o trio z Iwostin słów kilka

o trio z Iwostin słów kilka

Ci co trochę mnie znają wiedzą, że firma Iwostin ma specjalne miejsce w moim serduszku. Zapraszam do poprzednich wpisów o nich, bo nie chcę znowu Was zamęczać nudnym wywodem, dlaczego tak bardzo lubię i doceniam ta markę. Ostatnio znowu miałam przyjemność poznać jedną nowość i powrócić do starych już, ale sprawdzonych produktów. Zapraszam na post !




Odżywczy krem na noc z Vit. C+E

Znacie mnie, nawet jak jakąś firmę lubię, to będę szczera całkowicie, tak też i będzie w tej recenzji. Ten krem jest dobry, ale tylko dobry, jednak czemu go nadal stosuj ? Powiem Wam, że cenię go za to, że nie zapchał mi skóry. Ten krem całkiem dobrze ją odżywia i nie zapycha. Nie ma spektakularnych efektów po nim, ale jest po prostu dobry. Nie stosuje go jednak codziennie, bo do lekkich tez nie nalezy. Z 4 razy w tyg, około, zamiennie z Holika Holika ewentualnie maską całonocną. Warto
skorzystać, ale obserwować też swoją skórę.

  Składniki:
  • Antyoksydacyjny kompleks witamin C+E*, który przeciwdziała przedwczesnemu pogarszaniu się kondycji skóry (starzeniu) oraz podrażnieniom. Poprawia koloryt skóry, ma działanie nawilżające i ujędrniające.
  • Pseudoceramidy naśladują działanie naturalnie występujących w skórze ceramidów. Odbudowują cement międzykomórkowy w warstwach rogowych skóry, poprawiając spójność bariery naskórkowej. Dzięki temu chronią przed utratą wody i sprawiają, że skóra staje się odporna na działanie czynników zewnętrznych.


Krem intensywnie nawilżający SPF15

Jest to mój ukochany, ulubiony krem, który był ze mną w pierwszych latach mojej  pielęgnacji. Mam przez to, do niego po prostu ogromny sentyment do firmy Iwostin. Bardzo dobre, wręcz powiem odpowiednie nawilzenie. Ponadto, krem jest wyjątkowo lekki. Przyznam, że teraz zwracam większą uwagę na ochronę UV, dlatego tu malutki minusik, ale nie ma ideałów. Tak samo nie zapycha i naprawdę dobrze sprawdza się jako baza pod podkład. Moge go polecić młodym osobom, bo zdecydowanie nie jest to produkt Anti Age, a przyznam, ze ten rodzaj pielęgnacji teraz u mnie dominuję.

 Składniki:

Unikalny Complex Aktywny PREREGEN® PF – działa na dwóch poziomach:
  • I Tworzy tarczę ochronną na skórze, minimalizując działanie negatywnych czynników zewnętrznych, takich jak promieniowanie UV, zanieczyszczenie czy suchość powietrza
  •  II łagodzi podrażnienia, wzmacnia dzięki proteinom sojowym o działaniu nawilżającym i odżywczym. Skóra staje się bardziej odporna na okresowe spadki kondycji i jest mniej podatna na procesy starzenia.
  • Witamina E 1% - działa antyoksydacyjnie, ujędrnia oraz poprawia koloryt skóry.



Booster nawilżający

Nazwałabym go ciekawym konkurentem dla słynnego boostera Vichy. Interesująca opcją dla osób, które potrzebują dodaktowego nawilżenia, a kremy to dla nich za mało. Daje uczucie całkiem porządnej dawki nawilżenia. Nie nazwałabym go must have, ale jest ciekawa alternatywa dla serum. Raczej postawiłabym na skórę suchą, ale produkt nadal nie wchodzi w prawdziwa pielęgnację Anti Age.
Składniki :
  • Fucogel® i kwas hialuronowy – intensywnie nawilżają, wiążą wodę i tworzą warstwę ochronną naskórka.
  • Morski kolagen – bogaty w proteiny odżywia skórę poprawiając jej kondycję i wygląd.
  • Innowacyjny tripeptyd w krótkim czasie wygładza skórę zmniejszając widoczność zmarszczek.
  • Roślinne komórki macierzyste – wspomagają rewitalizujące działanie produktu.

Rossman 2+2 włosy- Moje łupy

Rossman 2+2 włosy- Moje łupy

Hej kochani! Promocja na włosy była przeze mnie najbardziej wyczekiwaną promocją od miesiąca. Przyznam, że to dzięki tej promocji zrobiłam sobie naprawdę duże zapasy. Tym razem do promocji przyłączyła się też moja mama, więc zakupy były całkiem spore!


W dużej części stawiałam raczej na sprawdzone i pewne produkty. Oleo - Krem od Biovaxa, jak i olejek od Garniera były mi całkiem dobrze znane. Oleo krem bardzo często używam, by ws ciągu dnia, a nawet przed wyjściem nadać włosom połysku i zdrowego wyglądu. Olejek z Garniera natomiast świetnie sobie radzi, gdy raz na jakiś czas prostuje włosy, dobrze je zabezpiecza. Do tej dwójki dobrałam odżywkę od Garniera Botanic Therapy. Nieznany mi produkt wcześniej, ale całkiem dobre opinie o niej czytałam, chętnie się przekonam co ma do zaoferowania.


Szampony i odżywki L'oreal. Nie ważne jaki kolor, jaka seria, dla mnie one wszystkie wypadają bardzo podobnie. Są po prostu dobre i nie odczułam po ich używaniu efektu wow. Są to sprawdzone, wydajne produkty, jednak nie są to cuda. Do nich dobrałam również nieznane mi cudo z Herbal Essence. Kojarzę tylko z internetu, jak wypadnie ? Jestem bardzo ciekawa, ale zapach jest już mówię Wam przecudny !


 Przyjemne i sprawdzone według mojej mamy produkty do włosów farbowanych. Tak samo, jak w przypadku duetu powyżej, są w porządku, ale bez efektu wow. Myślę, że na takich promocjach warto rozważyć ich zakup.

A Wy korzystaliście już z promocji na włosy 2+2 w Rossmanie ?
Kanały na youtube warte uwagi ##Polecajka

Kanały na youtube warte uwagi ##Polecajka

Hej kochani! Myślę, że Youtube to nadal przez wielu tu niedoceniona kopalnia wiedzy. Dla dzieci ta strona to już codzienność, a w niektórych przypadkach i życie. Sporo jest tam patologii, nieprzydatnych informacji ale i bardzo duża zarazem dawka wiedzy.  Osobiście jestem fanką tej platformy, dlatego świadomie dzisiaj będę Wam polecać kanały, które albo trochę zmieniły mój światopogląd albo te, które były sporą dawką wiedzy. Zapraszam!



