środa, 22 stycznia 2020

Botanic skinfood

Hej wszystkim! Znacie moją fascynacje koreańskimi kosmetykami, ale nie odrzucam też kosmetyków polskich. Staram się na bieżąco śledzić różnego rodzaju nowości  i ostatnio zainteresowała mnie firma Botanic Skinfood. Pominę "oryginalną" nazwę ;) Co drugi kosmetyk ma teraz w nazwie naturac, botanic, a skinfood również nie jest rzakdością, Producenci do samej nazwy naprawdę mogliby się przyłożyć.



Sama marka prezentuje się nieźle. Wizualnie naprawdę ładne opakowania i podkreśla przede wszystkim swoją naturalność firma. Warto to doceniać, ale nie warto popadać w paranoje. Naturalne kosmetyki też mogą uczulić i zrobić większy, mniejszy wysyp na twarzy, dlatego nie "lećmy" do danej marki tylko dlatego, że podpisuje się jako marka naturalna.

Co do samej marki. Maseczki zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, czego będziecie mogli przeczytać recenzje poniżej. Absolutnie zakochałam się w maseczce przeciwzmarszczkowej porzeczka, liść morwy białej. Bardzo podoba mi się rozpisanie składu z tyłu opakowania. Przyjemna próba oznajmienia konsumenta co może znaleźć w produkcie. Do składu nie mam zastrzeżeń, bardzo przyjemny. Maseczka spokojnie starczy na dwa razy razy, kolor biały, konsystencja kremu. Prosto się nakłada, ale zostaje jej spory nadmiar. Trzeba usuwać wacikiem. Skóra po niej jest bardzo przyjemnie wygładzona i odżywiona i to nie są żadne silikony! Nawilżenie to czuć też na następny dzień! Skóra wygląda ładnie, zdrowo, zdecydowanie będę używać. Jej koszt to 6zł w Naturze.

Kolejną maseczką, jest zielona maska algowa peel-off. Skład równie nienaganny i przyjemny. Z maseczkami peel-off mam jednak problem, ob ich konsystencja nie zawsze jest dobra. Czasami zbyt gęsta, a czasami za rzadka. Są one odrobine bardziej problemowe od zwykłych maseczek, jednak nie skreślam ich. Ta maseczka była w porządku, ale ją zużyłam na jeden raz. Skóra przyjemnie również bardzo odżywiona, a nawet wyciszona. Czuć odświeżenie i oczyszczenie. Nie jestem jednak pewna czy jest dla każdego typu cery jak to mówi producent. NIe jest ona moim faworytem, jak maseczka powyżej, ale zdecydowanie nie jest zła. Możliwe, że jest po nią sięgnę, bo interesuje się temat alg w działaniu na skórę :D
4 Czytaj dalej »

sobota, 11 stycznia 2020

Koreańskie serum z witaminą C Purito

14
Hej wszystkim! Znalezienie idealnego serum nie jest proste i nie będę kłamać, że takowe znalazłam bo byłoby to kłamstwem. Jednak uważam, że jest to produkt całkiem dobry, dlatego dziś do was z nim przychodzę ! Purito jest to koreańska mark, która mocno stawia sobie za cel naturalność. Nazwa marki kosmetyków PURITO powstała z połączenia słowa „purify” oznaczającego czystość i z chińskim symbolem reprezentującym ziemię.

Serum jest na bazie witaminy C i kwasu hialuronowego. Skład jest naprawdę zadowalający, bo mamy aż 84% kwasu i 10% witaminy C. Nie będę ukrywać, że patrze na takie kosmetyki z uśmiechem na twarzy. Obietnic jednak producent składa dosyć sporo. Wpływ na kolor cery, niedoskonałości, zmarszczki, utrata jędrności skóry, stany zapalne. Obietnice niebanalne i jest ich dosyć sporo. Jak ma sie to do rzeczywistości ?

Ważne jest już samo dostarczenie produktu. Osobno zapakowana jest buteleczka z produktem, a osobno jest pompka. Sami otwieramy buteleczkę z serum, która jest szczelnie zamknięta. Lekkim problemem jest dla mnie zapach, bo serum po prostu śmierdzi. Trudno mi określić nawet dokładnie czym. Przez zapach wręcz nie miałam ochoty testować produkty, ale się przemogłam. Produkt bardzo szybko się wchłania i wręcz od razu mogę nakładać na nie maseczkę lub zwykły krem. Kolejnym plusem jest skład. Sami spójrzcie, naprawdę przyjemny.

