekki i naturalny. Homoseksualizm, jak i inne orientacje nie są demonizowane, a pokrótce tłumaczone i objaśnione. Wiecie, że jest grupa Chrześcijan wspierająca gender ? Nazywają się "Wiara i Tęcza".



Dalej omawiane są tematy miłości do własnego ciała i ogólnej samoakceptacji. Świadomość swojego ciała jak i jego seksualnych potrzeb. Wydaje mi się, że na większość krępujących pytań można znaleźć tu odpowiedź. Również nie został tu pominięty temat pierwszego współżycia. Jest to wyjątkowo stresujący i emocjonalny moment w życiu młodego człowieka. Ma się wiele pytań i zagwozdek, ta pozycja pomoże w rozwiązaniu z pewnością większości z nich.

Mimo XXI wieku nadal młodzi ludzie nie są świadomi swoich praw. Mdłości mam, gdy są rozprawy sądowe, gdzie gwałciciel wychodzi na wolność, BO TO BYŁA WINA KOBIETY. Bo założyła koronkową bieliznę lub kusiła. Nie da się mówić o takich absurdach spokojnie i bez emocji, ciesze się, że ta książka poruszyła również i te tematy.



Czy książka #sexedpl ma jakieś wady ? Moim zdaniem nie, bo jest to pierwsza, dobrze napisana książka o dorastaniu, miłości i seksie. Nie ma w Polsce drugiej takiej pozycji, więc dodatkowo podchodzę do tej książki z większym uznaniem. Odpowiada ona na nurtujące pytania w prosty sposób. Uważam, że każdy odpowiedzialny rodzic, który ma już dziecko w wieku dorastania powinien obowiązkowo zakupić mu tą książkę.






Targi Oh Beauty Warsaw

Targi Oh Beauty Warsaw

Hej kochani! Piszę ten post na świeżo z targów na które miałam przyjemność dostać zaproszenie. Targi Oh Beauty Warsaw odbyły się jak nazwa wskazuje w Warszawie 1-2 grudnia. Była to z pewnością niesamowicie duża okazja na  bliższe spotkanie ze światem pielęgnacji, ale przede wszystkim z makijażem. Miałam okazje uczestniczyć w pokazach makijażu prowadzonych przez Magde Iwańską oraz Magdalene Pieczonkę. Pokazy obu Pań zapełniły całą sale. Nic dziwnego, bo były to bardzo pozytywne i uśmiechnięte osoby zarażające swoją energią.



Jeśli chodzi o wystawców to było ich całkiem sporo, spokojnie dało się u nich trochę wydać ;) Oczywiście zakupiłam dwie płachty na stoisku Asia Green.
Również miałam okazję poznać kremy nowej, rozwijającej się firmy Uzdrovisco. Powiem Wam, że zapachy były obłędne, a konsystencja bardzo bogata. Jednak nie zdecydowałam sie na zakup, bo trochę szkoda mi było kasy. Będę jednak obserwowała poczynania tej firmy i jeśli zdecyduje się na któryś z produktów będę Was informować.





Nie przeszłam również obojętnie obok Manufaktury Lawenda. Olśnił mnie zapach wosku pomarańcz i cynamon oraz ich kominki. Mój akurat nadawał się tylko do wyrzucenia, co mogliście zobaczyć na story moim na IG. Resztę stoisk również dobrze wspominam, ale jednak starałam się trochę pilnować swojego portfela hah.



Torba prezentowa również zrobiła na mnie również bardzo dobre wrażenie. Otrzymałam, dwa produkty firmy Rimgana oraz korektor od Revolution i pomadke firmy Soiree, cudna czekoladka <3





Ochorna UV nawet zimą z Iwostin

Ochorna UV nawet zimą z Iwostin

Wydaje się, ze ochrona UV obowiązuje tylko latem, jednak okazuje się, że nie tylko. Promienie słońca są ciągle, a pamiętajmy również, ze  przyspieszają  one proces starzenia się naszej skóry ! Ponadto, jak się okazuje kremy z filtrem chronią nas przed smogiem i innymi zanieczyszczeniami  w powietrzu. Zapraszam na post !





Krem Solecrin Purritin, Krem ochronny SPF 50+ dostałam jako ambasadorka Iwostin w wakacje. Przyznam, że był w porządku, ale latem ogólnie średnio się z nim lubiłam. Miałam wrażenie, ze był za ciężki dla mojej skóry oraz, ze twarz po nim miała trochę ziemisty kolor.Używałam go ze średnią przyjemnością. 

Sytuacja zmieniła się, gdy wróciłam na studia. Powietrze w dużych miastach jest w tragicznym stanie. Bardzo często po powrocie do mieszkania, skóra była sucha i przypominała "kapeć", bardzo złe uczucie. Kremy nawilżające bardzo mało dawały, miałam wrażenie, ze moja skóra wręcz chłonie jak gąbka ten syf z powietrza. Któregoś dnia przeczytałam artykuł o kremach z UV w walce ze smogiem, zainteresowałam się tym tematem, a że miałam jeden wolny pod ręką to co mi szkodziło ?



Musze przyznać, że krem sprawdza się po dziś dzień naprawdę świetnie. Dobrze współpracuje z makijażem oraz nie przeciąża skóry. Mam wrażenie, że brud i syf z powietrza nie jest już jakby wciągany przez skórę, ale zostaje na jej powierzchni. Skóra nie wygląda jak zmęczona życiem, a zmarszczki nie są tak mocno podkreślone po całym dniu. 
Nie wiem czy kupię ten krem ponownie, ale na pewno krem z filtrem będzie od teraz moim "must have".


Copyright © 2014 Zyciowo i Urodowo u Pauliny , Blogger