Selfmaster

Dosyć młody kanał, bo ma zaledwie 2 lata. Wyjątkowo inspirujący i zachęcają do refleksji nad własnym życiem. Pani Coach Tłumaczy w dosyć prosty sposób podejście do problemów z jakimi mierzymy się od lat.  Porównywanie się do innych ? Czym jest szczęście? To tylko niektóre z tematów jakie sa poruszane na tym kanale. Głos prowadzącej jest niezwykle spokojny, czasami nawet nużący, ale dla osób interesujących się rozwojem osobistym powinno to być obowiązkowe "must have". Nie oszukujmy się, ale nasze zdrowie psychiczne jest w dużej części zależne od nas. Warto nim się zainteresować póki stres i codzienność jeszcze nas nie przerosła. Wystarczy dokładnie i sumiennie słuchać, a naprawdę można się dowiedzieć wielu ciekawych rzezy nawet o nas samych. Jest to czasami moim umilaczem do porannej herbaty, czy śniadania :)



Maxineczka

Dosyć znana osoba w makijażu na polskim Youtube. Jest to dojrzała kobieta, która w wyjątkowo profesjonalny sposób przedstawia swoje makijaże, doradza oraz koryguje popularne błędy. Jeśli chodzi o makijaż, to właśnie od niej uczyłam się podstaw. Wyjątkowo zaangażowana jest również w pielęgnacje, więc z pewnością się nie zawiedziecie. Jednak w tej kwestii często po prostu poleca droższe kosmetyki, jednak są sprawdzone i pewne. Jej znakiem rozpoznawczym to jest chyba miłość do Bobbyego Browna ;) Głos również spokojny i przyjemny.



Olgatoja

Jak długo jesteście na moim blogu to wiecie, że jestem zakochana w masażach twarzy. Usunęły one mój podwójny podbródek oraz pomagają mi zapobiegać oddziaływaniom grawitacji na mojej twarzy haha. Po masażach Tanaka, które są niezwykle mocne przerzuciłam się na propozycje Olgi z jej kanału.  Inne, jakby trochę delikatniejsze, ale nadal przyjemne. Poza tym Olga dużo mówi o pielęgnacji, ale wszystko jest w języku angielskim.



Okiemchemika

Również młody kanał, ale teraz stopniowo zbierający coraz większą popularność. Jeśli nie uważaliście na chemii, a interesują Was zagadnienia typu  "Przeterminowane leki - jak działają i co z nimi robić?" lub "Jak się nie przeziębić? 8 sposobów na odporność jesienią" to dobrze trafiliście. Nie wszystkie filmiki są oczywiście super ciekawe, ale większość naprawdę przyjemnie się słucha w tle. Ponadto prowadząca ma wykształcenie kierunkowe, co myślę zwiększa wiarygodność ;) 


Kosmetyki od Zary ?

Kosmetyki od Zary ?

Hej kochani! Zapewne znacie kosmetyki, które wypuszczają sieciówki. O jakości kosmetyków H&M nawet nie chce mówić, po prostu są i zostawmy tą sprawę. Obawiałam się, że w przypadku Zary sprawa będzie podobna. Bo nie oszukujmy się, wszystkie sieciówki robią się do siebie podobne. A jak miałam nieprzyjemność być na większej promo w Zarze, to ten sklep wyglądał jak naprawdę gorszy rodzaj second handu i ta sytuacja trwała nie przez jeden dzień, ale przez parę tygodni, gdy większość sklepów już się ogarnęła. Niestety po tej sytuacji, mój szacunek do tego sklepu zmalał, ale czy wzrósł po przyjrzeniu się nowej linii kosmetyków ? Zapraszam do czytania !

Linia weszła z okazji zbliżających się świąt w tamtym roku. W kolekcji znalazło się 12 odcieni matowych pomadek ust i 8 szminek w płynie. Były to odcienie jesienno-zimowe. Autorką kolekcji kosmetyków jest znana charakteryzatorka Pat McGrath. Pomysł powstał w Los Angeles, a kosmetyki zostały wyprodukowane we Francji.

Można kupić zestaw lub pojedyncze produkty. Ja miałam okazję przetestować zestaw w którym jest : Pomadka w sztyfcie, pomadka płynna i kolorówka. Cały zestaw kosztował 89,90 zł.

Pierwsze wrażenie ? Wow! Ten zestaw naprawdę  mnie zaskoczył. Przede wszystkim, swoją elegancją, stylem i jakością. Samo opakowanie  w którym są kosmetyki jest na 5+, a reszta ? Reszta tak samo.




Pomadka w Sztyfcie

Eleganckie opakowanie, zamykana na magnes. Dodane sztuczne uczucie ciężkości, by podnieść wartość produktu. Na pewno robi wrażenie też grawerunek na opakowaniu pomadki, jak i na niej samej "ZARA".  Zapach pomadki, delikatny, ale trochę wpada w czekoladę, zapada w pamięć. Przyjemnie rozprowadza się na ustach, a trwałość wyjątkowo długa, bo do 6h. Zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji i trudno byłoby ją pomylić z jakąś inną.





Pomadka płynna i konturówka

Podtrzymuję opinie powyżej, jednak te produkty zrobiły na mnie po prostu mniejsze wrażenie. Są tak samo dobre. Wykonane z dużą jakością, klasą, ale nie mają tego "czegoś". Pomadka płynna trochę krócej trzyma się na ustach, ale naprawdę niewiele. Zapach nadal jakby delikatnej czekolady. W przypadku konturówki, odcień został bardzo dobrze dobrany. Od konturówki wiele nie wymaga, jest tak samo dobra jak reszta zestawu.





Podsumowując, nic nie mam do zarzucenia temu zestawu. Pokazał klasę i elegancje. Wydaje mi się też, że ZARA chciała się w ten sposób wyróżnić, że nie jest jeszcze zwykłą sieciówką, a ma nadal swój styl i jakość. Jeśli ktoś jest maniakiem kolorówki to uważam, że pomadka w sztyfcie jest obowiązkowym "must have". A Wy znacie linie kosmetyków Zara ? Podzielcie się w komentarzu!
Jak chronić się przed smogiem- Według blogerek

Jak chronić się przed smogiem- Według blogerek

Hej kochani! Smog ostatnio jest bardzo popularnym tematem, ale nie bez powodu ! Wiedzieliście, że to zjawisko ma fatalny wpływ na naszą skórę ? Sprawa wydaję się naprawdę poważna, dlatego wraz z innymi blogerkami przygotowałyśmy dla Was rady jak chronić naszą skórę przed smogiem. Zapraszam do czytania !


