Seriale o edukacji seksualnej, które polecam

Seriale o edukacji seksualnej, które polecam

Hej kochani! Temat seksualności w Polsce nadal jest tematem tabu, co pisałam w poście recenzji książki Anji Rubik na która Was zapraszam! Dzisiaj przedstawie Wam dwa seriale, które dobrze i interesująco podeszły do tematu edukacji seksualnej. Nie brakuje w nich tematów takich jak masturbacja, aborcja, homoseksualizm i wiele innych. Seriale nie tylko dla młodzieży, ale też dla osób starszych. Każda z grup wiekowych znajdzie coś dla siebie.

Big Mouth (2017)


Jest to serial komediowy, animowany o dwóch kumplach, którzy zmierzają się z koszmarami okresu dojrzewania. Serial wyjątkowo kontrowersyjny, ale w moim odczuciu bardzo odważnie podchodzi do tematu. Momentami wulgarność jego, pokazuje jak bardzo jesteśmy zamknięci na temat swojej cielesności i seksualności. Pokazany jest też problem braku akceptacji swojego ciała, w tym narządów rozrodczych. Są one różne, nie zawsze piękne, ale nie powinny byś one powodem do kompleksu. Zauważyłam tam temat depresji i nawet uzależnień seksualnych.
Produkcja może z początku wprowadzić zamęt w naszej głowie, ale jeśli podejdziemy do niej z dystansem, to możemy spędzić naprawde miło czas, poznając stopniowo naszych bohaterów i ich problemy. Warto zwrócić uwage na samo oryginalne wykonanie animacji. Postacie lekko karykaturalne, ale przyjemne w odbiorze, szczególnie potworki hormony :)
Big Mouth ma już 2 sezony i z wielkimi oczekiwaniami czekam na 3. Bardziej poleciłabym go osobom starszym niźli młodszym. Więcej żartów i smaczków do odkrycia :)

Sex Education (2019)



Jest to serial, który wzbudza duże emocje w internecie. Bo jak przedstawić problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie w przystępny i zrozumiały sposób ? Ten temat podjął serial Sex Education. Główny bohater Otis, dzięki wiedzy mamy, która jest seksuologiem udziela w szkole porad seksualnych. Rady są naprawdę sensowne, a większość zmierza po prostu ku zrozumieniu swojego ciała i jego potrzeb. Mamy obalone tam wiele mitów, a bohaterowie nie są stereotypowi. W serial idzie się szybko zaangażować, a nawet znaleźć swoje ulubione w nim pary. Serial ma sensowną fabułę choć czasami przewidywalną. Bohaterowie wzbudzają ogromną sympatie i z ciekawością oglądamy ich dalsze losy. Ten serial najbardziej powinny obejrzeć osoby młody. Edukacja seksualna w Polsce nie istnieje, a z tej samej produkcji można wyciągnąć wiele naprawdę wartościowych wniosków. Jak jak i naprawdę wiele osób mamy nadzieję, że serial dostanie 2 sezon.

Szaleństwo z Bath&Body Works

Szaleństwo z Bath&Body Works



Hej kochani! Firma Bath&Body Works jest Wam zapewne dobrze znana, jeśli nie to powiem, że jest cudowna hah. Niestety te kosmetyki nie należą do najtańszych. Większość produktów waha się cenowo od 60-100 zł. Trzeba przyznać, że nie są to kosmetyki na mój budżet. Zazwyczaj wole inwestować takie pieniądze  w pielęgnacje twarzy, a nie resztę ciała.  Jednak, w tamtym tygodniu, gdy byłam w Złotych Tarasach spotkała mnie niespodzianka. Promocja -50% a do tej promocji jeszcze jedna PROMOCJA 2+2. I jak sie tu nie zakochać ? Oczywiście, że musiałam zrobić zakupy. A co upolowałam ? Peeling do ciała Vanilla&Spice, krem do ciała  Violet Plum oraz Coconut Mint Drop i ostatnio kremowy żel pod prysznic Birch&Argan. Od razu powiem, że we wszystkich zapachach można się zakochać. Testy i moje wrażenia będą już dodane pewnie w lutym. Oficjalnie promocja jest do jutra, ale mi Pani w sklepie powiedziała, że jest do wyczerpania zapasów. Korzystajcie jeśli macie okazje ! :D
Czy polubiłam minerałki  ? - Lily Lolo

