czwartek, 24 września 2020

Suntago Czy warto?

 Hej kochani!

Dzisiaj chciałabym omówić słynny park wodny w Suntago w którym ostatnio miałam okazje być(koniec sierpnia). Czy warto tam pojechać? Czy jest tam coś wartego uwagi? Zapraszam na recenzje. 

Park Suntago miał pierwsze otwarcie w lutym. Przez Covid został on jednak szybko zamknięty w marcu. Ponowne otwarcie było w czerwcu. Można powiedzieć, że ludzie rzucili się jak szaleni, a domniemana pandemia w tym miejscu przestała istnieć. Odstępy 2-metrowe? Środki bezpieczeństwa? Pozostawię to bez komentarza. Warto wspomnieć o kolejkach. Jak byłam w sobotę, otwarte było 5 kas. Kolejka była naprawdę spora, jednak szła dosyć sprawnie, staliśmy maksymalnie 35min. 





Wykupiliśmy dwie strefy Jamango i Relax(strefa bez dzieci). Otrzymaliśmy następnie niebieską opaskę na której jest limit do 500 zł. Jest to naprawdę dobre rozwiązanie, gdyż nie musimy nosić przy sobie portfela.  Dzięki Relax możemy iść do szatni w tej strefie, jest ona o wiele bardziej pusta i przestronna, co naprawdę warte jest zapamiętania. Potem chcieliśmy obejrzeć cały park i pierwsze, co się rzuciło w oczy, to ogromne tłumy w strefie Jamango. Tam ciężko znaleźć jest wolny leżak, wręcz to niemożliwe. A kolejki do zjeżdżalni? Możemy stać nawet godzinę do jednej zjeżdżalni, plus uwzględnić ewentualne problemy techniczne (nie działająca wciągarka do pontonów lub zatrzymanie wody, która daje poślizg przy zjeździe). Byliśmy na jednej zjeżdżalni na samej górze, zielona mamba. Najdłuższy jest tam zjazd, trwa około minuty, ale jak najbardziej mogę polecić.

Kolejną sprawą na którą warto zwrócić uwagę jest jedzenie. Zdecydowanie odradzam jedzenie w strefie Jamango w godzinach 11-18. Tak samo można stać tam do 40 min. Rekomenduje jednak Arizona, jeśli chodzi o czas czekania i wolne stoliki. Ceny podobne w obu miejscach. 30zł za burgera i 15zł za sałatkę Cezar.  Burger Black który jadam był naprawdę słaby, zdecydowanie bardziej polecam sałatkę, jest w porządku. Musieliśmy też spróbować drinków, ale ceny również odrzucające, a ich jakość bardzo zła. Ilość alkoholu w jednym drinku to jakiś naparstek, a 3/4 kieliszka zajmował lód. Jedno, duże rozczarowanie. 



Warto też wspomnieć o samych basenach. Dają one wrażenie ułożonych jeden obok drugiego, ubarwiają je jedynie rośliny które w moim odczuciu są naprawdę w tragicznym stanie. Przez brak odpowiedniej pielęgnacji one naprawdę w niedługim czasie pousychają. W strefie Jamango, mamy basen też taki, jak rzeka przygód, przez ilość osób nie miałam przyjemności z niego korzystać. Byliśmy też w basenie z falami, który stopniowo zwiększa swoją głębokość. W moim odczuciu? Bardzo niebezpieczne miejsce. Co godzinę jest coś takiego jak fala. Duża fala, która bez problemu może przykryć dorosłą osobę. Mimo około 6 ratowników nie jest naprawdę trudno o podtopienia, reakcje były bardzo wolne. Domniemani ratownicy wyglądali, jak osoby wzięte z przypadku. Przerażającejest też to, że na głębokości 1,90m były nawet dzieci, które unosiły się tylko dzięki piance. Największe skupisko było przy 1,60m. Fala tam rzucała nami na wszystkie strony i zamiast czerpać z tego przyjemność obijaliśmy się o innych ludzi. W moim odczuciu? Zdecydowanie jeden duży niewypał.