W chwili wstępu, czym smog jest ? To zjawisko występuje wtedy, gdy w powietrzu znajduje się dużo zanieczyszczeń, a warunki atmosferyczne – np. brak wiatru czy mgła – sprzyjają ich koncentracji. Smog londyński (siarkowy) – występuje głównie zimą i ma związek z paleniem w piecach. Zawiera przede wszystkim tlenek siarki, tlenki azotu, tlenki węgla, sadzę i pyły. W Polsce występuje w Krakowie i na Górnym Śląsku. Negatywnie wpływa na układy oddechowy i krążenia.

Naturalnie Piękna
Ochrona skóry przed smogiem jest bardzo trudna do zrealizowania. Osobiście uważam, że kosmetyki tylko w niewielkim stopniu zdołają uchronić nas przed nieczystym środowiskiem. Według mnie najważniejsze jest  codzienne prawidłowe oczyszczanie skóry.  Ponadto staram się unikać spacerów w mieście i ograniczam jazdę samochodem. Wieżę, że jak każdy z nas będzie troszczył się o środowisko zdołamy pokonać problem smogu.


Cherry Belle
Smog, to niewątpliwie bardzo duże zagrożenie zarówno dla naszego zdrowia, jak i skóry. Jako mieszkanka dużego miasta, niestety odczuwam na przestrzeni lat, pogorszenie się jakości powietrza i jeśli mam choć jedną, wolną chwilę, staram się kierować w rejony lasów i polan, gdzie od razu czuję świeże i czystsze powietrze. Statystyki szokują, mówiąc, iż Polska jest jednym z krajów, gdzie mamy najgorszą jakość powietrza, trzeba więc się dobrze chronić. Skóra nastawiona na działanie tak szkodliwych czynników zewnętrznych, jak smog, potrzebuje dobrej ochrony, ja działam w tym temacie, przede wszystkim dobrymi kremami z zawartością naturalnych składników. Kosmetyki te, muszą zawierać aktywne substancje, które złagodzą działanie zanieczyszczonego powietrza, ale cenię też zawartość filtrów przeciw promieniowaniu UV, ważne jest tez dobra regeneracja naskórka i nawilżenie, bowiem skóra w takim otoczeniu szybciej wysusza się i szybciej starzeje. Idealny kosmetyk antysmogowy, musi u mnie tworzyć na skórze dobrą tarczę, ochronę, jednocześnie łagodzić i odżywiać skórę.

Joy of Jelly 
Nie da się ukryć, że smog to jeden z głównym tematów w Polsce. Mieszkam w dość zanieczyszczonej dzielnicy Warszawy, gdzie widać gołym okiem co się dzieje w powietrzu. Przyznam szczerze, że zwracam na to uwagę, ale raczej ze względu na swoją astmę, niż ze względu na cerę. Jeśli chodzi o ochronę skóry to regularnie od ponad roku (dzień w dzień) używam filtra przeciwsłonecznego, który również zabezpiecza naszą skórę przez zanieczyszczeniami. Nie ważne czy wychodzę na 20 minut, czy na dwie godziny SPF 40-50 PA+++ musi być. Ważne jest aby używać filtrów z pełnym spektrum! W samej pielęgnacji robię tak, jeśli długo przebywałam na dworze to zawsze staram się mocniej oczyścić swoją skórę, np. maseczką czy mocniejszym żelem.

 Kwadrans dla Ciebie
 Mieszkam w Krakowie, gdzie smog jest największą naszą zmorą. Odpowiednia pielęgnacja stanowi dla mnie podstawę. W codziennej pielęgnacji stawiam przede wszystkim na oczyszczanie skóry - wieczorny demakijaż i maski oczyszczające, jak również na stosowaniu kosmetyków z przeciwutleniaczami - witamina C i A. W celu ochrony skóry, codziennie rano przed wyjściem z domu stosuję krem z filtrem.


Czerwona Storna Nieba
Osoby które mnie znają wiedzą, że najważniejszym aspektem mojej pielęgnacji jest idealny demakijaż. Trudne warunki zewnętrzne sprawiają, że jest on jeszcze ważniejszy. Dlatego też, do oczyszczania twarzy, wybieram środki zawierające w swoim składzie węgiel aktywny. Działa niczym magnes i w szybki sposób wyciąga  z naszej skóry wszelkie zanieczyszczenia. Kolejnym krokiem jest tonizacja, do której stosuję zamiennie toniki oraz hydrolaty. Wyciągi roślinne solidnie nawilżają i koją zmęczoną cerę. Cera narażona na szkodliwe działanie smogu powinna być odpowiednio nawilżona, dlatego dobrym rozwiązaniem jest stosowanie serum z kwasem hialuronowym. Przyda jej się także działanie antyoksydantów, które zabezpieczą ją przed działaniem wolnych rodników. Z tego też względu swoje kremy na dzień oraz na noc wzbogacam witaminą E. Kupiona za niewielkie pieniądze pozwala nam wzmocnić każdy, nawet ‘zwykły’ krem.

Uważam, że sama pielęgnacja to nie wszystko, a najlepsze efekty daje podejście holistyczne. Nie zapominajmy zatem o odpowiednim nawodnieniu! Warto zaprzyjaźnić się nie tylko z wodą, ale także ziołami i zieloną herbatą. Do tego mnóstwo zielonych warzyw liściastych – szpinaku czy jarmużu.

Takie proste patenty sprawiają, że walka ze smogiem nie musi być ani trudna i radykalnie zmieniona, ani droga. 

 Secretaddiction
 Długo bagatelizowałam problem smogu. Byłam go świadoma, ale jeszcze kilka lat temu żyłam w beztroskim przeświadczeniu, że być może media trochę wyolbrzymiają;). Dziś już ciężko nie dostrzec smogu. Coraz częściej jest on nie tylko wyczuwalny, ale i widoczny gołym okiem...

