środa, 22 lutego 2017

Sól do kąpieli Dairy fun

Witajcie! Dzisiaj przychodzę do was z solą do kąpieli firmy Delia z serii Dairy fun. Na pewno wiele osób kojarzy serię produktów z przyjemnie wyglądającą krówką na opakowaniach.
Faktycznie, część produktów jest naprawdę dobra, w szczególności polecam żele do kąpieli, które z czasem również postaram się zrecenzować, bo jeśli chodzi o nawilzanie, bardzo sie wyróżniają na tle innych.
Natomiast dzisiaj chciałabym porozmawiać o soli do kąpieli, w której pokładam wielkie nadzieję, ze względu właśnie na przyjemne odczucia po wcześniejszym produkcie.

Tutaj producent obiecuję nam dosyć sporo. Miedzy inymi :
  • Niezwykle aromatyczna sól do kąpieli
  • Zawiera naturalne minerały
  • Wyjątkowy zapach mleka i miodu czyni kąpiel znacznie przyjemniejszą
  • Dzięki soli ciało jest przygotowane na przyjęcia składników aktywnych zawartych w balsamach i masłach do ciała
  • Daj „drugie życie opakowaniu", a zadbasz o środowisko i sprawiasz sobie wiele przyjemności, kreując nowe otoczenie 
Moja opinia:

Niestety, oprócz naprawdę ślicznego opakowania, które przeważa w  pozytywnym odbiorze produktu, zalety się  kończą . Sole, które powinny się chociaż  wyróżniać świetnym i delikatnym zapachem, juz tutaj dają ogromną plamę. Zapach jest bardzo słabo wyczuwalny, ponadto średnio przyjemny. Określiłabym go, jako- chemiczny. Jeśli jednak interesuje nas ten zapach, powinniśmy wsypać az 1/5 opakowania do wanny, (a mamy tutaj az 400g!), by cokolwiek poczuć. Ponadto sole w żadnym wypadku nie nawilżają naszej skóry, musiałam dolewać właśnie tego balsamu, o którym wspomniałam powyzej, by faktycznie poczuć jakieś odzywienie skóry. Rowniez zauwazalne są jakby grudki brudu w soli, które nie rozpuszczają się ( na zdjeciu sa rowniez trochę widoczne).
Na sam koniec bonus, sól po miesiącu, w pudełku zamienia się praktycznie w kamień, który strasznie ciezko wydobyć z opakowania. Produkt zdecydowanie na NIE!

wtorek, 14 lutego 2017

Pasta węglowa do mycia twarzy + alternatywa dla niej

Hej kochani! Dzisiaj Walentynki :) Mam nadzieje, ze spędzacie je  z ukochaną osoba, a jeśli jesteście singlami to rozpiszczacie samych siebie :)
Dzisiaj przychodzę do was z trochę z mało miłosnym tematem, ale za to z bardzo fajnym produktem, a mianowicie, jak w tytule Pasta węglowa do mycia twarzy. Ostatnio zauważyłam, że jest duza moda na produkty z węglem aktywnym, dlatego i ja postanowiłam  zapoznać się z tym kosmetykiem.
Produkt kupiłam w drogerii Laboo za 15 zł.  Uwazam, ze jest to  całkiem dobra cena, za taką ilość  - 150g. Pasta jest przeznaczona do cery mieszanej i tłustej.

Co obiecuje producent ?

 PASTA dokładnie oczyszcza skórę, usuwa makijaż i nadmiar sebum. PEELING z aktywnymi mikrogranulkami delikatnie złuszcza naskórek, wygładza, odblokowuje pory. MASECZKA matowi i odtłuszcza błyszczącą cerę, zmniejsza widoczność porów.
AKTYWNY WĘGIEL dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnes: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zapchane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.
GLINKA ZIELONA wchłania toksyny z powierzchni skóry, oczyszcza i zamyka pory, zmniejsza wydzielanie sebum, wzmacnia i rozświetla skórę. Bogata w makro i mikroelementy, działa regenerująco i odżywczo na skórę, dostarczając jej całe bogactwo pierwiastków.

Efekt :Oczyszczona, matowa, świeża i gładka cera.




Moja opinia:

Produkt wywarł na mnie dobre wrażenie, mimo paru wad. Na początek, szczególnie podoba mi się  fakt, iz można go stosować w aż 3 formach (jako pasta, peeling lub maseczka) . Próbowałam jako maseczki i peelingu, obie formy mi bardzo odpowiadają. Jednakże, w przypadku maseczki powinnyśmy się przygotować na delikatne uczucie pieczenia, po około 5-10 minutach. Na szczęście po zmyciu nie mam żadnych plam i podobnych zaczerwienień na twarzy, co by od razu wyszło w przypadku mojej wrazliwej skóry.
Pasta zdaje test bardzo dobrze rowniez w przypadku zaskórników. Skóra jest  dobrze oczyszczona i tutaj nie mam zadnych wątpliwości, ale mam wrazenie, że za to lekko przesuszona.
Polecam stosować ten produkt tylko 2 razy w tygodniu w przypadku cery mieszanej i wrazliwej.