Sodium Hyaluronate Liquid (84%), Ascorbic Ac.(10%), 1,2-Hexanediol, Niacinamide, Arginine, Human Oligopeptide-1, Hydrolyzed Collagen, Nelumbium Speciosum Flower Extact, Magnolia Liliflora Bud Extact, Lilium Tigrinum Extract, Paeonia Albiflora Root Extract, Tuber Magnatum Extract, Pyrus Malus (apple) Fruit Extract, Red Ginseng Extract, Sodium Polyacrylate, Adenosine, Disodium Edta 

Jednak ważną kwestią jest działanie, jak się u mnie sprawdziło? Osobno produkt jest dosyć średni, w skrócie nic nie robi, ale zdecydowanie wzmacnia on działanie kremów oraz maseczke, w szczególności nocnych. Dzięki niemu zdecydowanie mam mniej wyprysków, a nawet wągrów., Trochę ujednolica kolor cery i wzmacnia działanie maseczke, dzięki czemu zmarszczka na czole jest często ładnie wygładzona. Serum kosztuje 75-90zł. Uważam, że nie jest to wygórowana cena. Serum używam od października i nie zużyłam nawet 1/3 buteleczki. Produkt bardzo wydajny. Jednak czy się gnę po niego ponownie? Trudno powiedzieć, bo na mojej liście jest jeszcze serum od The Ordinary. Bardzo jestem ciekawa jak się sprawdzi.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Czy jadeitowy roller do twarzy ma sens ?

5
Rollery jadeitowy są absolutnie gorącym tematem. Jedni są za, inni przeciw. Nie ma nic pomiędzy! Ostatnio sama postanowiłam zakupić roller jadeitowy, bo po prostu znalazłam go  w niskiej cenie, za 15 zł. Dlatego zapraszam was na recenzje po miesiącu używania!


Najpierw trochę historii. Rollery jadeitowy nie są nowym wynalazkiem, były używane juz przez nasze babcie, ale mam wrażenie, że nie znały i nie rozumiały ich zastosowania. Ale czym jest jadeit?
Jest to kamień szlachetny z grupy krzemianów, ma różne barwy. W zależności od kultury sa w niego różne wierzenia. Od leczenia  choroby nerek, przez problemy trawienne po depresje. W skrócie kamień szczęścia :D Kobiety jednak znalazły dla niego inne zastosowanie.

Kwestie odgrywa w moim odczuciu tu chłód kamienia. Przyjemne uczucie chłodu naprawdę pomaga wyrównać rano bądź wieczorem koloryt skóry oraz zmniejsza opuchlizne. Ja zamieniłam swoje ręce po prostu na roller. Masaże twarzy wykonuje teraz rollerem. Owal twarzy poprawiony i wykonuje już tylko masaże na opadająca powieke. Sceptycznie polecam podchodzić jednak do usuwania zmarszczek. Niestety jest to zwykły kamień, nie botoks. W przypadku zmarszczek płytkich, tak jak moje daje przyjemne rezultaty, które sa połączeniem też innych kosmetyków, jednak w przypadku głębokich zmarszczek cudów on po prostu nie zrobi :/ By mieć jakiekolwiek efekty zalecam systematyczność (co najmniej 3-4 razy w tygodniu) i dokładność. Rollera używam po nałożeniu kremu bądź serum.

Nie polecam również wydawać 50-100zł na ten produkt, efekty nie będą lepsze. Będziecie mieli tylko lepsze wykonanie i podpis jakiejś marki. Moim zdaniem jest to lekkie przepłacenie.

Dajcie znać co wy sądzicie o rollerach do twarzy!
Czytaj dalej »

czwartek, 2 stycznia 2020

Amerykańskie słodycze w Warszawie

8
Amerykańskie słodycze nadal mam wrażenie budzą ciekawość. Szczególnie osób, które kochaja próbować nowe smaki (ja:D).  Miło się okazało, że takowy sklep jest w Warszawie. Oczywiście musiałam do niego zajść! Sklep jest na ulicy Puławskiej 67/43. Chwilkę z centrum tramwajem trzeba się przejechać. Łatwo dosyć trafić, nie jest jakąś schowany. Sam sklep ogólnie jest dosyć mały, o wiele większy asortyment jest  w sklepie online, ale jeśli macie blisko warto go odwiedzić. Dużo jest tam cudowności. Od batoników, po chipsy przez syropy klonowe. Każdy znajdzie tam coś dla siebie. 
Można też znaleźć smakołyki z Azji, ale ich to już jest  w ogóle mało.


 Bardzo zaciekawiła mnie za to limitowana seria Coca Coli, która weszła we współprace z barmanami! Jest ich cztery rodzaje (Smoky, Herbal, Woody,Spicy) i każdy jest rekomendowana do picia z innym alkoholem! Ale można tez je pić same. Tym razem nie kupiłam, ale następnym razem z pewnością spróbuje!




Moja uwaga zdecydowanie zatrzymała się na Jelly Belly. Moje ukochane fasolki, które przez jakiś czas były w ogóle niedostępne albo w jakis kosmicznych cenach. Tu mamy te fasolki nawet całkiem tanio po 5-10zł! Potem zatrzymałam sie na słodyczach Reeses, przez słynna suszona wołowina amerykańska kończąc na   Belgijskich czekoladach Tony's.Przez moją miłośc do białych czekolad wybrałam oczywiście białą :D



Podsumowując, jeśli lubicie słodycze, chcecie trochę wydać albo zrobić komus oryginalny prezent to zdecydowanie polecam! :)
Czytaj dalej »

czwartek, 26 grudnia 2019

Jak być świadomym konsumentem dzięki książce Bez Parabenów

6
Czy oznaczenie z króliczkiem mają sens?  Czy parabenów faktycznie trzeba się bać? Czy długość składu mówi o jakości kosmetyku ? Te wszystkie odpowiedzi na pytania można znaleźć w książce "Bez Parabenów" Beatrice Mautino. 




Przyznam, że im więcej czytam o kosmetykach, tym bardziej orientuje się jak mało, jak praktycznie nic o nich nie wiem. Jak bardzo poruszamy się po omacku w tym chemicznym świecie, a do słowa "natural" ostatnio lecimy jak muchy. Pozycja ta w miarę stara się otworzyć oczy. Momentami jest dosyć ciężko, gdy musimy przebrnąć przez trochę historii i rozporządzenia. Jest to wyjątkowo wręcz nużące i ciężkie. Jest to chyba największy zarzut wobec tej pozycji, może trochę zanudzić.
 Ja w tej książce szukałam faktów, fanatycy zdecydowanie mogą znaleźć tam coś więcej. Przyjemnie się czyta o tym jak długą drogę pokonują składniki, by znaleźć się w danym kosmetyku, jak oszukają tez nas różne firmy. Techniki manipulacyjne itp. Uważam, że tu jednak autorka mogła trochę więcej o tych praktykach opowiedzieć, szczątkowe w moim odczuciu są to  informacje.

Książka jest olbrzymią dawką wiedzy, ja wam zdradzę jej jakąś część. Dosyć smutno mi było, gdy przeczytałam jak mało składników aktywnych może przeniknąć w głąb skóry, jak firmy po raz kolejny wciskają nam swój kit. Jak często efekt wygładzenia mamy po prostu po silikonie w kosmetykach. A w sumie rekomendowany jest tylko retinol na który trzeba jednak uważać. Wspomnienie o kolagenie, którego cząsteczki są za duże, by dostać się głębiej. 

Wydaje mi się, ze takie małe fakty moga was zachęcić po sięgnięcie po ta pozycje, bo naprawdę warto. I tak już byłam krytycznie nastawiona na wiele kosmetyków, to teraz będę jeszcze gorsza zrzędą :D Książkę kupiłam w formie ebooka na Taniaksiazka.pl za 24zł. W mojej opinii jak najbardziej dobrze wydane pieniądze. Jesli chcecie być bardziej świadomymi konsumentami jest to pozycja obowiązkowa ;)
Czytaj dalej »

czwartek, 19 grudnia 2019

Maseczka algowa dla cierpliwych od Nacomi

6
Przyznam, że skusiłam się na tą maseczkę przez blogerkę Alinke. Bardzo polecała tą maseczkę na zmarszczki na czole. Ponadto już dawno chciałam wypróbować produkty z algami. Nacomi firmę nawet całkiem lubię. Nigdy mnie ich kosmetyki nie podrażniły i zawsze podobał mi się ich design.

 
Maseczka algowa rozjaśniająca `Borówka`

Jak sama nazwa wskazuje maseczka ma mieć działanie rozjaśniające, przeznaczona też jest do cery naczynkowej, dojrzałej. Zawiera kwasy organiczne, witaminę C i witaminy z grupy B. W internecie nie ma o niej jednoznacznej opinii. Wiele osób ją odrzuca przez problem z przygotowaniem produktu. Maseczkę otrzymujemy w opakowaniu z ładnym designem.  Maseczkę sami musimy przygotować i rozrobić z wodą. Przyznam, że bardzo ciężko osiągnąć docelową konsystencje. Zazwyczaj na twarz po prostu nakładałam "gluty", bardzo ciężko wszystko dokładnie wymieszać. Jednak przykrego zapachu jaki jest częstym zarzutem nie doświadczyłam. Coś czuć, ale nie jestem zwolenniczką, że każdy kosmetyk musi pięknie pachnieć, dla mnie one mają przede wszystkim działać.W kwestii działania byłam bardzo zadowolona. Po dosyć bolesnym ściąganiu maski możemy poczuć dosyć solidną dawkę nawilżenia oraz faktycznie ujednolicenie koloru cery.  Nie stosowałam maseczki codziennie na czoło, było to dla mnie lekką przesadą, ale 3 razy w tygodniu ? Tak i pomogło to, na tą przykrą zmarszczkę, została lekko spłycona, praktycznie już niewidoczna.
Skład jednak sam w sobie nie jest najkrótszy. Dosyć długi w moim odczuciu na maseczkę czysto algową.  