Bardzo na plus jednak oceniam, baseny mineralne (solankowe, siarkowe itp). Temperatura w tych basenach jest dosyć wysoka (25-30 °C). W skrócie jest tam bardzo ciepło i przyjemnie. Najchętniej spędzaliśmy tam czas.

Podsumowując, aquapark Suntago nie jest zły, ale ma bardzo dużo niedociągnięć. Tak naprawdę niszczy ten basen brak jakiegokolwiek limitu w turystach. Przez co pobyt jest bardzo męczący. Jednakże wiem, że jeszcze będę chciała raz odwiedzić ten park. Ale uważam, że dobrym pomysłem będzie pojechanie tam w listopadzie lub grudniu. Wierze, że będzie wtedy tam o wiele mniej ludzi.

4 Czytaj dalej »

środa, 16 września 2020

Feel free nowe kosmtyki

3

 Z początku miałam ochotę nazwać tą markę kolejną, która udaje swoją naturalną naturę. Jednakże po obejrzeniu składów, wykonaniu opakowania, filozofii firmy i działaniu, mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że tak nie jest. I o tym, ale tez i o nowych kosmetykach Feel free będzie dzisiejszy post! Zapraszam!

Feel free w swojej filozofii przede wszystkim ma poszanowanie dla przyrody. Wykorzystywanie składników z upraw ekologicznych, ale też i brak składników petrochemicznych. Firma też podkreśla swoje certyfikaty i poszanowanie dla zwierząt. Nie współpracuje ona z laboratoriami, które posiadają placówki, w których przeprowadza się badania na zwierzętach. Posiada certyfikat PETA. Kosmetyki te są wykonane w Hiszpanii. Widziałam je przede wszystkim w Hebe. Ceny są naprawdę przystępne.



Antyokscydacyjny krem pod oczy/ 20ml

Pierwszym produktem jakim omówimy będzie krem pod oczy. Jak wiecie, mam swój ulubiony krem pod oczy i jest nim Sensum Mare Algoeye (recenzja). Jest to naprawdę najsolidniejszy produkt pod oczy jaki miałam, ale jego przeszkodą jest cena 100zł. Dlatego dzisiaj chciałąbym zrecenzować jego ewentualnie tańszy zamiennik. Produkt ten ma przede wszystkim charakter nawilżajacy, co też widać po składzie.


Aqua, Aloe barbadensis Leaf Juice*, Glycerin, Polyglyceryl-2 Stearate, Glyceryl Stearate, Oryza Sativa Starch, Stearyl Alcohol, Propanediol, Hydrolized Hyaluronic Acid, Coffee Arábica Seed Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Pyrus Malus Fruit Extract*, Citrus Limon Fruit Extract*, Mentha Piperita Leaf Extract*, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Xantham Gum, Parfum, Limonene, Linalool. *Składniki z upraw naturalnych.

Na drugim miejscu mamy już sok z Aloe Vera. Ma działanie przeciwbakteryjne, chroni i nawilża skórę.Trochę dalej mamy tez Skrobie z ryzu siewnego (substancja wchłaniająca i wiazaca). Jeszcze dalej mamy upragniony kwas hialuronowy. Niby daleko, ale nadal w moim odczuciu nie przebije kremu od La roche, gdzie tam kwas hialuronowy był na 17 miejscu. Krem ma dosyć intensywny w moim odczuciu zapach i tu już  uważam, że przez to, wiele osób może go po prostu odrzucić. Dla mnie przyjemny, ale nie jest on lekki. Jeśli chodzi o działanie, to jest w porządku. Uważam, że za 20zł/20ml dostajemy naprawdę solidną dawkę kremu. Brakuje mi w składzie tu kawy, ale uzupełniam to mieszając krem z ekstraktem z kawy. Warto podbijać moc kremu!