Czy polubiłam minerałki ? - Lily Lolo

Hej mordeczki! Temat minerałów jest już chyba wszystkim, sumiennym blogerkom dobrze znany. Jest to chyba też temat trochę na czasie, bo aktualnie jest okres życia zdrowo, byciem fit i wszystko natural. Dzisiaj przybliżymy się trochę tematowi minerałów i kosmetykom ogólnie Lily Lolo. Zapraszam na post !



O minerałach usłyszałam z blogosfery. Niekoniecznie wiedziałam czym są i jakie są ich zalety, postanowiłam trochę wgłębić temat. Kosmetyki między innymi Lily Lolo wolne są od drażniących substancji chemicznych, sztucznych barwinków oraz wypełniaczy, 100% mineralne podkłady Lily Lolo są nie tylko delikatne dla skóry, ale w ich skład wchodzi także tlenek cynku, który ma właściwości lecznicze. Z tego względu minerały polecane są osobom z cerą problematyczną i wrażliwą. Dzięki zawartości miki, która rozprasza światło, podkłady mineralne sprawią, że cera będzie wyglądała promiennie i zdrowo. Ponadto kosmetyki te nie były testowane na zwierzętach i są polecane dla Vegan. Warto też dodać, że podkład ma filtr UV, co dla mnie jest niezwykle istotne przez pielęgnacje już Anti Age. 

Pierwszy test z Lily Lolo przeprowadziłam w tym tyg na moim IG. Dla tych co nie mają mojego Instagrama serdecznie zapraszam @PaulaUrodowo! Dodaje tam relacje, nowinki kosmetyczne itp ;)




Podkład mineralny SPF 15

Przyznam, że byłam dosyć sceptycznie nastawiona do tego podkładu. Ogólnie nie lubię testować takich rzeczy. Naprawdę boję się, że taki produkt może mnie zapchać, a moje skóra źle znosi tego  typu sprawy. Ten podkład jest jednym z niewielu jakie dopuściłam do swojej cery. Mój faworyt to Bourjois i nie chciałam zmian, jednak trochę zmusiłam się do nich. Ponadto dodam Wam, że nie lubię pudrów. Zazwyczaj bardzo podkreślają moje zmarszczki mimiczne co dla mnie je już przekreśla. Dlatego jak widzicie miałam naprawdę sporo obaw. 
 Ze strony wizualnej wszystkie opakowania prezentują się po prostu świetnie. Elegancja, subtelność, minimalizm. Designer odwalił kawał całkiem dobrej roboty! Podkład po otwarciu faktycznie przypomina puder, ale jest jakby od niego o wiele delikatniejszy. Ważną sprawą jest dobranie odcienia, ale to już sprawa indywidualna. Na stronie Costasy macie tabelkę, która pomoże Wam w tym wyborze, polecam !
Sama aplikacja przebiegła dosyć sprawnie. Preferuje nakładanie na mokro, czyli przed aplikacją spryskuje mgiełką pędzel kabuki, wysypuje podkład a wieczko, nabieram i aplikuje na twarz. Zalecam koliste ruchy, najlepiej wtedy się rozprowadza. Jest bardzo delikatny,lekki  mam wrażenie, iż nie mam na twarzy podkładu, a sam krem, cudne uczucie. Minusem tylko jest krycie, trzeba nałożyć 2-3 warstwy by efekt po prostu jakiś był, poza ujednoliceniem koloru cery. Nie jestem pewna czy osoby z cera trądzikową, by były zadowolone.  
Ja natomiast podkład bardzo polubiłam. Przy nakładaniu nie muszę się martwić, iż został on źle nałożony i zostanie jakiś ślad, bo wiecie jak to jest rano, przy słabym świetle. Na razie mnie nie zapchał i liczę, ze to nigdy nie zastąpi.

MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]. 

Naturalny Prasowany Korektor

 Zalecenia  to przede wszystkim stosowanie na cienie pod oczy i przyznam, że na początku tak stosowałam. Aplikacja korektora w tej wersji jest naprawdę ciekawą opcją. Przyznam tez, że nie byłam pewna co do odcienia, ale zaryzykowałam biorąc Lemon Drop, który ma żółtawy odcień. Co najważniejsze korektor  nie powodował, że skóra  pod oczami wyglądała sucho jak u starszej osoby. Wyjątkowo delikatna w tamtym miejscu skóra, wyglądała po prostu na nawilżoną. Lekka formuła i dobre krycie można uzyskać spokojnie przy 2-3 warstwach.  W takim produkcie można na pewno się zakochać! Jest to naprawdę spory konkurent dla mojego ulubionego Catrice. W opakowaniu znajdujesz się 4g, ale czuje, że szybko go nie zużyje :)

MICA, ZINC OXIDE, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, TOCOPHEROL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77007 (ULTRAMARINES), CI 77492 (IRON OXIDE)]



Naturalna Mgiełka Utrwalająca Makijaż
Jest to mgiełka przeznaczona do utrwalenia lub odświeżenia makijażu.  Przyznam, że tu lepiej by się sprawdziła przezroczysta buteleczka, lubię widzieć ile mi zostało produktu, ale wtedy średnio pasowałaby do całej serii. Mgiełka spełnia swoje zadanie, bez niej makijaż trzyma się po prostu krócej. Jest bardzo delikatna i nie czuć po niej jakiejś nieprzyjemnej warstwy. Z przyjemnością stosuje ją też w ciągu dnia.

AQUA (WATER), GLYCERIN, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT, CITRIC ACID, LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT
Osobno chciałam poruszyć temat składu. W mojej opinii nie mam im nic do zarzucenia. Wiadomo zawsze znajdzie się produkt, który bardziej mnie może kogoś uczulać, ale nie ma tu jakiś strasznych "niespodzianek". Myślę,że w tej kwestii fanatycy składów mogą być spokojni ^^

Na koniec macie efekt końcowy z wykorzystaniem samego podkładu, korektora i mgiełki. Bardzo subtelny :)
Tanie, ALE DOBRE #4 Olejek z drzewa herbacianego

Tanie, ALE DOBRE #4 Olejek z drzewa herbacianego

Hej mordki ! Przyznam, że sama trochę zapomniałam o serii Tanie, ale Dobre, ale podczas używania ostatnio olejku herbacianego zrozumiałam, że "Hej, to nadaje się do tej serii" i właśnie w ten sposób zainspirowana pisze dla Was dziś ten post! Ponadto zapraszam Was do poprzednich wpisów. Bardzo przyjemne Mleczko z firmy Celia, Duże szampony z firmy Joanna oraz wyjątkowy peeling od Selfie Project



Przedstawmy na początku bohatera dzisiejszego postu. Olejek herbaciany, który zakupiłam jest z firmy KEJ. Można go dostać już nawet za 8 zł/10 ml. Trzeba pamiętać, że jest to olejek, a nie olej, bo wielu osobom nadal to się myli. Olejki nie mają czystego składu. Zawsze  w nich jest jeszcze COŚ poza OLEJEM. Warto zawsze zwrócić uwagę na skład. Nasz kolega ma  w składzie : Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Limonene*, Linalool*, Geraniol*. Moim zdaniem skłąd mocno nie razi po oczach, jest w krótki i nie ma jakiś strasznych dodatków. Produkt jest w szklanej buteleczce z brązowego szkła. Jego cechą dominującą jest zdecydowanie zapach. Jest wyjątkowo mocny, dlatego polecam nie używać go w okolicach oczu, wyjątkowo podrażnia.

