Olej, który pachnie papierosami ? O.O

Olej, który pachnie papierosami ? O.O

Hej kochani! Oleje to chyba jeden z ulubionych tematów na beauty blogach.  Kiedyś odrzucane, a teraz są obowiązkowym elementem u wielu osób w pielęgnacji. Firmę BioOleo poznałam dzięki ShinyBox. Była w porządku, nawet zapadła mi w pamięć, ale potem nasze drogie jakąś nieszczególnie się krzyżowały. Ostatnio w 75% promocji miałam okazje nabyć olej Macadamia o zapachu whiskey z tytoniem. Co z tego wyszło ? Zapraszam na post !



Na początku powiem Wam, że bardzo lubię dobre, męskie perfumy. Chyba ta cecha zadecydowała o zakupie przeze mnie tego oleju.  Ten olej, jak i inne z BioOleo dostajemy w szklanej buteleczce z brązowego szkła. Wydaje mi się, że to i logo ze słonikiem są naprawdę decydującymi cechami, które zapewniają firmie BioOleo w miarę rozpoznawalność na rynku.

W opakowaniu jest 30 ml, w cenie normalnej 80 zł. Jest to dosyć sporo jak na olej. Olej w konsystencji jest bardzo przyjemny, bezproblemowo rozprowadza się po twarzy, ale w tym zakresie używałam go tylko raz. Pojawiły się subtelne, czerwone plamki po użyciu. Ponadto średnio podoba mi się efekt, że moja twarz pachnie męskimi perfumami, bo na szczęście ani tytoń ani whiskey nie jest  wyczuwalny. Mam wrażenie też, że jak przyjemne zapachy są ulotne, to ten chodził za mną cały dzień. Jedynie zastosowanie znalazłam jako olejek do kąpieli. Tylko w wannie umiem z nim wytrzymać, jest po prostu dla mnie za mocny i nawet drażniący.  Uważam natomiast, że to super produkt dla panów, którzy mają ochotę na olej,  a nie chcą pachnieć owockami :)

W temacie składu nie jest on najkrótszy, jak na olej, ale musimy pamiętać, że ten zapach nie bierze się znikąd :)

Oil Macadamia Temifolia Seed, Parfum, Citronellol  Eugenol, Coumann, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Ceclohexene Carboxaldehyde

Znacie z innej firmy olej, który pachnie męskimi perfumami ? Używalibyście ? Podzielcie się w komentarzu :)
Zwroty za zakupy ? - Platforma Tipli

Zwroty za zakupy ? - Platforma Tipli


Zakupy przez internet w tych czasach są już codziennością. Są wygodne, mamy więcej czasu na decyzje oraz nie tracimy zbędnego czasu w kolejkach. Zakupy w internecie to już nie tylko wygoda, ale okazuje się, że można mieć z nich zysk. Dokładnie mowa tu o zjawisku cashback , czyli w skrócie zwrot pieniędzy za zakupy. Przyznam, że nie sądziłam kiedyś, iż będzie coś takiego możliwe, a staje się to coraz bardziej popularne. Wiele marek zwraca nam za zrobienie u nich zakupów. Taką formę zysku oferuje nam również portal cashback  Tipli.pl , który zbiera wszystkie, dobre zwroty na jednej stornie.



Wszystko przebiega dosyć prosto. Platforma dba o prostotę i łatwą dostępność dla użytkownika. Darmowe konto możemy założyć przez Facebook lub  konto Google. Jeśli żadna z tych opcji nas nie interesuję, można założyć konto standardowe. Spokojnie, nie wymaga ono podania miliona informacji. :)




Kolejnym krokiem jest wybór sklepu. Jest naprawdę  sporo dobrych marek, które współpracują z platforma Tipli.pl W zakresie urodowym to między innymi : Iperfumy.pl, Douglas, Natura, Dr Irena Eris, Sephroa. Ja  bardzo lubię drogerię Iperfumy.pl  Na pewno ją znacie, mają naprawdę bardzo szeroki asortyment i często po prostu nawet stacjonarnie nie mogłam czegoś dostać, a okazywało się, że jest to w tej drogerii. Dzięki platformie Tipli możemy otrzymać aż 5% zwrotu z zakupów tam. Tak naprawdę nic innego więcej nie trzeba. Po prostu strona Tipli.pl przekierowuje nas na stronę przykładowo Iperfumy.pl i tam  robimy zakupy. Jest to 100% bezpiecznie i coraz bardziej popularne.