Bardzo ciekawa alternatywą jest zrobienie maseczki z węglem aktywnym w domu.  Czego potrzebujemy ? Ja robię taka maseczką z : Jogurtem naturalnym (gęstym ), 2 kapsułki węgla aktywnego i mniej niz pół łyzeczki oleju kokosowego (dla przyjemnego efektu nawilzajacego). Niektórzy dodają jeszcze miód. Trzymamy około 20-30 minut i zmywamy letnią wodą :)

Używaliście juz produktów z węglem aktywnym ? :) 

niedziela, 5 lutego 2017

Prawo Jazdy- Czyli jak się nie dać zabic stresowi?

Hej kochani!
Dzisiaj trochę się rozpiszę, gdyz temat jest dla mnie  ważny.
Zapewne wielu z was, jest przed lub po egzaminie na prawo jazdy. Pamiętacie ten niepotrzebny stres i wiele straconych nerwów ? U mnie było podobnie. Tak naprawdę wszystkie wspomnienia związane z tym mam jeszcze  na świeżo, gdyż prawo jazdy odebrałam w grudniu.
Na sam kurs wybrałam się z własnej woli  i był on sam w sobie  przyjemny. Miałam az 3 instruktorów, gdyz pierwszy z którym jeździłam okazał się  pomyłką. Był miłą i sympatyczną osobą, ale był średnim instruktorem nauki jazdy. Wiele waznych informacji do egzaminu pominął. Bo tak naprawdę kurs nauki jazdy to nie są  lekcje, które przygotują Cię do prawdziwej jazdy w życiu. Jest to czas w którym sie uczysz, jak jeździć, by zdać egzamin.
A czas leciał, a większość moich godzin po prostu przepadała, a gdy  się obudziłam,  było juz za późno na zmiany. Dodatkowe jazdy, by się faktycznie czegoś nauczyć, musiałam dokupywać. Dlatego pierwszą moją rada, dla osób, które są przed tym wszystkim.  Starannie dobierzcie sobie instruktora. Nie bierzcie pierwszego lepszego. Naprawdę, dobrze brać z polecenia i to najlepiej od kilku osób. Ponadto to wasze pieniądze i jeśli coś, cokolwiek wam nie pasuje, nie wahajcie się go zmienić.
Po paru miesiącach, czas egzaminu praktycznego nadchodził nie ubłagalnie. Byłam pod ogromną presją ze strony środowiska, dlatego źle wspominam ten czas. Słuchanie opinii, chociaz nie miałam ich potwierdzenia, iz wiekszosc zdała za pierwszym razem, była dosyć frustrująca. Ponadto stres osób, które wczesniej zdawała i opowiadały nieprzyjemne historie również mi się udzielał.
Teraz na to patrze wszystko  z przymrużeniem oka, ale wcześniej był to po prostu koszmar.
Niepotrzebny stres, tylko potęgował niepewność siebie co wyczuł na starciu egzaminator.
Nie zemdlałam ani noga nie "tańczyła " mi na pedale, ale znam historie, kiedy u wielu osób tak to się kończyło.Jednak gdy pierwszy raz zdawałam, trafiłam  na cudownego i ciepłego egzaminatora, który naprawdę umiał wesprzeć  słowem. Jednak stres wziął górę i oblałam z powodu własnej głupoty na łuku. Dlatego naprawdę wiem, że to trudne, ale próbujcie zrelaksować się i podejść na luzie. Jeśli oblejecie, to naprawdę żaden wstyd i koniec świata. Nawet naprawdę dobrzy kierowcy nie zawsze zdają za pierwszym razem.
Ja zdałam za 3 razem dopiero, a nie uwazam się za dobrego kierowce,  ciągle się  uczę. Mam wrazenie, ze prawdziwa jazda, tak naprawdę  zaczyna się dopiero po kursie nauki jazdy.
Poznajemy inny samochód i jesteśmy zdani na ulicy sami na siebie.
Ogolnie fakt, czy chcemy mieć prawo jazdy, powinniśmy podjąć w 100% samodzielnie.
Z doświadczenia wiem, ze wiele osób na kursie się po prostu męczy, bo poszła za namową rodziców lub  koleżanki, bo nie chciała iść sama. Są to okropne błędy, za które płaci się potem ze swojego portfela i swoim zdrowiem psychicznym.

A wy jak wspominacie kurs nauki jazdy i egzamin ? :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka