Powrót płacht ? Czemu nie koontynuuje serii ?

Powrót płacht ? Czemu nie koontynuuje serii ?

Płachty swego czasu były często na moim blogu. Bardzo się nad nimi rozczulałam i uważałam za swego rodzaju cudo ? Z biegiem czasu, lat zdecydowanie swoje zdanie zmieniłam. Czemu ? Stosując naprawdę wiele płacht zauważyłam, że naprawde wartościowe tego rodzaju są produkty wyższej jakości za 20 zł za sztuke i więcej. Takie płachty przy dawały mi efekty na dłuzej, a nie tylko krótkotrwałe. Ponadto oglądaliście skład? Duża ilość płacht jakie są sprowadzane do  Polski to podróby. Skład pozostawia naprawdę wiele do życzenia. Wiele sprzedawców zrobiło naprawdę fneomenalny biznes. Kupuje podróby znanych marek np na Ali, a potem sprzedaje w Polsce za 3x drożej. Fascynacja azjatycką pielęgnacja bierze górę, ludzie to kupują i wspierają biznes.
Czy mówię jednak płachtom stanowcze NIE ? Nie do końca. Doceniam płachty, które naprawdę dają fajne efekt, ale jednak koszt około 20-30zł za płachte na raz to dla mnie po postu za dużo.
WIęc dlaczego dziś ocenię parę tego typu płacht? Hipokryzja?
Nie, płachty dostałam na targach, a jedna już po prostu długo bardzo leżała i się kurzyła. Nie sa to produkty klasy premium, ale tez nie mam zamiaru ich wyrzucać ;)



Holika Holika Hyaluronic Acid

Na pierwszy rzut leci popularna firma Holika Hoilka. Doceniana, lubiana marka. Bardzo lubie od nich maskę wyciąg z czerwonego wina. Ogólnie firma spoko, ale nie miałam nigdy po niej wow, chociaż nie wszystkie produkty są u nich tanie. Płachty w większości są po prostu okej. Tak będzie i tym razem. Powiem wam, że już przykładam wielką uwagę do produktów z kwasem hialuronowym. Mam go w serum, jak i w kremie na dzień. Uznaję go za "must have". Dlatego w sumie ta płachta wydała mi się całkiem interesująca ? Bezproblemowo nakłada się ją na twarz, dobrze nasączona. Ponadto jest efekt prasowania mojej zmarszczki na czole. Jednak co jest częstego w takich produktach. Tak zwany efekt "prasowania" utrzymuje sie z parę godzin ? Maksymalnie.
 Płachta bardziej nie wpłynęła na moją skórę. Na następny dzień nie była ona bardziej nawilżona, a zmarszczka powróciła na swoje miejsce. Jak składowo ? Wyjątkowo okej, chociaż zakupu po prostu nie powtórzę




      Water, Glycerin, Isopentyldiol, Dipropylene Glycol, Butylene Glycol, Centella Asiatica Extract, Paeonia Suffruticosa Root Extract, Sodium Hyaluronate, 1,2-Hexanediol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, *Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Carbomer, Arginine, Glyceryl Caprylate, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus (Lemon) Peel Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract*, Malva Sylvestris (Mallow) Flower Extract, Scabiosa Arvensis Extract, Octyldodecanol, Hydrogenated Lecithin, Ceramide NP, Caprylyl Glycol, Disodium EDTA



SESAMIS Ginseng Nutrition Mask 

Firma wcześniej mi nieznana, dlatego podchodziłam do niej sceptycznie.  Zainteresowała mnie nawet przez słynny korzeń żeń szeń, który jest naprawdę bardzo ceniony w Azji. Sama maseczka nie robi spektakularnego wrażenia wizualnie. Chociaż wydaje się obiecująca przez ekstrakt z żeń szenia na 5 miejscu w składzie, a nie na jakimś 10. Płachtę jednak o wiele gorzej nakłada się na twarz niż Holike Holike, jest gorzej dopasowana. Jaki jednak efekt ? Promienna, odżywiona skóra, ale efekt znika również bardzo szybko :/ Skóra staje sie po kilku godzinach wręcz bardzo sucha :/
Zdecydowanie nie jest to mój ulubieniec i niekoniecznie wam go polecam.