 

 Oczyszczająca maska peelingująca do twarzy/ 50ml 

Kolejnym produkt od Feel free na dzisiaj jest maska peelingująca. Muszę przyznać, że bardzo spodobało mi się opakowanie. Szklane, grube szkło oraz drewniany korek robi naprawdę duże wrażenie. Mamy tutaj glinke kaolinową oraz ekstrakt z konopii. Ma mieć działanie wygładzające oraz oczyszczające. Skład również jest całkiem przyjemny, ale nie jest też zadziwiający. 



Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Kaolin, Bentonite, Diatomaceous Earth, Gluconolactone,Glycerin, Cannabis Sativa Seedcake Powder*, Zinc Oxide, Cannabis Sativa Seed Extract*,Centella Asiatica Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract*, Chlorophyllin-Copper Complex,Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalene, Xanthan Gum, Citric Acid, Sodium Benzoate, PotasiumSorbate, Dehydroacetic Acid, Alcohol, Parfum**, Linalool**. Cosmos Natural (98.40% Nat, 20,06% Org) 

 Mamy tutaj również sok z Aloe Vera, a na drugim miejscu glinke. Dalej mamy skałe osadową. Nie mam za bardzo się do czego przyczepić. Na końcu mamy czysty alcohol, ale jakąś aż tak mnie to nie boli. Samo działanie jest przyjemne. Faktycznie lekkie wygładzenie twarzy i lekkie oczyszczenie/ odświeżenie. Przyjemne w używaniu chociaż myśle, że całą role odgrywa tu jednak glinka, a ten ekstrakt z konopii to dodatek czysto marketingowy. Cenowo również nie zapłaczemy, bo za 50ml musimy zapłacić 34zł( w promocji kupiłam za 25zł w Hebe)

 

 

 

 



Czytaj dalej »

niedziela, 13 września 2020

Selling Sunset show Netflixa

3

 Hej kochani!

Dzisiaj trochę o produkcji Netflixa jaką jest Selling Sunset. Ogólnie nie jestem fanką platformy Netflix. Moim zdaniem idą na ilość, a nie na jakość. Większość produkcji jest robiona dla nastolatków, którzy chcą "zapchać" swój czas. Trzeba przyznać, że to najlepsza mimo wszystko grupa docelowa. Chociaż również staje się ona wymagająca.

Dlaczego zatem wybrałam tą produkcje? Nuda i ciekawość. Niczym więcej się nie sugerowałam przy wyborze. Ponadto chciałam serial, który będę mogła bez większych problemów oglądać po angielsku, a takie produkcje cechują się bardzo prostym i zrozumiałym słownictwem. 



Serial, a raczej reality show jest o agentach nieruchomości z firmy Oppenheim Group. Dużo tu przejaskrawionych postaci, a atmosfera jest między nimi strasznie toksyczna. Nie ma tu przyjaźni czy miłości, mam wrażenie, że docelową wartością jest tu tylko pieniądz. Każda z bohaterek chciała sie wybić i podkreślić swoje "Ja"często krzywdząc przy tym inne tez osoby.  Jedne postacie lubisz mniej, inne bardziej. Intryga i nieszczerość Zaletą jest jednak to, że można w tej produkcji podziwiać piękne domy za kilka, a nawet kilkaset milionów, co jest naprawdę ogromną uciechą dla oczu. 

Język tak jak mówiłam jest prosty i przyjemny. Dlatego jeśli chcemy rozpocząć przygodę z językiem angielskim w serialach, to naprawdę mogę bez problemu tą produkcje polecić. 