Ponadto pieniądze zarobione na platformie bez problemu możemy przelać na nasze konto bankowe. Wystarczy w zakładce Wypłata cash back uzupełnić dane osobowe, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Takie platformy jak Tipli są dla wielu osób pewnie nowością. Moim zdaniem, jest to dosyć przydatna sprawa, by zaoszczędzić sobie parę groszy i z pewnością będę z niej korzystać. Najprostszą formą oszczędności są tam też gazetki promocyjne. Śledząc je można trafić na wiele okazji. Dobrym przykładem są drogerie. W Hebe gazetka promocyjna kryje mnóstwo ofert, ale kto z nas lubi zbierać makulaturę? No właśnie, zapewne nikt. Tipli.pl ma jednak na to sposób. Wszystkie gazetki są tam w jednym miejscu, posegregowane w przejrzystych kategoriach. Wystarczy usiąść wygodnie w fotelu i przeglądać aktualne oferty promocyjne. Planując w ten sposób zakupy oszczędzamy nie tylko pieniądze i czas, ale także środowisko.

A wy korzystaliście może z cashback ? Może znacie nawet platformę Tipli.pl ?
Kolejna nowość- Ringana

Kolejna nowość- Ringana

Hej kochani! Dzisiaj znowu wracam do Was z tematem kosmetyków naturalnych. Przyznam, że nie było to zamierzone, ale jakąś ostatnio akurat te kosmetyki wpadają mi w ręce. Tutaj będziemy mówić o kosmetykach firmy Ringana, zatem zapraszam na post !

 Firmę Ringana miałam okazję poznać na targach Oh!Beauty Warsaw. Z relacji na IG i postu listopadowego wiecie, że miałam przyjemność załapać się tam jako influencerka. Razem z dziewczynami dostałyśmy torbę upominkową, między innymi kosmetyki Ringana. Kosmetyki te są z Austrii. Dosyć mocno podkreślają swoją naturalność w składach, ale też i podejście z duchem czasu. Sama strona internetowa jest zrobiona bardzo nowocześnie z postawieniem na minimalizm. Widać, że ta firma dopiero powoli, ale stopniowo wchodzi na rynek Polski.
 Kosmetyki te już z samego początku robiły na mnie dobre wrażenie. Preparat jak i serum były owinięte w bawełniany, mały ręczniczek do twarzy. Sądzę, że to dosyć oryginalny sposób prezentacji produktu.




Preparat upiększający o działaniu detoksykującym  FRESH ADDS glow


Preparat z serii Adds wyróżnia się swoim opakowaniem na tle innych kosmetyków. Ciężko mi porównać je z jakąś inną firmą. Szklane, przezroczyste opakowanie z wyrytymi ( nie naklejonymi!) napisami. Bardzo lubię widzieć ile zostało mi jeszcze produktu do zużycia. Jest to produkt, który przeznaczony jest dla osób żyjących w większych miastach i borykających się z problemem smogu i innych zanieczyszczeń. Jest to cytując " Naturalny kompleks detoksykujący chroni przed wpływami środowiska. Skóra odzyskuje młodzieńczą promienność. " Kosmetyk ten ma konsystencje wodnistą, ale też trochę oleistą. Całkiem przyjemnie rozprowadza się na twarzy, czemu towarzyszy naprawdę wyjątkowo delikatny, roślinny zapach. Nakładam go pod krem, a najlepiej jak mam ogólnie no make up day, ewentualnie też na noc. Twarz wygląda dosyć ładnie i promiennie. Skład również całkiem przyjemny mimo, że nie najkrótszy. Czy tylko mi tak miło jest czytać składy, które są rozpisane i wiemy CO TO JEST ?

Citrus aurantium dulcis fruit water* (woda z pomarańczy), Nelumbo nucifera root water (woda lotosowa), Rosa damascena flower water* (woda różana), Niacinamide (witamina B3), Pentylene glycol (roślinny nawilżacz), Ascorbyl glucoside (derywat witaminy C), Glycerin (nawilżacz), Pyrus malus fruit water (woda jabłkowa), Arginine (nawilżający aminokwas), Glucosyl hesperidin (bioflawonoid pobudzający mikrokrążenie), Marrubium vulgare extract (odkażająca substancja czynna z szanty zwyczajnej), Hamamelis virginiana leaf extract* (ekstrakt z oczaru), Sclerotium gum (naturalny środek żelujący), Sodium phytate (antyoksydacyjny ekstrakt z otrębów ryżowych), Citric acid (kwasek cytrynowy), Alcohol°, Aqua°