 Water, Glycerin, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Panax Ginseng Root Extract, Aloe Barbadenis Leaf Extract, Portulaca Oleracea Extract, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Polysorbate 80, Allantoin, Betaine, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water, Arginine, Carbomer, Sodium PCA, Dipotassium Glycyrrhizate, Disodium EDTA, Tocopheryl Acetate, Hydroxyethylcellulose, Fragrance.


  
G-Synergie Bamboo Philippine Charcoal Mask

Maska po której najmniej się spodziewałam jakichkolwiek. Jest to produkt, który widziałam nawet w cenie 5? Naprawdę, niezbytnio ufam płachcie za 5 czy 2 zł Od razu mnie to odrzuca. Płachta jest słabo dopasowana, a samo serum średnio dosyć się wchłania. Maski zdecydowanie bałabym się używać codziennie. Wierze w działanie bambusa, coś na pewno robi, ale wątpie o jego działanie w tej płachcie :/




Podsumowując, najchętniej używało mi się maske Holika Holika. Ta firmę w miarę już kojarzę, znam. Innych po prostu się bałam, jak zrozumiała, że sporo sklepów zamawia je z średnio wiarygodnych stron.  Nie kupujcie masek od średnio wiarygodnych producunetów. Dobra płachta ma swoją wartość i na pewno nie jest to 5 zł. Sporo jest podrób, jak firma Bioaqua (podrobka SNP). Nie dajcie się na to oszukać. Nie zrobi wam to pewnie większej krzywdy, ale też super nie zadziała i nie pomoże. Zalecam spora ostrożność i myślenie nad tym, co nakładamy na swoją twarz.


Mój ulubiony zapach na jesień

Mój ulubiony zapach na jesień

Hejka kochani! Jesień już zapasem. Ja niestety w październiku miałam bardzo mało czasu. Studia plus praca to bardzo ciekawa mieszanka :D Wracam w listopadzie i przychodze do Was z cudnym zapachem od Yanke Candle. Też kochacie woski ? Ja przyznam, że są moim idealnym umilaczem czas na jesienne i zimowe wieczory. Tym razem zapach faktycznie pasujący do pory roku Spiced Orange.

Zapach jak dla mnie dosyć wyjątkowy, bo i mocno intensywny. Nuta cytrusowa wybija się najbardziej, ale czuć też przyprawy, jak imbir. Zapach otula nas i wnika w całe mieszkanie, więc jesli mieszkacie z kimś, to ważne, by ta osoba lubiła albo tolerowała takie zapachy :D  Jest to jeden z wosków, które idzie mi bardzo szybko. Często go odpalam i czuje, że niedługo będę musiała kupić już kolejny. Dlatego też, ten zapach trafił na moją listę ulubieńców. Wyjątkowo myślę o zakupie nawet tej świeczki :D

Bathbee uroczy peeling miodowoy :3

Bathbee uroczy peeling miodowoy :3

Na polskim rynku kosmetycznym myślę, że nie przesadzę mówiąc, iż jest naprawdę spory "wysyp" firm, szczególnie tych naturalnych. Każda firma podkreśla swoją wyjątkowość, ale takich naprawdę "innych" jest bardzo mało. Przyznam, że wydaje mi się, iż taką inną firmą jest Bath Bee i na post o niej dzisiaj zapraszam :)



Firme Bathbee poznałam na targach Beauty Days Blogger. Firma bardzo dobrze się prezentowała, wyglądała po prostu uroczo, więc trudno było się nie oprzeć ich produktom. Zdecydowałam się na peeling ryżowy w malutkim słoiczku. Potem ten sam dostałam w paczuszce przez co mam już dwa te cudeńka :)

 Firma Bathbee, jak większość podkreśla swoją naturalność i oryginalność. Faktycznie, słoiczki zdecydowanie przyciągają wzrok, a produkty są przygotowywane na bazie miodu co można odczuć przy pierwszym kontakcie z produktem. Cudny zapach miodku  i jakby mleka ? Nie czuć nawet grama chemii.