Toksyny znajdujące się w powietrzu mogą przenikać nie tylko przez nasze drogi oddechowe do krwiobiegu, ale także we włosy i przedostawać się w głębokie warstwy skóry… Moja pielęgnacja nie jest typowo ukierunkowana na anti-pollution. Choć miałam już okazję używać pierwszych kosmetyków anty-smogowych takich jak np. Miejski krem ochronny Resibo.

Od wielu lat kieruję się jednak kilkoma uniwersalnymi zasadami, które zauważyłam, że z roku na rok zyskują na popularności. Przede wszystkim stawiam na delikatne, ale dokładne oczyszczanie cery. Z reguły jest ono u mnie dwuetapowe – najpierw płyn micelarny, a następnie pianka lub żel do oczyszczania twarzy. Nigdy nie kładę się spać bez dokładnego demakijażu. Unikam agresywnego złuszczania cery, ponieważ podrażniona, zaczerwieniona i pozbawiona naturalnej bariery ochronnej skóra, staje się uwrażliwiona i jest bardziej podatna na szkodliwe działanie pyłu. Zamiast tego stawiam na płatki peelingujące, peeling enzymatyczny i kwasy o niewielkim stężeniu. Chętnie sięgam również po maseczki oczyszczająco-wygładzające oraz nawilżające. Moja pielęgnacja z reguły jest wieloetapowa. Sporo w niej kosmetyków koreańskich, które bardzo często mają lekkie konsystencje, ale jednocześnie ładnie chronią i regenerują skórę. Kosmetyki nakładane warstwowo lepiej ochronią cerę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych niż sam krem;) Dlatego chętnie korzystam z dobrodziejstw zarówno esencji, serum jak i kremu. Nigdy nie zapominam też o toniku. Staram się wzmacniać naturalny płaszcz lipidowy naskórka poprzez kosmetyki o działaniu nawilżająco-kojącym. Ważnym elementem mojej pielęgnacji są również kuracje składające się z kosmetyków bogatych w antyoksydanty takie jak witaminy C i E czy np. wyciąg z zielonej herbaty etc. W makijażu preferuję formuły pudrowe, w tym kosmetyki mineralne, które są zdrowsze dla skóry i często zawierają filtr SPF. Ciężko ocenić już teraz skuteczność mojej pielęgnacji w odniesieniu do smogu, ponieważ to z pewnością okaże się po latach. Na tę chwilę mogę jednak przyznać, że w porównaniu do rówieśniczek moja cera wygląda naprawdę dobrze. Nie jest zaczerwieniona, mocno zanieczyszczona ani nie posiada przebarwień.

Na koniec, dziękuje wszystkim blogerką, które chciały zabrać głos w temacie ! <3


Olej, który pachnie papierosami ? O.O

Olej, który pachnie papierosami ? O.O

Hej kochani! Oleje to chyba jeden z ulubionych tematów na beauty blogach.  Kiedyś odrzucane, a teraz są obowiązkowym elementem u wielu osób w pielęgnacji. Firmę BioOleo poznałam dzięki ShinyBox. Była w porządku, nawet zapadła mi w pamięć, ale potem nasze drogie jakąś nieszczególnie się krzyżowały. Ostatnio w 75% promocji miałam okazje nabyć olej Macadamia o zapachu whiskey z tytoniem. Co z tego wyszło ? Zapraszam na post !



Na początku powiem Wam, że bardzo lubię dobre, męskie perfumy. Chyba ta cecha zadecydowała o zakupie przeze mnie tego oleju.  Ten olej, jak i inne z BioOleo dostajemy w szklanej buteleczce z brązowego szkła. Wydaje mi się, że to i logo ze słonikiem są naprawdę decydującymi cechami, które zapewniają firmie BioOleo w miarę rozpoznawalność na rynku.

W opakowaniu jest 30 ml, w cenie normalnej 80 zł. Jest to dosyć sporo jak na olej. Olej w konsystencji jest bardzo przyjemny, bezproblemowo rozprowadza się po twarzy, ale w tym zakresie używałam go tylko raz. Pojawiły się subtelne, czerwone plamki po użyciu. Ponadto średnio podoba mi się efekt, że moja twarz pachnie męskimi perfumami, bo na szczęście ani tytoń ani whiskey nie jest  wyczuwalny. Mam wrażenie też, że jak przyjemne zapachy są ulotne, to ten chodził za mną cały dzień. Jedynie zastosowanie znalazłam jako olejek do kąpieli. Tylko w wannie umiem z nim wytrzymać, jest po prostu dla mnie za mocny i nawet drażniący.  Uważam natomiast, że to super produkt dla panów, którzy mają ochotę na olej,  a nie chcą pachnieć owockami :)

W temacie składu nie jest on najkrótszy, jak na olej, ale musimy pamiętać, że ten zapach nie bierze się znikąd :)

Oil Macadamia Temifolia Seed, Parfum, Citronellol  Eugenol, Coumann, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Ceclohexene Carboxaldehyde

Znacie z innej firmy olej, który pachnie męskimi perfumami ? Używalibyście ? Podzielcie się w komentarzu :)
Zwroty za zakupy ? - Platforma Tipli

Zwroty za zakupy ? - Platforma Tipli


Zakupy przez internet w tych czasach są już codziennością. Są wygodne, mamy więcej czasu na decyzje oraz nie tracimy zbędnego czasu w kolejkach. Zakupy w internecie to już nie tylko wygoda, ale okazuje się, że można mieć z nich zysk. Dokładnie mowa tu o zjawisku cashback , czyli w skrócie zwrot pieniędzy za zakupy. Przyznam, że nie sądziłam kiedyś, iż będzie coś takiego możliwe, a staje się to coraz bardziej popularne. Wiele marek zwraca nam za zrobienie u nich zakupów. Taką formę zysku oferuje nam również portal cashback  Tipli.pl , który zbiera wszystkie, dobre zwroty na jednej stornie.



Wszystko przebiega dosyć prosto. Platforma dba o prostotę i łatwą dostępność dla użytkownika. Darmowe konto możemy założyć przez Facebook lub  konto Google. Jeśli żadna z tych opcji nas nie interesuję, można założyć konto standardowe. Spokojnie, nie wymaga ono podania miliona informacji. :)




Kolejnym krokiem jest wybór sklepu. Jest naprawdę  sporo dobrych marek, które współpracują z platforma Tipli.pl W zakresie urodowym to między innymi : Iperfumy.pl, Douglas, Natura, Dr Irena Eris, Sephroa. Ja  bardzo lubię drogerię Iperfumy.pl  Na pewno ją znacie, mają naprawdę bardzo szeroki asortyment i często po prostu nawet stacjonarnie nie mogłam czegoś dostać, a okazywało się, że jest to w tej drogerii. Dzięki platformie Tipli możemy otrzymać aż 5% zwrotu z zakupów tam. Tak naprawdę nic innego więcej nie trzeba. Po prostu strona Tipli.pl przekierowuje nas na stronę przykładowo Iperfumy.pl i tam  robimy zakupy. Jest to 100% bezpiecznie i coraz bardziej popularne.