* składniki z kontrolowanych upraw ekologicznych
° wchodzi w skład produktu jako element substancji czynnej




 Serum nawilżające FRESH hydroserum

Jest to również serum, ale mam wrażenie, że z serii jeszcze przed zmianą designu kosmetyków. Nie jest złe, ale widać, że to po prostu nie ta seria. Sam kosmetyk prezentuje się również dobrze. Tutaj mamy 30 ml czyli trochę więcej, bo w powyższym jest zaledwie 15ml. Serum to ma konsystencje bardziej wodnistą, ale mam wrażenie, iż jednak jest bardziej treściwe. Zapach również roślinny, ale inny i tak samo ładny, przyjemny dla nosa. Również  nie ma problemu z rozprowadzeniem po twarzy. Bardzo przyjemnie się nakłada. Tu niby jest obiecana redukcja zmarszczek. Bardzo nie lubię tych pustych obietnic, dlatego tu daje minusika. Mam małe i płytkie zmarszczki, a produkt mimo używania zalecanego ( czyli 2 razy w tyg) nic z nimi nie zrobił. Jednak poza tą sztuczną obietnicą, serum jest naprawdę przyjemne. Wrażenie wyjątkowo odżywionej twarzy i po prostu lepsze jakby wchłanianie kremu w kolejnym etapie pielęgnacji. Tutaj skład jest natomiast o wiele wiele większy, ale również jest on "tłumaczony" do naszych potrzeb. 


Aqua (woda), Rosa damascena flower water* (woda różana), Glycerin (roślinny nawilżacz), Cetearyl olivate (emulgator microcell z oliwek), Sorbitan olivate (emulgator microcell z oliwek), Xylitylglucoside (nawilżający kompleks cukru brzozowego), Xylitol (naturalny alkohol cukrowy), Ectoin (wysokiej jakości regulator wilgotności z funkcją ochrony skóry), Anhydroxylitol (odbudowujący kompleks cukru brzozowego), Nigella sativa seed oil* (olej z czarnuszki), Ceramide 3 (lipid wspierający naturalną barierę skórną), Totarol (antyoksydacyjny, przeciwbakteryjny ekstrakt z zastrzalinu totara), Olea europaea leaf extract (nawilżająca i antyoksydacyjna substancja czynna z liści drzewa oliwnego), Aloe barbadensis leaf juice* (żel ze świeżego aloesu), Elaeis guineensis fruit extract (naturalne tokoferole i tokotrienole), Hydrolyzed olive fruit (antyoksydacyjny ekstrakt z oliwek), Hydrolyzed walnut extract (pielęgnujący ekstrakt z orzecha włoskiego), Hydrolyzed grape skin (ekstrakt ze skórki winogron o działaniu chroniącym skórę), Sodium hyaluronate (kwas hialuronowy), Ubiquinone (koenzym Q10), Tocopherol (witamina e), fagus sylvatica bud extract* (wzmacniający ekstrakt z pąków buku), Prunus cerasus bud extract* (pielęgnujący skórę ekstrakt z pąków wiśni), Galactaric acid (antyoksydacyjna substancja czynna z pektyn), Prunus persica bud extract* (nawilżający ekstrakt z pąków brzoskwini), Vitis vinifera bud extract* (ochronny ekstrakt z pąków winogron), Hydrolyzed tomato skin (ekstrakt ze skórki pomidora przeciwdziałający starzeniu), Citric acid (kwasek cytrynowy), Phenethyl alcohol (alkohol fenyloetylowy), Capryloyl glycine (naturalny związek glicyny i kwasu kaprylowego), Undecylenoyl glycine (naturalny związek glicyny i kwasu undecylenowego), Dehydroxanthan gum (roślinna substancja żelująca), Lecithin (roślinny budulec błon komórkowych), Arginine (nawilżający aminokwas)
* składniki z kontrolowanych upraw ekologicznych




 Podsumowując, jest to naprawdę fajna i ciekawa firma nad którą warto się zastanowić. Uważam, że fani składów będą naprawdę zadowoleni z powodu tych kosmetyków. Nie mam im wiele do zarzucenia, no może poza ceną, która jest dosyć wysoka. Za preparat Fresh musimy zapłacić 40 Euro, a za serum 48 Euro. Są to ceny naprawdę wysokie, ale dla fanów składów, ekologicznych produktów wydaje mi się, że to jednak nie tak dużo. Bo spójrzmy na firmę Clarins, tam płacimy 300 zł za krem, a skład ich kremów pozostawia wiele do życzenia.