 Peelingu można używać do ciała, ale ja używałam tez systematycznie do ust. Produkt bezproblemowo rozprowadza się po skórze zostawiając ją naprawdę przyjemnie gładko. Moje usta też pokochały ten peeling. W połączeniu z masażem ust, stały się one pełniejsze i gładsze. Produkt jest bardzo przyjemny i czekam naprawdę niecierpliwe na rozszerzenie oferty Bathbee. Jest to naprawdę ciekawa firma w której nie odczuwam sztuczności i dodatkowych ulepszaczy. Oczywiście nie jest ona bez wad, bo skład też swoje robi, ale na razie widzę o wiele więcej  zalet niz wad. Planuje w najbliższym czasie zamówić peeling kawowy :D
Kalendarze adwentowe 2019 - ANALIZA

Kalendarze adwentowe 2019 - ANALIZA

Hej kochani! Widzowie Yt już widzą powoli, jak tematem na czasie staje się "OTWIERAMY KALENDARZ". Kalendarze adwentowe są w modzie. Są tematem na językach u wielu osób.
Z mojego punktu widzenia jest to dosyć droga fanaberia. Zazwyczaj kalendarze te nie mają ciekawej zawartości, ale kosztują 200- 300zł z marek takich, jak Catrice czy Essence. Im lepsza marka, tym kalendarz jest droższy. Jeden z droższych kalendarzy jakie widziałam był La mer za 1600 zł
Przyznam, że nawet jakby było mnie stać nie kupiłabym takiej kalendarza, a lubie inwestować w kosmetyki i pielęgnacje.

Co jednak w dzisiejszym poście ? Przyjrzymy się z bliska paru kalendarzom popularnych marek.
Ogólnie cena tych kalendarzy się zwraca zazwyczaj, ale wiekszość produktów po prostu nie jest satysfakcjonująca moich zdaniem.




Na pierwszy rzut wzięłam kalendarz adwentowy z The Body Shop. Nie jest to jakaś rewelacyjna firma, ale całkiem lubię i cenię ich kosmetyki. Pamiętajcie o czarnym piątku. Wtedy możecie kupić często u nich  produkty nawet w cenie - 50%! Ja już się szykuje!



Jednak co mamy  w kalendarzu ? Mamy 25 produktów podobno starannie dobranych. Przyznam, że odrzuca mnie na przykład pilnik do paznokci. Naprawdę ? Trzy razy jestem na nie.
Miło jednak się patrzy na masło do ciała Fuji Green Tea i British Rose  . Zapachy mają po prostu cudowne. Ale poza tym ? Nic mnie nie zaciekawiło. Bardzo smutne, że nie zostały dane peelingi do ciała, które są świetne. Zostały dane produkty średnie, które moim zdaniem były po prostu niepopularne.
Kalendarz kosztuje 399,90 zł. Moim zdaniem nie jest warty swojej ceny. Produkty takie jak szampony, zele pod prysznic są przeciętne. Inne marki o wiele więcej oferują.

(Dostępny w Polsce)


Essie wydaje mi się całkiem cenioną marką. Bardzo lubię trwałość ich lakierów do paznokci. Dobra trwałość i duża gama kolorów. Jednak nie są one najtańsze, tak jak i sam kalendarz. Za kalendarz na stronie Allegro musimy zapłacić aż 350zł, ale podobno jest dostępny w Niemczech za 50 Euro (GlamPaula). Kalendarz mimo swojej ceny posiada więcej zapchaj dziur niźli kalendarz the Boy Shop. Znajdziemy  w nim ozdoby na choinkę, karteczki w kształcie serduszka, naklejki na paznokcie, wstążki, zmywacz do paznokci, pilnik do paznokci. Uważam, że za taką cenę jest to rozczarowująca zawartość. 