Ponadto pieniądze zarobione na platformie bez problemu możemy przelać na nasze konto bankowe. Wystarczy w zakładce Wypłata cash back uzupełnić dane osobowe, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy.

Takie platformy jak Tipli są dla wielu osób pewnie nowością. Moim zdaniem, jest to dosyć przydatna sprawa, by zaoszczędzić sobie parę groszy i z pewnością będę z niej korzystać. Najprostszą formą oszczędności są tam też gazetki promocyjne. Śledząc je można trafić na wiele okazji. Dobrym przykładem są drogerie. W Hebe gazetka promocyjna kryje mnóstwo ofert, ale kto z nas lubi zbierać makulaturę? No właśnie, zapewne nikt. Tipli.pl ma jednak na to sposób. Wszystkie gazetki są tam w jednym miejscu, posegregowane w przejrzystych kategoriach. Wystarczy usiąść wygodnie w fotelu i przeglądać aktualne oferty promocyjne. Planując w ten sposób zakupy oszczędzamy nie tylko pieniądze i czas, ale także środowisko.

A wy korzystaliście może z cashback ? Może znacie nawet platformę Tipli.pl ?
Kolejna nowość- Ringana

Kolejna nowość- Ringana

Hej kochani! Dzisiaj znowu wracam do Was z tematem kosmetyków naturalnych. Przyznam, że nie było to zamierzone, ale jakąś ostatnio akurat te kosmetyki wpadają mi w ręce. Tutaj będziemy mówić o kosmetykach firmy Ringana, zatem zapraszam na post !

 Firmę Ringana miałam okazję poznać na targach Oh!Beauty Warsaw. Z relacji na IG i postu listopadowego wiecie, że miałam przyjemność załapać się tam jako influencerka. Razem z dziewczynami dostałyśmy torbę upominkową, między innymi kosmetyki Ringana. Kosmetyki te są z Austrii. Dosyć mocno podkreślają swoją naturalność w składach, ale też i podejście z duchem czasu. Sama strona internetowa jest zrobiona bardzo nowocześnie z postawieniem na minimalizm. Widać, że ta firma dopiero powoli, ale stopniowo wchodzi na rynek Polski.
 Kosmetyki te już z samego początku robiły na mnie dobre wrażenie. Preparat jak i serum były owinięte w bawełniany, mały ręczniczek do twarzy. Sądzę, że to dosyć oryginalny sposób prezentacji produktu.




Preparat upiększający o działaniu detoksykującym  FRESH ADDS glow


Preparat z serii Adds wyróżnia się swoim opakowaniem na tle innych kosmetyków. Ciężko mi porównać je z jakąś inną firmą. Szklane, przezroczyste opakowanie z wyrytymi ( nie naklejonymi!) napisami. Bardzo lubię widzieć ile zostało mi jeszcze produktu do zużycia. Jest to produkt, który przeznaczony jest dla osób żyjących w większych miastach i borykających się z problemem smogu i innych zanieczyszczeń. Jest to cytując " Naturalny kompleks detoksykujący chroni przed wpływami środowiska. Skóra odzyskuje młodzieńczą promienność. " Kosmetyk ten ma konsystencje wodnistą, ale też trochę oleistą. Całkiem przyjemnie rozprowadza się na twarzy, czemu towarzyszy naprawdę wyjątkowo delikatny, roślinny zapach. Nakładam go pod krem, a najlepiej jak mam ogólnie no make up day, ewentualnie też na noc. Twarz wygląda dosyć ładnie i promiennie. Skład również całkiem przyjemny mimo, że nie najkrótszy. Czy tylko mi tak miło jest czytać składy, które są rozpisane i wiemy CO TO JEST ?

Citrus aurantium dulcis fruit water* (woda z pomarańczy), Nelumbo nucifera root water (woda lotosowa), Rosa damascena flower water* (woda różana), Niacinamide (witamina B3), Pentylene glycol (roślinny nawilżacz), Ascorbyl glucoside (derywat witaminy C), Glycerin (nawilżacz), Pyrus malus fruit water (woda jabłkowa), Arginine (nawilżający aminokwas), Glucosyl hesperidin (bioflawonoid pobudzający mikrokrążenie), Marrubium vulgare extract (odkażająca substancja czynna z szanty zwyczajnej), Hamamelis virginiana leaf extract* (ekstrakt z oczaru), Sclerotium gum (naturalny środek żelujący), Sodium phytate (antyoksydacyjny ekstrakt z otrębów ryżowych), Citric acid (kwasek cytrynowy), Alcohol°, Aqua°

* składniki z kontrolowanych upraw ekologicznych
° wchodzi w skład produktu jako element substancji czynnej




 Serum nawilżające FRESH hydroserum

Jest to również serum, ale mam wrażenie, że z serii jeszcze przed zmianą designu kosmetyków. Nie jest złe, ale widać, że to po prostu nie ta seria. Sam kosmetyk prezentuje się również dobrze. Tutaj mamy 30 ml czyli trochę więcej, bo w powyższym jest zaledwie 15ml. Serum to ma konsystencje bardziej wodnistą, ale mam wrażenie, iż jednak jest bardziej treściwe. Zapach również roślinny, ale inny i tak samo ładny, przyjemny dla nosa. Również  nie ma problemu z rozprowadzeniem po twarzy. Bardzo przyjemnie się nakłada. Tu niby jest obiecana redukcja zmarszczek. Bardzo nie lubię tych pustych obietnic, dlatego tu daje minusika. Mam małe i płytkie zmarszczki, a produkt mimo używania zalecanego ( czyli 2 razy w tyg) nic z nimi nie zrobił. Jednak poza tą sztuczną obietnicą, serum jest naprawdę przyjemne. Wrażenie wyjątkowo odżywionej twarzy i po prostu lepsze jakby wchłanianie kremu w kolejnym etapie pielęgnacji. Tutaj skład jest natomiast o wiele wiele większy, ale również jest on "tłumaczony" do naszych potrzeb. 