Saszetka o ktorej warto napisać !

Saszetka o ktorej warto napisać !

Witajcie ! Bardzo rzadko piszę o próbkach lub saszetkach, bo uważam, że po prostu nie warto. Nie są to produkty wymiarowe, w większości starczą zaledwie na raz, więc po co ? Tym razem postanowiłam trochę zmienić zasady i przychodzę do was z maską w saszetce od firmy BEAVER Proffesional.



Firma Beaver Professional reprezentuje kosmetyki profesjonalne, nie znajdziemy ich w każdym, lepszym sklepie. Ceny również odstraszają, bo cena jednego kosmetyku waha się od 50 do nawet 150 zł. Nie są to kwoty na każdy budżet. Dzisiaj oceniamy maseczkę, której w saszetce mamy 30 ml za 9 zł ,a normalnie jest ona za 150 zł za 500 ml. Uważam, że większość drozszych firm powinno robić tego typu miniaturki, by klient mógł się zapoznać z ich marką.

Maska Total Luxury Hair Care przeznaczona jest do włosów suchych, kruchych, kędzierzawych, matowych itp. W skrócie wydaje się, że wręcz do zadań specjalnych. Producent podkreśla w niej obecność w niej kreatyny, laktoferryny.

Maska jest w konsystencji gęsta, kolor biały. Zapach  jest przyjemny. Czuć, że produkt z wyższej półki i w miarę długo utrzymuje się na włosach, ale tez na cuda nie liczmy CHyba tylko banan od Garniera był wyczuwalny cały, jeden dzień. Ponadto rozprowadza się całkiem dobrze na włosach. Pozostawiam ją na w około 10-15min. Starczy spokojnie na 5-6 myć przy rozsądnym używaniu, więc dlatego polecam. Jest ona moim ratunkiem, gdy na przykład wracam do domu i nie wezmę ze sobą maski do włosów. Po nim włosy naprawdę są przyjemne. Bezproblemowo się układają, wyglądają na zdrowe, lśniące. Włosy się zbytnio do niej nie przyzwyczajają, a miałam z tym problem w przypadku jednej maski z Artego.
Najtrwalsze matowe pomadki ever  #Maybelline

Najtrwalsze matowe pomadki ever #Maybelline

Hej kochani! Zapewne wielu z Was szukało, może nawet dalej szuka trwałeś pomadki. Takiej, która nie ściera się po jedzeniu, nie trzeba jej ciągle poprawiać oraz nie robi skorupy z naszych ust! Wydaje się to naprawdę niemożliwe, by znaleźć taką pomadkę i nie wydać fortuny.  Ja znalazłam i jestem zachwycona, więc już pewnie wiecie jaka to będzie recenzja :) Jeśli jesteście zainteresowani ciągiem dalszym to zapraszam  !



Przyznam bez bicia, że zazwyczaj firme Maybelline traktowałam jako taki średniak. Ich tusze są po prostu w porządku  w moim zdaniem są adekwatne do ceny. Podczas promocji  już w ogóle nie mam nic do zarzucenia. Pomadkami nieszczególnie się  interesowałam, póki nie trafiłam na zagraniczny youtube i serie Matte Ink. Już dawno nie widziałam tak zachwalanych pomadek. Niestety nie były one wtedy jeszcze tak łatwo dostępne stacjonarnie. Wraz z współlokatorką zamówiłyśmy po jednej ze sklepu iperfumy.pl Nie były tam wtedy najtańsze , bo za 25 zł, teraz są już dostępne po 20-25zł juz z wysyłką. Wszystko dotarło bardzo szybko i sprawnie, więc spokojnie mogę Wam polecać tą stronkę.
Kolejny odcień zakupiłam w drogerii Laboo za 20 zł!