Również uważam, że i ten kalendarz nie jest warty swojej ceny :/ Jeśli chcecie zobaczyć co dokładnie było w tym kalendarzu, to zapraszam na kanał GlamPaula
 (Dostępny w Polsce)

NYX

Nyx również uważam za całkiem dobrą i cenioną się markę. W tamtym roku kalendarz był całkiem porządny. Oryginalne kolory, możliwość wypełnienia swojej kolorówki o ciekawe produkty. W tym roku uważam, że kalendarz również jest ciekawy.  Już w pierwszym okienku jest pomadka o fioletowym odcieniu ( kocham fiolet!). Są błyszczyki, pędzle i odcienie w miarę popularne. Uważam, że na tą chwilę ten kalendarz ma najwięcej sensu ? Kosztuje £50 czyli około 250 zł. Pełnowymiarowe produkty, sporo osób ubolewa jednak nad brakiem jakiejkolwiek paletki :/
 
(Niedostępny w Polsce)

Kiehls

W tym roku Kiehls postawił na eco friendly opakowanie z organicznej bawełny, do wielokrotnego użytku. Niestety również kalendarz niedostępny w Polsce, a jego cena wynosi 125 £.
Cena bardzo wysoka, ale nie zapominajmy, iż Kiehls to droższa marka. Miło się jednak patrzy, iż zostały dane tu hity tej marki, jak mój krem awokado, ktory polecam oraz Ultra facial cream, krem nawilżający na dzień. Ubolewam za danie zaledwie 5ml serum z witaminą C oraz tak samo z kolejnym kultowym serum Midnight recovery concentrate. Również skromna, malutka buteleczka, pojemność nie została podana. Ten kalendarz zdecydowanie jest interesujący. Nie ma jakiś zbędnych zapychaczy, ale zdecydowanie jego cena jest zaporowa.

 (Niedostępny w Polsce)

Chcielibyście analize innych kalendarzy znanych marek? A może jakiś planujecie sami kupić ?






Nowa firma Camolin

Nowa firma Camolin

Hej wszystkim! Lubie próbować nowości ? Ja bardzo, dlatego dziś będziecie mieli przyjemność poznać u mnie nową firmę jaką jest Camolin.

Marka Camolin powstała z miłości do natury, ale tez wspomnień - zapachy łona natury, wspomnienia dzieciństwa. Kwiatki, wianki i mirabelki, cały opis chce nas wprowadzić na pole łąki i na przyjemne wspomnienia przeszłości. Jednak czy same produkty też nam to gwarantują ?



Mirabelka i Truskawka Żele pod prysznic 

Patrząc na opakowania ma się jakieś wrażenie przeszłości. Skromny design, przezroczyste butelki i co ważne teraz? Dla Vegan ;) Muszę przyznać, iż zapachy obu żeli faktycznie kojarzą mi się z dzieciństwem. Kiedyś zapachy były typowo chemiczne i  w przypadku tych, tak też odczuwam. Dla jednych może być wadą, a dla innych zaletą. Mi one naprawdę nie przeszkadzają, bo nie są drażniące i działają na wyobraźnie z dzieciństwa. Czy jest różnica między mirabelką, a truskawką? Niestety poza zapachem nie :/
Identycznie oczyszczają skórę, powstaje przyjemna piana. Mam wrażenie, że truskawka mocniej nawilża. Spełnia swoją role produkt, ale zdecydowanie nie mam efektu WOW.
Skład również nie powala, jest on  dosyć średni. Mirabelka (drugi) ma odrobinę krótszy skład.
Ich zaletą największą jest dobre oczyszczenie skóry bez wysuszenia jej.




Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycerin, Coco-GLucoside, Glyceryl Oleate, Fragaria Anassa Fruit Extract, Salvia Officinalis Flower/Leaf/Stem Extract, Althaea rosea flower extract, Chamomilla Recutia flower extract, Polyquaternium-7, lactic Acid, Soidium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycol Distearate, Cocamide MEA, Cocamide DEA, parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Tetrasodium Glutamate Diacetate

 Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycerin, Coco-GLucoside, Glyceryl Oleate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Thymus Vulgaris Flower/Leaf/Stem Extract, Levisiticum Officinale Root Extract, Tilia Cordata Leaf Extract, Mentha Piperita Herb Extract, Polyquaternium-7, lactic Acid, Soidium Benzoate, Potassium Sorbate, Cocamide MEA, Cocamide DEA, parfum, Tetrasodium Glutamate Diacetate

Nawilżające mydło w Płynie Poziomka (dla dzieci)