Aqua (woda), Rosa damascena flower water* (woda różana), Glycerin (roślinny nawilżacz), Cetearyl olivate (emulgator microcell z oliwek), Sorbitan olivate (emulgator microcell z oliwek), Xylitylglucoside (nawilżający kompleks cukru brzozowego), Xylitol (naturalny alkohol cukrowy), Ectoin (wysokiej jakości regulator wilgotności z funkcją ochrony skóry), Anhydroxylitol (odbudowujący kompleks cukru brzozowego), Nigella sativa seed oil* (olej z czarnuszki), Ceramide 3 (lipid wspierający naturalną barierę skórną), Totarol (antyoksydacyjny, przeciwbakteryjny ekstrakt z zastrzalinu totara), Olea europaea leaf extract (nawilżająca i antyoksydacyjna substancja czynna z liści drzewa oliwnego), Aloe barbadensis leaf juice* (żel ze świeżego aloesu), Elaeis guineensis fruit extract (naturalne tokoferole i tokotrienole), Hydrolyzed olive fruit (antyoksydacyjny ekstrakt z oliwek), Hydrolyzed walnut extract (pielęgnujący ekstrakt z orzecha włoskiego), Hydrolyzed grape skin (ekstrakt ze skórki winogron o działaniu chroniącym skórę), Sodium hyaluronate (kwas hialuronowy), Ubiquinone (koenzym Q10), Tocopherol (witamina e), fagus sylvatica bud extract* (wzmacniający ekstrakt z pąków buku), Prunus cerasus bud extract* (pielęgnujący skórę ekstrakt z pąków wiśni), Galactaric acid (antyoksydacyjna substancja czynna z pektyn), Prunus persica bud extract* (nawilżający ekstrakt z pąków brzoskwini), Vitis vinifera bud extract* (ochronny ekstrakt z pąków winogron), Hydrolyzed tomato skin (ekstrakt ze skórki pomidora przeciwdziałający starzeniu), Citric acid (kwasek cytrynowy), Phenethyl alcohol (alkohol fenyloetylowy), Capryloyl glycine (naturalny związek glicyny i kwasu kaprylowego), Undecylenoyl glycine (naturalny związek glicyny i kwasu undecylenowego), Dehydroxanthan gum (roślinna substancja żelująca), Lecithin (roślinny budulec błon komórkowych), Arginine (nawilżający aminokwas)
* składniki z kontrolowanych upraw ekologicznych




 Podsumowując, jest to naprawdę fajna i ciekawa firma nad którą warto się zastanowić. Uważam, że fani składów będą naprawdę zadowoleni z powodu tych kosmetyków. Nie mam im wiele do zarzucenia, no może poza ceną, która jest dosyć wysoka. Za preparat Fresh musimy zapłacić 40 Euro, a za serum 48 Euro. Są to ceny naprawdę wysokie, ale dla fanów składów, ekologicznych produktów wydaje mi się, że to jednak nie tak dużo. Bo spójrzmy na firmę Clarins, tam płacimy 300 zł za krem, a skład ich kremów pozostawia wiele do życzenia.



Saszetka o ktorej warto napisać !

Saszetka o ktorej warto napisać !

Witajcie ! Bardzo rzadko piszę o próbkach lub saszetkach, bo uważam, że po prostu nie warto. Nie są to produkty wymiarowe, w większości starczą zaledwie na raz, więc po co ? Tym razem postanowiłam trochę zmienić zasady i przychodzę do was z maską w saszetce od firmy BEAVER Proffesional.



Firma Beaver Professional reprezentuje kosmetyki profesjonalne, nie znajdziemy ich w każdym, lepszym sklepie. Ceny również odstraszają, bo cena jednego kosmetyku waha się od 50 do nawet 150 zł. Nie są to kwoty na każdy budżet. Dzisiaj oceniamy maseczkę, której w saszetce mamy 30 ml za 9 zł ,a normalnie jest ona za 150 zł za 500 ml. Uważam, że większość drozszych firm powinno robić tego typu miniaturki, by klient mógł się zapoznać z ich marką.

Maska Total Luxury Hair Care przeznaczona jest do włosów suchych, kruchych, kędzierzawych, matowych itp. W skrócie wydaje się, że wręcz do zadań specjalnych. Producent podkreśla w niej obecność w niej kreatyny, laktoferryny.

Maska jest w konsystencji gęsta, kolor biały. Zapach  jest przyjemny. Czuć, że produkt z wyższej półki i w miarę długo utrzymuje się na włosach, ale tez na cuda nie liczmy CHyba tylko banan od Garniera był wyczuwalny cały, jeden dzień. Ponadto rozprowadza się całkiem dobrze na włosach. Pozostawiam ją na w około 10-15min. Starczy spokojnie na 5-6 myć przy rozsądnym używaniu, więc dlatego polecam. Jest ona moim ratunkiem, gdy na przykład wracam do domu i nie wezmę ze sobą maski do włosów. Po nim włosy naprawdę są przyjemne. Bezproblemowo się układają, wyglądają na zdrowe, lśniące. Włosy się zbytnio do niej nie przyzwyczajają, a miałam z tym problem w przypadku jednej maski z Artego.
Najtrwalsze matowe pomadki ever  #Maybelline

Najtrwalsze matowe pomadki ever #Maybelline

Hej kochani! Zapewne wielu z Was szukało, może nawet dalej szuka trwałeś pomadki. Takiej, która nie ściera się po jedzeniu, nie trzeba jej ciągle poprawiać oraz nie robi skorupy z naszych ust! Wydaje się to naprawdę niemożliwe, by znaleźć taką pomadkę i nie wydać fortuny.  Ja znalazłam i jestem zachwycona, więc już pewnie wiecie jaka to będzie recenzja :) Jeśli jesteście zainteresowani ciągiem dalszym to zapraszam  !



Przyznam bez bicia, że zazwyczaj firme Maybelline traktowałam jako taki średniak. Ich tusze są po prostu w porządku  w moim zdaniem są adekwatne do ceny. Podczas promocji  już w ogóle nie mam nic do zarzucenia. Pomadkami nieszczególnie się  interesowałam, póki nie trafiłam na zagraniczny youtube i serie Matte Ink. Już dawno nie widziałam tak zachwalanych pomadek. Niestety nie były one wtedy jeszcze tak łatwo dostępne stacjonarnie. Wraz z współlokatorką zamówiłyśmy po jednej ze sklepu iperfumy.pl Nie były tam wtedy najtańsze , bo za 25 zł, teraz są już dostępne po 20-25zł juz z wysyłką. Wszystko dotarło bardzo szybko i sprawnie, więc spokojnie mogę Wam polecać tą stronkę.
Kolejny odcień zakupiłam w drogerii Laboo za 20 zł!