Pod spodem wypisze Wam do czego używałam olejku herbacianego i jak się sprawdził.

1.  Trądzik- Sposób polecany przez wielu blogerów/ vlogerów, przeze mnie wypróbowany niedawno. Nakładałam punktowo, bez rozcieńczania na zmiany skórce. Najczęściej na duże, czerwone cysty. Znacznie przyspiesza gojenie.

2. Oczyszczanie twarzy-  Olejek ten ma świetne właściwości przeciwbakteryjne. ROZCIEŃCZONEGO używam go przy oczyszczaniu twarzy pianką lub tonikiem. Ogólnie zalecany jest w stosowaniu przy cerze mieszanej bądź tłustej.


3. Opryszczka - Jest to moja zmora od kiedy pamiętam. Lubie się pojawiać do 2-3 razy w roku. Olejek herbaciany najlepiej sobie radzi z tą zarazą i w miare przyspiesza proces gojenia się. Pamiętajcie, by reagować w miarę szybko !

4. Porost włosów - Wierni czytelnicy wiedzą, że mam problem z wypadaniem włosów. Problem ten znacznie już ograniczyłam dzięki wcierce Jantara i zmiany diety, ale czuje jeszcze, że cebulki nie są wystarczająco mocne. Olejek herbaciany działa bakteriobójczo. W małych ilościach, delikatnie rozcieńczony nie podrażni skalpa a oczyści skórę głowy, zalecam przed myciem.

5. Przeziębienie- Dodawałam 2-3 krople do gorącej wody w kubku. Udrażniał drogi oddechowe, odblokowywał mój zatkany. Kubek stał obok, zapach intensywnie isę rozchodził, a ja dalej mogłam pracować :3

A Wy stosowaliście może olejek herbaciany ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu

Słynna wcierka  Jantara moim okiem

Słynna wcierka Jantara moim okiem

Wcierka Jantara znana jest chyba każdej osobie, która boryka sie z problemem wypadania włosów. U mnie problem rozpoczął  po wyprowadzce na studia, do innego miasta. Był to stresujący dla mnie okres, sporo włosów mi wypadło, cebulki były osłabione. Nie chciałam jednak inwestować w jakieś super, drogie produkty, sporo osób właśnie poleciło mi wcierkę z Jantara. Jak się sprawdziła? Czy polecam ? Zapraszam na post !



Produktu chyba nie muszę tego przedstawiać zbytnio. Firma Joanna jest dosyć przeciętna na rynku. Myśle, że marka nie sądziła, iż wypuści taki hit. Produkty ma dobre i w miare tanie, prócz słynnej wcierki nie wyróżnia się. Wcierka przeznaczona jest do skóry głowy i zniszczonych włosów. Podobno właściwości bursztynu tak wpływają na działanie wcierki.

Ogólnie samo opakowanie wcierki jest juz ciekawe i dosyć charakterystyczne. Ciekawy sposób aplikacji, a bursztyn jest juz chyba znakiem rozpoznawczym tego produktu.  Wcierka ma konsystencje typowo wodnistą, zapach równiez ma specyficzny, ale całkiem przyjemny. Nie ma problemu z aplikacją, wcierka tez nie przetłuszcza włosów, całkiem szybko się wchłania. Ciekaw ajest jedna sprawa składu, bo spójrzcie smai, nie nalezy on do najkrótszych.

Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Amber Extract, Hedera Helix Extract, Lamium Album Extract, Arnica Montana Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Arctium Majus Extract, Calendula Offi­ci­na­lis Flower Ex­tract, Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Calendula Tropaeolum Majus (Nasturtium) Flower Extract, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Arginine, Biotin, Zinc Gluconate, Acetyl tyrosine, Niacinamide, Panax Ginseng Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Calcium Pantothenate, Ornithine HCl, Polyquaternium - 11, Citrulline, PEG- 12 Dimethicone, Glucosamine HCl, Panthenol, Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, retinyl palmitate, Polysorbate 20, PEG-20, Zinc PCA, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

Sporo naprawdę mozna tu znaleźć średnich składników. Warto zwrócić uwagę na : Diazolidnyl Urea, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool. Niewiele osób skarżyło się, ale sa takie przypadki, iż wcierka powodowała podrażnienie skóry głowy.