Dzieckiem nie jestem, ale nie będę ukrywać, że lubię  delikatne produkty dla nich. Mają one o wiele delikatniejszy zapach i neutralne ph. Mydło jest w fajne podłużnej, wręcz bańkowatej buteleczce. Zapach trochę delikatniejszy, ale chemie nadal czuć. Mydło mocno dosyć się pieni, ale na szczęście nie odczułam wysuszenia skóry rąk. Całkiem przyjemny produkt w użytkowaniu, pompkę bez problemu można zablokować jeśli chce się mydło gdzieś przenieść. Jak wypada kwestia składu ?
Sądziłam, że skoro jest to produkt dla dzieci, to będzie on troszkę lepszy, niestety nie :/ Poza różnymi ekstraktami z roślin skład po prostu się zbytnio nie różni.








Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycerin, Coco-GLucoside, Glyceryl Oleate, Fragaria Ananassa Fruit Extract , Salvia Officinalis Flower/Leaf/Stem Extract, Althea Rosea Flower extract, Chamomilla Recuita Flower Extract, Polyquaternium-7, lactic Acid, Soidium Benzoate, Potassium Sorbate, Glycol Destearate, Cocamide MEA, Cocamide DEA, parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Tetrasodium Glutamate Diacetate

Podsumowując, firma Camolin jest warta uwagi, ale jej produkty nie są rewolucją. Warto zwrócić, że trzyma się ona trendów, jest dla wegan oraz ma sporo ekstraktów z roślin. Jednak skład nie jest bez wad. Z przyjemnością wypróbowałam ich produkty, jednak nie wiem czy do nich powrócę

Hungry Hair - Urocze maski do włosów

Hungry Hair - Urocze maski do włosów

Hej kochani! Dzisiaj przychodzę do was z kolejnym produktem do włosów i też wegańskim! Rossman chyba musiał bardzo się zaangazować w temat, a może w modę i stąd tyle kosmetyków tam tego typu. Samą ideologie oczywiście popieram, ale kosmetyk, jak wspominałam poprzednio ma służyć i się sprawdzać, a nie być tylko wegański. Jak sprawdziła się ta maska ? Zapraszam!



Jesteś tym co jesz, a Twoje włosy tym czym je „karmisz”. Jest to główne hasło na tyle opakowania. Całkiem przyjemne i chwytliwe. Przyjemnie czytające się teksty, ale w skrócie skupiają się na odżywieniu struktury włosa i ideologii olejowania. Olejowanie jest podkreślone, bo w składzie jest olej z awokado, jojoba i arganowy.

Wizualnie produktem jestem bardzo zauroczona, fajny design, bardzo przyciągający uwagę. Przyjemna forma aplikacji, plus podkreślenie, iż starczy na 3 użycia (błagam, starczy na 5-6 nawet ! :D) Jednak chyba najbardziej interesującą sprawą jest zapach. Tak tego nie da się opisać. Zapach jest chemiczny, ale to tak jakby przyjemna chemia? Kojarzy mi się z dzieciństwem, sklepikiem szkolnym i maskę naprawdę miałam ochotę zjeść :) Na szczęscię do tego nie doszło. Aplikacja maski przebiegła bezproblemowo.

Jeśli chodzi o skład, to naprawdę jest on dosyć krótki i niebolesny. Doceniam takie składy, jednak przy wyborze produktu nigdy nie jest to dla mnie kwestia decydująca.
 
  Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Glycerin Stearamidopropyl Dimethylamine, Gluconolactone, Argania Spinosa (Argan) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Hippophae Rhamnoides (Seabuckthorn) Berry Oil, Citric Acid, Calcium Gluconate, Sodium Benzoate, Parfum (Fragrance ).

 Jednak jak efekty ? Naprawdę chciałabym powiedzieć, iż to jest jakaś rewolucja dla włosów, ale tak nie jest :/ Włosy są może trochę gładsze i w sumie tyle. Na razie ciągle na podium pozostanie moja maseczka bananowa garnier hair food.