Pomadka ma bardzo stylowy i przyjemny design, tu naprawdę nic nie mam do zarzucenia. Przyznam, że ma też całkiem ładny zapach, ale nie umiem go porównać do czegoś innego. Konsystencja jest  gęsta, a ta kupiona wcześniej zmienia mi się trochę w glutka ( po 3 miesiącach od otwarcia). Chyba jedynym minusem jest aplikacja. Trzeba wykonywać ją dosyć precyzyjnie, bo łatwo wyjść poza kontur, a potem ciężko to zmyć. Jak przebrniemy przez ten etap, możemy cieszyć się ślicznymi ustami już do końca dnia. Brzmi to jak reklamowy chwyt, ale taka jest prawda. Pomadki nie da się tak łatwo zlizać, ja używam do zmycia płynu dwufazowego NIVEA. Dla jednych to wada, dla mnie ogromna zaleta, bo nie muszę się martwić zniknięciem pomadki po 2-4h. Ponadto nie zmienia ona moich ust w okropną, sucha skorupę.

Jednak by cieszyć się trwałością polecam na noc nałożyć balsam na usta (np Carmex) rano wytrzeć go (np chusteczką) i dopiero potem nałożyć pomadkę. Jest to naprawdę niezawodny sposób, który często stosuje.



Maybelline Matte Ink



A wy znacie pomadki Maybelline z serii Matte Ink ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu.



Hity kosmetyczne, które muszę kupić !

Hity kosmetyczne, które muszę kupić !

Hej kochani! Dzisiaj luźniejszy post o hitach, które każdy zna, a których ja jeszcze nie miałam, a muszę  wypróbować. Poza podstawowym pokazaniem kosmetyku, napisze Wam, dlaczego są hitami, ile kosztują oraz kiedy planuje je kupić. Zapraszam na post !





Tonik PIXI

Jest to hit od około chyba pół roku. Amerykański youtube żył tym kosmetykiem już pół roku temu. Jest to jeden z etapów pielęgnacji, który ma przygotować naszą skórę na kolejne działania. Przede wszystkim podobno pomaga w oczyszczaniu cery. Wiele osób się chwali, że ma o wiele mniejsze problemy z przykrymi niespodziankami na twarzy. Skóra jest w lepszej kondycji, promienna i gładka. Tonik jednak nie jest tani, bo za 100 ml musimy dać 55 zł Sephora . Planuje jego zakup jeszcze w tym miesiącu.



Maseczka GLAM GLOW


Marka również dobrze wypromowana przez blogerki/vlogerki. Jedni uważają, że jest to cudo inni, iż to tylko takie gadanie. Chciałabym sama wypróbować i stwierdzić ile w tym prawdy,  a ile fikcji. Kusi mnie wersja fioletowa Gravitymud. Za tą przyjemność musimy dać 65 zł/15g lub 229/50ml. Nie wiem osobiście, kiedy ją zakupie, ale na przyszłość jest na mojej liście zakupów. Wersja fioletowa ma napinać i ujędrniać skórę.



Swanicoco Gold Plant


Nie jest to znany hit, ale ten kosmetyk tak mnie zauroczył, że wiedziałam, iż musi znaleźć sie na tej liście. Jego recenzje znalazłam na blogu Sakurakotoo.  Jest to produkt azjatycki z naprawdę obiecującymi efektami. Efekt glow na skórze, szybkie gojenie się niedoskonałości, wyrównanie kolory, nawodnienie skóry i wiele innych, to obiecuje, to cudo. Ponadto zauroczy Was  bardzo dobry skład tego produktu. Wolny od jakichkolwiek szkodliwych czy kontrowersyjnych substancji, a także nie testowany na zwierzętach. 1 w składzie jest żeń szeń, a nie woda ! Niestety jest trudno dostępny, a jego cena to koło 52 USD. Nie wiem kiedy sobie na niego pozwolę.



Paleta ZOEVA


Palety Zoeva są dobre i po prostu chwalone. Miałam okazje ja wypróbować dzięki mojej współlokatorce. Cudowna pigmentacja cieni i całkiem długo się utrzymywały na powiece. Dlatego, że nie chcę już podbierać mojemu ziomkowi planuje w najbliższym czasie kupić ją sobie. Normalnie jest za 90 zł w Sephorze w promocji można ją było dostać za 60 zł



Kiehls Krem pod oczy Awokado


Każdy kto interesował się mocną pielęgnacja skóry pod oczami musiał trafić na ten krem. Wychwalany hit internetu, który naprawdę porządnie zadba o skórę w tamtych okolicach.
" Nie uczula, nawilża, redukuje cienie pod oczami, jest wydajny." Jest to jedna z przykładowych recenzji, a jest ich naprawdę bardzo dużo. Jest to jednak krem, którego chyba cena najbardziej koli w oczy, bo za 14g musimy zapłacić 119 zł. W najbliższym czasie nie planuje jego zakupu.



 Kiehls Midnight Recovery Concentrate



Nazywane jednym z najlepszych serum na noc. Popularny wśród znanych yotuberek, jak na przykład Karolina Stylizacje, ale i nie tylko. Odnawia, regeneruje, plus w 99,8 % ma składniki pochodzenia naturalnego. Niestety jego cena również nie należy do najniższych, bo za 15ml musimy zapłacić 110zł, a za 30ml 185zł.




Macie kosmetyki, które wiecie, że musicie kiedyś mieć, ale to jeszcze nie ta pora ? Piszcie w komentarzach !! Zapraszam tez do polubienia mojego Fanpage na  FB !

Demakijaz i mycie twarzy w jednym produkcie ?

Demakijaz i mycie twarzy w jednym produkcie ?

Kosmetyki naturalne są w modzie i nie ma tego co ukrywać. Ciągle dowiadujemy się o jakiś nowych markach, które chcą się przebić na rynku. Konkurencja jest ogromna, a obietnice trzema przyznać bardzo często te same. Przede wszystkim "naturalny" skład i dobroczynne działanie dla naszej skóry.
Średnie mam do nich nastawienie, bo bardzo często te "naturalne" są po prostu gorsze od firm, które nie ukrywają się pod napisem natural. Czasami jednak postanawiam dac nowej firmie szanse i dzisiaj padło na Organic Life.