U mnie jednak efektów niepożądanych nie było. Wcierkę na początku używałam regularnie, codziennie przez 2 miesiące. Efekt, to sporo baby hairs, naprawdę sporo, jednak uważam, ze były one dosyć słabe. Tutaj warto zwrócić uwagę na dietę i całkiem dobrą suplementacje. Ogólnie produkt przyjemny, ale planuje się zacząć wspomagać też jakimiś ampulkami. Chce postawić na firmę Seboradin. Nie wierze  w odzyskanie gęstych włosów jakie miałam, ale myślę, że te produkty dadzą nawet mało, ale dla mnie juz będzie to coś. Jeśli ktoś sie waha uważam, że nie warto, wcierka jest naprawdę tania, a efekty daje naprawdę fajne. Ważna jest tu jednak REGULARNOŚĆ!


Doctor Babor  mleczko do demakijazu

Doctor Babor mleczko do demakijazu

Firmę, którą Wam dzisiaj przedstawie nie była mi wcześniej dobrze znana. Oczarował mnie dobry design opakowań, prostota i elegancja. Przed zakupem oczywiście poczytałam trochę o marce. Naprawdę dobre wrażenie na mnie robi historia rodzinna firmy oraz niemieckie pochodzenie. Niemieckie kosmetyki są dobre, mają klasę i charakteryzują się nienagannym działaniem.  A jak zobaczyłam -50% , to z czystej ciekawości chciałam wypróbować tę markę.



Buteleczka jest poręczna, dobrze wykonana i zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji. Napis jest nieścieralny i nadal przez około 3 miesiące używania, zachowany w stanie idealnym. Ciekawą sprawą jest aplikator, gdyż zdecydowanie ma inny kształt niż u jego konkurencji. Delikatnie spłaszczony i okrągły. Widać, że ktoś tu porządnie wziął się za identyfikacje wizualna firmy, jak i za same opakowania. Mleczko przeznaczone jest dla skóry suchej, ale przede wszystkim wrażliwej. Ponadto redukuje uczucie ściągnięcia, ale też i zaczerwienienia. Obietnice dosyć spore nie uważacie?

Mleczko ma konsystencje kremową. Bardzo przyjemny i delikatny krem, jest bezzapachowe. Wrażenie typowego produktu dla skóry wrażliwej, alergicznej.Nie jest napisane, iż jest przeznaczone do typowego demakijażu, ale ja pozwoliłam sobie je tak użyć i efekt ? Naprawdę dobry ! Delikatnie usuwa makijaż. Nie musimy pocierać, męczyć się wszystko idzie gładko. Twarz jest nawilżona, uspokojona, a wszelkich zaczerwień nie ma. Faktyczny brak uczucia ściągnięcia, takowy nie istnieje.
Można powiedzieć, że producent spełnił swoje obietnice ?  Zdecydowanie tak!

Jednak jak to w moich recenzjach bywa, sprawdzamy wszystko, więc spójrzmy również na skład.

OENOTHERA BIENNIS OIL,, AQUA, PENTYLENE GLYCOL, DECYL OLEATE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, ZEA MAYS GERM OIL, CETEARYL ALCOHOL, PANTHENOL, GLYCERYL OLEATE, COCO-GLUCOSIDE, XANTHAN GUM, SODIUM LACTATE, TOCOPHEROL, TOCOPHEROL, BUTYLENE GLYCOL, CITRIC ACID, CITRIC ACID, SILVER, LECITHIN, ASCORBYL PALMITATE, SODIUM HYDROXIDE, GLYCERYL STEARATE, PANTOLACTONE, ACHILLEA MILLEFOLIUM EXTRACT