Co myslisz o byciu eko ? - Według blogerek

Co myslisz o byciu eko ? - Według blogerek

Hej kochani! Dziś pora na post o byciu eko. Bardzo modny temat prawda? Ale też uważam, że bardzo ważny :) Powinniśmy dbać o naszą planetę, którą już i i tak bardzo zaniedbaliśmy na przestrzeni lat. Jak dbać o naszą planetę? Czy warto być eko ? Głos postanowiły zabrać blogerki, które wyraziły chęci pogadania na ten temat. Zapraszam do czytania !



  
Co myślisz o byciu eko ?



Jeśli sami nie zadbamy o naszą planetę to nikt o nią nie zadba, więc zawsze warto dołożyć swoją cegiełkę dla „lepszego jutra”😊 Brzmi banalnie, ale to prawda😉  Bardzo daleko mi do „eko-świra” i z pewnością nie jestem z tych najbardziej świecących przykładem🙈 Mam swoje grzeszki, np. biorę długie prysznice, zużywając przy tym naprawdę dużo wody... Ale np:

💙 Segreguję śmieci (proste, a jakże ważne).
💙 Coraz częściej korzystam z bawełnianych toreb na zakupy (prawie zawsze staram się mieć przy sobie przynajmniej małą torbę). Mam też trochę plastikowych, ale nigdy nie wyrzucam ich po jednym użyciu. Zawsze długo mi służą.
 💙 Nie wyrzucam ubrań. Sama co prawda nie jestem na tyle eko żeby nosić coś po kimś albo kupować w lumpeksach (jestem „brzydliwa”😜). Ale kiedy jakieś rzeczy mi się znudzą, zawsze staram się znaleźć im nowy dom. Oddaję je pewnej pani, zanoszę do kościoła gdy organizowane są zbiórki albo wrzucam do PCK. 
💙 Ograniczyłam zakupy odzieży. Kiedyś kupowałam ogromne ilości ubrań i nieraz kończyło się tak, że daną rzecz założyłam tylko raz albo nawet wcale. Często też bywało tak, że nie miałam do czego założyć tej mojej nowości, bo do niczego nie pasowała. Teraz kupuję zdecydowanie mniej. Po części dlatego, że jestem wybredna i coraz rzadziej coś mnie chwyta za serce. 
💙 Wolę kupić jedną porządną rzecz, np. droższą torebkę, która będzie mi długo służyć niż kilka tańszych, które za chwilę się rozlecą albo mi się znudzą. A poza tym i tak nie będzie mi się chciało co chwilę przekładać rzeczy, żeby np. codziennie nosić inną torebkę.
 💙 Nie mam ciśnienia na rzeczy modne. Nie muszę mieć czegoś w kolorze musztardowym, bo np. w danym sezonie taki jest akurat lansowany;) Dwa razy się zastanowię zanim kupię jakieś ubranie. Muszę wiedzieć czy rzeczywiście będę je nosić, czy jedynie będzie zajmowało miejsce w szafie😅
💙 Jeśli zużywam jakiś kosmetyk to często do ostatniej kropli, rozcinając nawet tubkę (co niekiedy pokazywałam na Insta Story). 
💙 Ograniczyłam też kupowanie bibelotów. Nie powiem, że całkowicie, bo jednak mam do nich słabość. Ale kupuję je zdecydowanie rzadziej, bo wiem, że często stają się tylko zbędnymi zbieraczami kurzu.
 💙 Nie mam wielkiej cierpliwości do DIY, ale czasami zdarza mi się coś przerobić i wykorzystać w inny sposób. Pomysłowy Dobromir gdzieś tam we mnie drzemie😂 
 💙 W miarę możliwości wybieram faktury elektroniczne zamiast papierowych.
 💙 Jeśli wymieniam meble to starych nigdy nie wyrzucam tylko sprzedaję lub oddaję.
 💙 W ogóle nie lubię marnotrawstwa w żadnej dziedzinie. Oczywiście w granicach rozsądku. Nie tak żebym jadła np. jakieś zgniłe warzywa etc.
 💙 Mam butelkę filtrującą, ale przyznaję, że z korzystaniem bywa u mnie różnie.
 