Diatomaceous Earth,Algin, Clacium Sulfate Hydrate, Tetrasodium Pyrophosphate, Sodium Ascorbate, Maltodextrin, Vaccinium Myrtillus Fruit Extract, ,Parfum,Ultramarines, CI 12085, Silica, Benzyl Salicylate, Linalool, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene, Carboxyladehyde, Cinnamyl Alcohol

Maseczka starczy na 10-15 nawet zużyć. Cena to około 19zł więc uważam, że nie przepłaca się za nią.Mimo próby z samym wyrobieniem maseczki, dobrze ją wspominam, jednak nie wiem czy do niej wróce. Jest dużo maseczek algowych na rynku, które będę chciała bardzo wypróbować :)
Czytaj dalej »

niedziela, 15 grudnia 2019

The body Shop - Łupy z Black Friday

11
Hej kochani!

Ostatnio miałam przyjemność brać udział w promocji Black Friday. Niestety wiele sklepów po prostu nas oszukuje. Podnosi ceny, potem obniża, to straszenie odrzuca i aż  przez oszukiwanie konsumentów tracę zaufanie do niektórych marek. The Body shop uważam jednak, że dało fajną promke. Za 25 czy 30 zł ( nie pamiętam hah) można było kupić masełka oraz peelingi do ciała. Wspominam dobrze ich kosmetyk, dlatego śledziłam ceny regularne kosmetyków i jak zobaczyłam promocje kupiłam owe produkty masło do ciała cukierki miętowe oraz pomarańczowy peeling do ciała.



Masło cukierki miętowe

Poleciłabym je tylko jednej grupie, tym co kochają mięte. Zapach mięty jest cudowny. Pachnie się jak urocza, słodka miętóweczka. Zapachem jestem bardzo zauroczona. Samo masło rozprowadza się dobrze po ciele i szybko wchłania, nie polecam jednak go skórze alergicznej. Mocno podrażnia mnie na rękach wywołując czerwone plamy. Powód możemy znaleźć w składzie.  Nie jest on najgorszy, nie. Masełko Shea na drugim miejscu jest naprawdę bardzo dobrym znakiem, jednak Eugenol ? Nie jestem kosmetologiem, ale jest podawany ten składnik jako silnie podrażniający, co w sumie odczułam dosyć mocno. Moja skóra jest bardzo kapryśna i przyzwyczaiłam się, ale jeśli ktoś nie lubi takch niespodzianek to odradzam owe masełko. Na swoim przykładzie widzę jednak, że skóra się do niego przyzwyczaja i z czasem już mniej reaguje. Masło dobrze odżywia skórę, efekt odczuwalny cały dzień, zapach niestety tyle się nie utrzymuje maks do 2-3h. Najbardziej lubie aplkować go na dłonie.





Peeling Satsuma

Uwielbiam pomarańcze, ich zapach, w sumie dlatego zdecydowałam się na ten produkt. Jednak obietnice producenta nie są spełnione. Zdecydowanie ten peeling przynajmniej u mnie się nie pieni, ale może to i dobrze? Tak samo, jak miętowe cukierki czuć mocny zapach w tym przypadku pomarańczy. Cudny, długo też utrzymuje się w łazience. Oczyszczanie ciała nazwałabym na poziomie przeciętnym, całkiem niezły, ale efekt bardzo delikatny. Nie kupiłabym w cenie podstawowej (50-60zł). 20zł około można faktycznie za niego dać, portfel nie zaboli. w składzie jest SLS co myślę może wiele osób odrzucić, ten produkt na szczęście nie wywołał u mnie żadnego podrażnienia.



Z produktami The Body Shop mam pewien problem. Są one dobre, ale w moim odczuciu tylko tyle. Nie mają one spektakularnych właściwości, a cena za nie około 50-80 zł  jest dla mnie grubą przesadą. Polecam te kosmetyki wypróbować tylko jak są promocje. Wtedy są one warte swojej ceny.
Czytaj dalej »