Pomadka ma bardzo stylowy i przyjemny design, tu naprawdę nic nie mam do zarzucenia. Przyznam, że ma też całkiem ładny zapach, ale nie umiem go porównać do czegoś innego. Konsystencja jest  gęsta, a ta kupiona wcześniej zmienia mi się trochę w glutka ( po 3 miesiącach od otwarcia). Chyba jedynym minusem jest aplikacja. Trzeba wykonywać ją dosyć precyzyjnie, bo łatwo wyjść poza kontur, a potem ciężko to zmyć. Jak przebrniemy przez ten etap, możemy cieszyć się ślicznymi ustami już do końca dnia. Brzmi to jak reklamowy chwyt, ale taka jest prawda. Pomadki nie da się tak łatwo zlizać, ja używam do zmycia płynu dwufazowego NIVEA. Dla jednych to wada, dla mnie ogromna zaleta, bo nie muszę się martwić zniknięciem pomadki po 2-4h. Ponadto nie zmienia ona moich ust w okropną, sucha skorupę.

Jednak by cieszyć się trwałością polecam na noc nałożyć balsam na usta (np Carmex) rano wytrzeć go (np chusteczką) i dopiero potem nałożyć pomadkę. Jest to naprawdę niezawodny sposób, który często stosuje.



Maybelline Matte Ink



A wy znacie pomadki Maybelline z serii Matte Ink ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu.



Hity kosmetyczne, które muszę kupić !

Hity kosmetyczne, które muszę kupić !

Hej kochani! Dzisiaj luźniejszy post o hitach, które każdy zna, a których ja jeszcze nie miałam, a muszę  wypróbować. Poza podstawowym pokazaniem kosmetyku, napisze Wam, dlaczego są hitami, ile kosztują oraz kiedy planuje je kupić. Zapraszam na post !





Tonik PIXI

Jest to hit od około chyba pół roku. Amerykański youtube żył tym kosmetykiem już pół roku temu. Jest to jeden z etapów pielęgnacji, który ma przygotować naszą skórę na kolejne działania. Przede wszystkim podobno pomaga w oczyszczaniu cery. Wiele osób się chwali, że ma o wiele mniejsze problemy z przykrymi niespodziankami na twarzy. Skóra jest w lepszej kondycji, promienna i gładka. Tonik jednak nie jest tani, bo za 100 ml musimy dać 55 zł Sephora . Planuje jego zakup jeszcze w tym miesiącu.



Maseczka GLAM GLOW


Marka również dobrze wypromowana przez blogerki/vlogerki. Jedni uważają, że jest to cudo inni, iż to tylko takie gadanie. Chciałabym sama wypróbować i stwierdzić ile w tym prawdy,  a ile fikcji. Kusi mnie wersja fioletowa Gravitymud. Za tą przyjemność musimy dać 65 zł/15g lub 229/50ml. Nie wiem osobiście, kiedy ją zakupie, ale na przyszłość jest na mojej liście zakupów. Wersja fioletowa ma napinać i ujędrniać skórę.



Swanicoco Gold Plant


Nie jest to znany hit, ale ten kosmetyk tak mnie zauroczył, że wiedziałam, iż musi znaleźć sie na tej liście. Jego recenzje znalazłam na blogu Sakurakotoo.  Jest to produkt azjatycki z naprawdę obiecującymi efektami. Efekt glow na skórze, szybkie gojenie się niedoskonałości, wyrównanie kolory, nawodnienie skóry i wiele innych, to obiecuje, to cudo. Ponadto zauroczy Was  bardzo dobry skład tego produktu. Wolny od jakichkolwiek szkodliwych czy kontrowersyjnych substancji, a także nie testowany na zwierzętach. 1 w składzie jest żeń szeń, a nie woda ! Niestety jest trudno dostępny, a jego cena to koło 52 USD. Nie wiem kiedy sobie na niego pozwolę.



Paleta ZOEVA


Palety Zoeva są dobre i po prostu chwalone. Miałam okazje ja wypróbować dzięki mojej współlokatorce. Cudowna pigmentacja cieni i całkiem długo się utrzymywały na powiece. Dlatego, że nie chcę już podbierać mojemu ziomkowi planuje w najbliższym czasie kupić ją sobie. Normalnie jest za 90 zł w Sephorze w promocji można ją było dostać za 60 zł



Kiehls Krem pod oczy Awokado


Każdy kto interesował się mocną pielęgnacja skóry pod oczami musiał trafić na ten krem. Wychwalany hit internetu, który naprawdę porządnie zadba o skórę w tamtych okolicach.
" Nie uczula, nawilża, redukuje cienie pod oczami, jest wydajny." Jest to jedna z przykładowych recenzji, a jest ich naprawdę bardzo dużo. Jest to jednak krem, którego chyba cena najbardziej koli w oczy, bo za 14g musimy zapłacić 119 zł. W najbliższym czasie nie planuje jego zakupu.