Coraz więcej z nas podchodzi kompleksowo do własnej osoby dbając o aktywność fizyczną, zdrową dietę, odpowiednie kosmetyki. Wzbogacamy swój organizm zarówno od środka jak i od zewnątrz. Musimy jednak pamiętać, że każdy z nas jest tylko maleńką cząstką budującą naszą planetę. To ona pozwala nam czerpać ze swoich dobroci, czas abyśmy się zrewanżowali i pomyśleli o niej. Okazuje się, że nie potrzeba ogromnych nakładów pracy czy finansów, aby stać się ‘eko’. Każda pojedyncza, nawet najdrobniejsza zmiana nawyków, to ogromny krok naprzód.

Od dłuższego czasu mam w sobie nawyk segregacji śmieci, który szybko udało mi się przenieść ze swojego domu na dalsze otoczenie. Czy to w pracy, czy na wyjazdach zwracam uwagę na to, aby wyrzucać opakowania i resztki do odpowiednich pojemników.

Podstawowym, ale ważnym krokiem jest rezygnacja z ‘foliówek’. Na zakupy zabieram ze sobą płócienne torby lub koszyk. Zmiany nastąpiły także w planowaniu samych zakupów. Chodzę z listą, dzięki czemu kupuję najpotrzebniejsze rzeczy, które jestem w stanie do końca wykorzystać. Na bieżąco kontroluję stan swojej lodówki i kuchennych szafek.

Chociaż pod tym względem jeszcze wiele brakuje mi do ideału, ale staram się jak najczęściej rezygnować z plastiku. Nie korzystam już z jednorazowych talerzyków czy sztućców, a wodę w butelkach zabieram ze sobą jedynie na wyjazdy, kiedy to potrzebuję czegoś lekkiego do noszenia. Na co dzień piję wodę przefiltrowaną lub klasyczną kranówkę. Do pracy czy na wyjazdy zabieram ze sobą jedzenie zapakowane w składane, silikonowe pojemniki. Dzięki temu wiem co jem, unikam kupowania niezdrowych produktów i zmniejszam ilość produkowanych śmieci. W ten sposób nie tylko dbam o naturę, ale także odczuwam korzyść dla swojego portfela.

Staram się także znajdować prostym rzeczom drugie zastosowanie. Jako blogerka często otrzymuję produkty zapakowane w dodatkowy papier czy bibułę. Nie wyrzucam ich, ale zostawiam do pakowania prezentów.

Możemy oczywiście brnąć głębiej w ideę bycia Eko, ale z własnego doświadczenia wiem, że narzucanie sobie wielkich, drastycznych dla nas zmian często skutkuje szybkim fiaskiem. Lepiej zacząć od małych rzeczy, które dla przyrody i tak okazują się krokiem milowym. Jeśli wydaje nam się, że jedna jaskółka nie czyni wiosny to pomyślny, że ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka.

Bardzo cieszy mnie fakt, iż coraz więcej mówi się o ekologii oraz dobrym dla zwierząt i naszej planety stylu życia. Ludzie w dużej większości zaś, niestety nadal nie zdają sobie sprawy, jak ważne dla funkcjonowania nas i całej planety, są nasze drobne i codzienne decyzje. Od lat nie jem mięsa, od kiedy przeszłam na dietę wege, zaczęłam zwracać uwagę na inne aspekty życia, takie jak kosmetyki naturalne i środki czystości. Wykorzystujemy planetę, jednocześnie ją niszcząc, a statystyki są coraz bardziej szokujące. Przemysłowa hodowla zwierząt, to przede wszystkim okrutne ich traktowanie, ale też przyczyna emisji gazów cieplarnianych, ważny też jest temat wszechobecnego plastiku. Segreguję więc odpady, staram się wykorzystać wszystko, co mam, nie marnuję żywności, filtruję wodę, odmawiam reklamówek w sklepach i słomek, wspieram organizacje prozwierzęce. Ważne jest to, by zacząć od siebie, ale też namawiać do tego typu zachowań najbliższych, wszyscy przecież musimy dbać o nasz wspólny dom – Ziemię!

Dziękuję bardzo dziewczynom za ponowne zabranie głosu w ważnej sprawie! Bądźmy świadomi i nie bagatelizujmy problemu, który stale rośnie


Copyright © 2014 Zyciowo i Urodowo u Pauliny , Blogger