Mimo mocnej krytyki naprawdę uważam, że prpdukcja nie jest taka zła. Każdy czasem ma taki dzień, gdzie chce obejrzeć coś prostego i niezobowiązującego i taki jest ten właśnie serial. Prosta historia o problemach bogatych ludzi. Ponadto serial nie jest długi, ma 3 sezony po 8 odcinków, które trwają od 30-40min. trzeba mieć jednak dystans do ich podejścia do życia oraz specyficznych humorów. Nie odbierałabym też wszystkiego dosłownie. W skrócie, wyłączcie mózg na 40min i bawcie sie dobrze!

Czytaj dalej »

środa, 9 września 2020

Algi na zmarszczki od Nacomi

5

 Hej kochani! 

Dzisiaj powrót do glonów. Muszę przyznać, że ostatnio są wyjątkowo one bliskie moje sercu. Miałam glony już jedne z Nacomi (nieidealne, ale dawały sobie całkiem nieźle rade) oraz glony z Ecospa. Działanie oczyszczające i wygładzające zdecydowanie robiło na mnie wrażenie, dlatego też pora dzisiaj na kolejny produkt jakim jest przeciwstarzeniowa/ nawilżająca maska algowa do twarzy z żurawiną też z Nacomi. 



Maseczki algowe w swoim działaniu postawiłabym na równi z glinką, gdyż faktycznie coś robią. Niestety wątpie w usunięcie zmarszczek, jak sugerowała jedna z blogerek. Z przyjemnością jednak używam je jako forme oczyszczająco lub mocno nawilżająco na czoło. 

Maska algowa z Nacomi z żurawiną jest bardzo zbliżona do swojej przyjaciółki z borówki. Nadal trudno się ją rozrabia. Sugerowane proporcje nijak mają się do rzeczywistości. Sporo zostaje grudek, a maseczka szybko zastyga. Ponadto nie mamy jej dużo, gdyż zaledwie 50g. Dlatego polecam nie stosować na całą twarz, a na jej określone partie, wtedy to małe pudełeczko posłuży nam na o wiele dłużej. Cenowo nie zachwyca, ale nie wypada źle. Dostajemy za 20zł/50g. Usuwa się ją też bez problemu. Gdy zastygnie, ściągamy ją, jak jeden, wielki płat. Twarz jest odżywiona i wygładzona. Zmarszczka na czole lekko spłycona.



Trudno stwierdzić czy lepsza żurawina czy borwka. Dla mnie ich działanie, jak i aplikacja są bardzo podobne. Jeśli ktoś nie skreśli jej przez toporną aplikacje, to mogę ze spokojem polecić owy produkt.

Czytaj dalej »

piątek, 4 września 2020

Przed pracą na siłownie!

5

 Hej kochani! 

Dzisiaj trochę o zdrowym stylu życia. Uważam, że zdrowe podejscie do życia dużo zmienia w naszym codziennym funkcjonowaniu. Może to naprawdę poprawić nasze samopoczucie w danym dniu. Daje też to motywacje do kolejnych wyzwań. Zauważyłam naprawdę duże zmiany, gdy zaczęłam regularnie uczestniczyć na siłownie, przed pracą i o tym chcę wam dzisiaj opowiedzieć.



Przede wszystkim czuje taką dume z siebie, że daje radę wstać wcześnie rano mimo, że mogłabym jeszcze długo pospać. Poranny wysiłek fizyczny daje też pewnego rodzaju rozluźnienie fizyczne i psychiczne oraz wydłuża mi to dzień. Dzięki porannemu treningowi mam naprawdę dużo energi na całą dobę. Zauważyłam też znacznie lepszą organizacje dnia. Dzięki dużej dawce energii mogę zaplanować sobie cały dzień i lepiej skoncentrować się na konkretnych zadaniach. Kolejną sprawą jest lepsze samopoczucie. Nawet w deszczowy, pochmurny dzień czuje się po prostu lepiej po trenigu. Jestem bardziej optymistyczna. Kolejną, ale myśle nie mniej ważną zaletą treningów jest dbanie dzięki temu o kondycje fizyczną. Staram sie utrzymać moją sylwetke nadal w takim samym stanie, a może i lepszym w przyszłości? :D Podobno też  dzięki porannym treningom mamy szybszy metabolizm. Ja dodatkowo zauważyłam, że pije o wiele więcej wody dzięki porannym treningom.