Nie jest on najkrótszy, ale moje serce rośnie, jak nie widzę na pierwszym miejscu wody. Na 1 miejscu mamy olej z wiesiołka, oznacza to, że jest jego w składzie około 80% . Dalej żadna z aplikacji nie zwróciła na żaden składnik jakiejś większej uwagi. Strona Cosdna zwróciła uwagę tylko na Sodium Hydroxide, Glyceryl Stearate oraz na Srebro. Można powiedzieć, że produkt nienaganny, a wręcz idealny, przeszkoda jest jednak cena, bo za 150 ml musimy zapłacić 150zł


Nowa polska marka z pomadkami ? Soirée

Nowa polska marka z pomadkami ? Soirée

Polskie marki z zakresu pielęgnacji rosną jak grzyby po deszczu. Parę trafi się dobrych, ale część to po prostu zwykłe średniaki, które po prostu widza, ze jest popyt i zaatakowały rynek. Smutno powiedzieć, że większość nawet zbytnio się się od siebie nie różni. Każda firma uważa, że jest inna, wyjątkowa, ale rzeczywistość jest troszeczkę inna. Inaczej jednak wygląda sprawa kolorówki. Nie wychodzi tak dużo nowych marek, które specjalizują sie w kolorówce, dlatego tak chentie piszę o pomadce z firmy Soirée.



Miałam przyjemność poznać tę firmę na targach Warsaw Beauty.  Chyba każda osoba, która otrzymała Box upominkowa miała przyjemność dostać pomadkę. Ja dostałam czekoladkę i kolorem byłam po prostu zachwycona. Ubolewam jednak, że na stronie, firma dosyć mało napisała o sobie.
Założyły ją w 2016 roku dwie , przedsiębiorcze 18- latki w Gdańsku i to jest tyle z życiorysu założycielek firmy. Niestety, ale nie jest to najlepsza reklama, ale daje plus za szczerość.



Opakowanie jest całkiem przyjemne. Widać kolor pomadki, nawet poręczne, dobre po prostu. Jednak za taką cenę ? Trochę za duża oszczędność. Przyjemny jest bardzo zapach, bo przypomina czekoladkę <3 Czekoladkę delikatnie chemiczną, ale jest to naprawdę fajny zapach ! Konsystencja bardzo dobra, fajnie rozprowadza się ją na ustach. Mimo że matowa, od razu nie zastyga, nie ma się poczucia zelu na ustach, który potem zamienia się w skałe, a usta wyglądają źle. Jednak trwałość to 4-5h około, potem warto poprawić. Uważam, że jeśli pomadka kosztowałaby z 20 zł postawiłabym ją dosyć wysoko w swoim rankingu, niestety za cenę 60 zł ? Nie czuje się skuszona. Na taką cenę uważam mogą sobie pozwolić marki, które już maja wyrobioną renomę i są naprawdę dobre.


SkinFood od Weledy - Czuje kwiatki!

SkinFood od Weledy - Czuje kwiatki!

Z firmą Weleda nie znałam się wcześniej. Przyznam, że poznałam ją pierwszy raz dopiero niedawno. Zawsze tak mam, że jak otrzymam kosmetyki z jakiejś marki to muszę poznać jej historię. Firma Weleda, jak sie okazało jest już z nami od 1921. Początkowo jako laboratorium farmaceutyczne własnym ogrodem roślin leczniczych. Stopniowo przebiła się na rynku i zyskała światową renomę jako firma zajmująca się z powodzeniem zdrowiem i urodą. Dziś ma przedstawicielstwa w ponad 50 krajach. Wszystkie produkty Weleda są wytwarzane wyłącznie z naturalnych składników bez użycia sztucznych konserwantów. Dodatkowo surowce w absolutnej większości przypadków mają swoje źródło w rolnictwie ekologicznym.