 Kiehls Midnight Recovery Concentrate



Nazywane jednym z najlepszych serum na noc. Popularny wśród znanych yotuberek, jak na przykład Karolina Stylizacje, ale i nie tylko. Odnawia, regeneruje, plus w 99,8 % ma składniki pochodzenia naturalnego. Niestety jego cena również nie należy do najniższych, bo za 15ml musimy zapłacić 110zł, a za 30ml 185zł.




Macie kosmetyki, które wiecie, że musicie kiedyś mieć, ale to jeszcze nie ta pora ? Piszcie w komentarzach !! Zapraszam tez do polubienia mojego Fanpage na  FB !

Demakijaz i mycie twarzy w jednym produkcie ?

Demakijaz i mycie twarzy w jednym produkcie ?

Kosmetyki naturalne są w modzie i nie ma tego co ukrywać. Ciągle dowiadujemy się o jakiś nowych markach, które chcą się przebić na rynku. Konkurencja jest ogromna, a obietnice trzema przyznać bardzo często te same. Przede wszystkim "naturalny" skład i dobroczynne działanie dla naszej skóry.
Średnie mam do nich nastawienie, bo bardzo często te "naturalne" są po prostu gorsze od firm, które nie ukrywają się pod napisem natural. Czasami jednak postanawiam dac nowej firmie szanse i dzisiaj padło na Organic Life.



Firma nie była mi wcześniej znana, zdecydowałam się na zakup pod wpływem impulsu i szczerej chęci dania szansy nowej firmie. Wizualnie nawet mi przypadła do gustu. Estetyczny, prosty, przyjemny dla oka design. O firmie samej w sobie za dużo nie ma, po prostu  jest rodzinna. Moim zdaniem naprawdę jest to mało i ubogo, ale z tego powodu produktu nigdy nie skreślam. Zainteresował mnie balsam do mycia i demakijażu twarzy Skin Essential.  Jest to produkt, który ma przeznaczenie do demakijażu, ale również do mycia twarzy. Produkt odpowiedni dla wegan i wegetarian. Podkreślane jest mocno wykorzystanie wyłącznie roślinnych składników.

Produkt ma konsystencje bardzo lekką, przypomina mi typowe mleczko do demakijażu. Po nałożeniu skóra nie szczypie oraz nie ma uczucia ściągnięcia, jednak efektu wow w demakijażu nie ma. Produkt zdecydowanie nie  dorównuje dwufazówce od NIVEA, ale w miarę daje radę. Makijaż usuwa po prostu wolniej, ale  delikatniej. Skóra nie jest podrażniona, zaczerwieniona.  W przypadku jednak mycia twarzy jestem na NIE. Pianki, które używam czuje, że usuwają pozostałe brudy z twarzy, tutaj czuje, że coś jest po prostu nie tak. Mam wrażenie jakby chęć przez prducenta pominięcia pewnego etapu pielęgnacji. Jest wrażenie nawilżenia skóry jednak jest ono wyjątkowo powierzchowne. Mam nadal uczucie niedomytej twarzy i nie nałożyłabym po tym balsamie kremu.


Skład nie należy do najkrótszych, ale nie jest jakąś niepokojący. Uwagę aplikacji zwrócił tylko 
 Alkohol benzylowy. Jest to funkcja rozpuszczalnika i dosyć słabe działanie alergenne.

 Aqua, Sodium Cocoyl Isethionate, Coco Betaine, Glycerin, Coco Glucoside, Sodium Lactate, Urea, Myosotis Alpestris Seed Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Stellaria Media Extract, Agropyron Repens Root Extract, Althaea Rosea Flower Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Symphytum Officinale Root Extract, Oryza Sativa Extract, Benzyl Alcohol, Glyceryl Oleate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Lactic Acid, Sodium Chloride  



Podsumowując, produkt zdecydowanie nie jest przełomowy. Moim zdaniem jest po prostu dobry. Przewidywałam, że nie dostane cudownego 2w1 więc nawet specjalnie zawiedziona. Dla osób z delikatna skórą ten produkt się sprawdzi, bo jest bardzo delikatny, w przypadku mycia twarzy jestem na nie. Dla mnie to typowe mleczko do demakijażu za 30 zł. Czy kupię ponownie jakiś produkt z tej firmy ? Aktualnie raczej nie.

Copyright © 2014 Zyciowo i Urodowo u Pauliny , Blogger