Dlatego jeśli macie rano czas i chęci to może warto rozważyć takowe treningi? Samopoczucie i zdrowy styl życia mają duży wpływ na naszą przyszłość i długość naszego życia. Warto oto zadbać, gdy jesteśmy jeszcze młodzi.

Czytaj dalej »

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Kredka do brwi od Golden Rose (mój faworyt)

4

 Hej kochani! Dzisiaj troszkę o brwiach. Przyznam, że nie jestem w tej kwestii specjalnie wymagająca. Mam bardzo jasne brwi, dlatego najważniejsze, by kredka, pomada bądź cień nie miały zbyt mocnego odcienia. Zdradzę Wam, że w szkole podstawowej miałam aż tak jasne brwi, że można powiedzieć, iż w niektórych oczach ich wcale nie miałam :D 

Słynne pomady od Wibo były niestety dla mnie o wiele za ciemne, dlatego też szukałam czegoś delikatniejszego, ale nie za bardzo. Przyzwyczajenie zaprowadziło mnie do Golden Rose. Stamtąd też mam swój pierwszy produkt do brwi jakim są cienie (mam te same nadal do dziś! bardzo ciężko je zużyć! :D). Niestety efekt był naprawdę taki delikatny, że chciałam poszukać czegoś mocniejszego i trafiło na produkt Precise Brownliner. Nie jest on wieczny, ale też starczy na bardzo długo, pół roku na pewno. 

 



Uważam, że efekt jest satysfakcjonujący, ale cena już mniej. Musimy za niego zapłacić z 20zł. Nie jest to dużo, ale też nie mało jak na kredkę do brwi, ale zdecydowanie kupię ten produkt jeszcze nie raz, więc polecam ;) A Wy macie swoje ulubione produkty do brwi?

Czytaj dalej »

wtorek, 25 sierpnia 2020

Śliczny zestaw od Clavier

7
Hej kochani! 
Dzisiaj chicłabym porozmawiać o ślicznym zestawie, który dostałam od firmy Clavier. Wcześniej tej marki nie znałam, więc jest to dla mnie kompletna nowość. Opakowanie naprawdę robiło wrażenie, bo było po prostu urocze jakby dla kogoś na prezent. W środku był pilniczki, dwa lakiery oraz jakby jakaś folia na paznokcie? Trudno powiedzieć, bo nie było to podpisane.



Średnio jednak podoba mi się to, że dostałam żel lakier i kolor? Na logikę, by dobrze ocenić tą markę powinnam domówić baze luxury i top luxury, ale tego nie zrobiłam. Naprawdę nie widziałam wcześniej potrzeby tego robić. Powinna to być rola danej marki, a nie moja bym mogła odpowiednio przetestować dany produkt. Dlatego też wspomogłam się bazą i topem od Semilaca. 



Samą marke oceniam przyznam nijako. Nie zauważyłam jakiejś rewolucji w świecie hybryd. Zazwyczaj  lakier średnio się trzyma na moich paznokci i tak też było i tym razem. 2 tygodnie to maksimum ile może wytrzymać lakier na moich paznokciach. Lakier firmy Clavier nie poprawił tej sytuacji. Rozważam zamówić jednak ten top i baze, by dobrze zrecenzować tę markę. Jeśli to zrobię, niedługo będzie na pewno kolejny post. Na tą chwilę nie mam żadnej wyrobionej opinii na temat firmy Clavier. Śliczne pudełeczko, zawartość już mniej, bo skłania ona do zakupu podstawy takiej jak baza i top, Średnio lubię takie zagrywki marketingowe.
Czytaj dalej »