Historia firmy wydaje się bardzo bogata i ciekawa, dlatego chciałam ją dla Was poruszyć. Nie jest to kolejna krzaczasta firma, która udaje, ze ma naturalne składniki, a faktycznie na taką wygląda. Dzisiaj mam przyjemność zrecenzować Wam dwa produkty  z serii SkinFood. Masło do ciała oraz balsam do ust.




Masło do ciała Skin Food

Przyznam szczerze, ale design opakowania bardzo na minus. Naprawdę złe robi na mnie wrażenie zły design opakowań. Ciesze się, że jest przejrzysta i ma tylko dwa kolory, bo łatwo było sprawę to pogorszyć. Boli  mnie użyty font do napisu Skin Food, Body Butter i Weleda. Ktoś postanowił się pobawić w modyfikowanie kroju pisma i wyszło mu to bardzo źle. Jednak w kosmetyku design nie jest najważniejszy.Zawsze cenie produkty, które mają zabezpieczone opakowanie, za to spory plus. Po pozbyciu się foli uderza nas przyjemny, kwiatowy zapach, ale nie sztuczny, taki prawdziwy, inny nawet. Jeśli chodzi o skład, to nie należy on do najkrótszych.

INCI: Water (Aqua), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Stearic Acid, Palmitic Acid, Pentylene Glycol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, ViolaTricolor Extract, Alcohol, Betaine, Carrageenan, Xanthan Gum, Lactic Acid, Glyceryl Caprylate, Sodium Capryol/Lauroyl Lactylate, Fragrance (Parfum), Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Geraniol.

Aplikacja wyróżniła parę składników między innymi : Geraniol, Linalool,  Benzyl Benzoate, Limonene. Ale  ostatnio jedna z Was mi powiedziała, ze Geraniol jest po prostu związkiem zapachowym i może być drażniący. Za dodatkową wiedze dziękuje Asian Beauty World <3
Czyli skład zły nie jest, ale mógłby byc lepszy.

 Najważniejsze jednak moim zdaniem jest działanie. Tutaj nic nie mam do zarzucenia. Masło trzymam w półce pod biurkiem i praktycznie codziennie używam go do pielęgnacji dłoni i ciała. Działanie bardzo dobre, przyjemne nawilżenie, ale pozostaje delikatny filtr. Nie jest to problemem jednak dla mnie. Jest wydajny czuje, że będzie starczył mi do 2-3 miesięcy. Konsystencje ma naprawdę gęsta.

Balsam do ust Skin Food

 Przyznam, że o dobry balsam do ust bardzo ciężko. Tak naprawdę u mnie sprawdzał się dotychczas tylko Carmex, inne były po prostu za słabe. W pierwszym roku na studiach moje usta pękały i po prostu bolały, uratował je Carmex. Dlatego przyznam, ze w tym przypadku poprzeczka już jest wysoko postawiona.

Tutaj design wypada trochę lepiej, ale nadal razi ten brzydki font ;p Jednak tubka balsamu jest mała, urocza i poręczna. Mogę powiedzieć, że idealna to torebki. Konsystencja jest żelowa, ale bezproblemowo rozprowadza się po ustach. Zapach zbliżony do masełka, ale jednak trochę inny, ale nie gorszy. W tubce mamy 8 ml, nie dużo, ale balsamu starczy na dosyć długo. Producent mówi, ze jest przeznaczony do suchych i popękanych ust, spokojnie mogę to potwierdzić. Robię tylko 2-3 aplikacji w ciągu dnia, spokojnie starczy. Usta pokryte sa przyjemną, ochronna warstwą.Polubiłam się z tym balsamikiem i myślę, że będzie on dla mnie zastępcą Carmexa




Znajomość z firmą Weleda zaczęła się bardzo przyjemnie, mam nadzieję na powtórkę. Chętnie skorzystam z innych produktów z ich asortymentu. A Wy znacie firmę Weleda ?
zBLOGowani.pl
Copyright © 2014 Zyciowo i Urodowo u Pauliny , Blogger