Firma nie była mi wcześniej znana, zdecydowałam się na zakup pod wpływem impulsu i szczerej chęci dania szansy nowej firmie. Wizualnie nawet mi przypadła do gustu. Estetyczny, prosty, przyjemny dla oka design. O firmie samej w sobie za dużo nie ma, po prostu  jest rodzinna. Moim zdaniem naprawdę jest to mało i ubogo, ale z tego powodu produktu nigdy nie skreślam. Zainteresował mnie balsam do mycia i demakijażu twarzy Skin Essential.  Jest to produkt, który ma przeznaczenie do demakijażu, ale również do mycia twarzy. Produkt odpowiedni dla wegan i wegetarian. Podkreślane jest mocno wykorzystanie wyłącznie roślinnych składników.

Produkt ma konsystencje bardzo lekką, przypomina mi typowe mleczko do demakijażu. Po nałożeniu skóra nie szczypie oraz nie ma uczucia ściągnięcia, jednak efektu wow w demakijażu nie ma. Produkt zdecydowanie nie  dorównuje dwufazówce od NIVEA, ale w miarę daje radę. Makijaż usuwa po prostu wolniej, ale  delikatniej. Skóra nie jest podrażniona, zaczerwieniona.  W przypadku jednak mycia twarzy jestem na NIE. Pianki, które używam czuje, że usuwają pozostałe brudy z twarzy, tutaj czuje, że coś jest po prostu nie tak. Mam wrażenie jakby chęć przez prducenta pominięcia pewnego etapu pielęgnacji. Jest wrażenie nawilżenia skóry jednak jest ono wyjątkowo powierzchowne. Mam nadal uczucie niedomytej twarzy i nie nałożyłabym po tym balsamie kremu.


Skład nie należy do najkrótszych, ale nie jest jakąś niepokojący. Uwagę aplikacji zwrócił tylko 
 Alkohol benzylowy. Jest to funkcja rozpuszczalnika i dosyć słabe działanie alergenne.

 Aqua, Sodium Cocoyl Isethionate, Coco Betaine, Glycerin, Coco Glucoside, Sodium Lactate, Urea, Myosotis Alpestris Seed Extract, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Althaea Officinalis Root Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Stellaria Media Extract, Agropyron Repens Root Extract, Althaea Rosea Flower Extract, Linum Usitatissimum Seed Extract, Symphytum Officinale Root Extract, Oryza Sativa Extract, Benzyl Alcohol, Glyceryl Oleate, Ethylhexylglycerin, Parfum, Lactic Acid, Sodium Chloride  



Podsumowując, produkt zdecydowanie nie jest przełomowy. Moim zdaniem jest po prostu dobry. Przewidywałam, że nie dostane cudownego 2w1 więc nawet specjalnie zawiedziona. Dla osób z delikatna skórą ten produkt się sprawdzi, bo jest bardzo delikatny, w przypadku mycia twarzy jestem na nie. Dla mnie to typowe mleczko do demakijażu za 30 zł. Czy kupię ponownie jakiś produkt z tej firmy ? Aktualnie raczej nie.

Seriale o edukacji seksualnej, które polecam

Seriale o edukacji seksualnej, które polecam

Hej kochani! Temat seksualności w Polsce nadal jest tematem tabu, co pisałam w poście recenzji książki Anji Rubik na która Was zapraszam! Dzisiaj przedstawie Wam dwa seriale, które dobrze i interesująco podeszły do tematu edukacji seksualnej. Nie brakuje w nich tematów takich jak masturbacja, aborcja, homoseksualizm i wiele innych. Seriale nie tylko dla młodzieży, ale też dla osób starszych. Każda z grup wiekowych znajdzie coś dla siebie.

Big Mouth (2017)


Jest to serial komediowy, animowany o dwóch kumplach, którzy zmierzają się z koszmarami okresu dojrzewania. Serial wyjątkowo kontrowersyjny, ale w moim odczuciu bardzo odważnie podchodzi do tematu. Momentami wulgarność jego, pokazuje jak bardzo jesteśmy zamknięci na temat swojej cielesności i seksualności. Pokazany jest też problem braku akceptacji swojego ciała, w tym narządów rozrodczych. Są one różne, nie zawsze piękne, ale nie powinny byś one powodem do kompleksu. Zauważyłam tam temat depresji i nawet uzależnień seksualnych.
Produkcja może z początku wprowadzić zamęt w naszej głowie, ale jeśli podejdziemy do niej z dystansem, to możemy spędzić naprawde miło czas, poznając stopniowo naszych bohaterów i ich problemy. Warto zwrócić uwage na samo oryginalne wykonanie animacji. Postacie lekko karykaturalne, ale przyjemne w odbiorze, szczególnie potworki hormony :)
Big Mouth ma już 2 sezony i z wielkimi oczekiwaniami czekam na 3. Bardziej poleciłabym go osobom starszym niźli młodszym. Więcej żartów i smaczków do odkrycia :)

Sex Education (2019)



Jest to serial, który wzbudza duże emocje w internecie. Bo jak przedstawić problemy z jakimi borykają się młodzi ludzie w przystępny i zrozumiały sposób ? Ten temat podjął serial Sex Education. Główny bohater Otis, dzięki wiedzy mamy, która jest seksuologiem udziela w szkole porad seksualnych. Rady są naprawdę sensowne, a większość zmierza po prostu ku zrozumieniu swojego ciała i jego potrzeb. Mamy obalone tam wiele mitów, a bohaterowie nie są stereotypowi. W serial idzie się szybko zaangażować, a nawet znaleźć swoje ulubione w nim pary. Serial ma sensowną fabułę choć czasami przewidywalną. Bohaterowie wzbudzają ogromną sympatie i z ciekawością oglądamy ich dalsze losy. Ten serial najbardziej powinny obejrzeć osoby młody. Edukacja seksualna w Polsce nie istnieje, a z tej samej produkcji można wyciągnąć wiele naprawdę wartościowych wniosków. Jak jak i naprawdę wiele osób mamy nadzieję, że serial dostanie 2 sezon.

Szaleństwo z Bath&Body Works

Szaleństwo z Bath&Body Works



Hej kochani! Firma Bath&Body Works jest Wam zapewne dobrze znana, jeśli nie to powiem, że jest cudowna hah. Niestety te kosmetyki nie należą do najtańszych. Większość produktów waha się cenowo od 60-100 zł. Trzeba przyznać, że nie są to kosmetyki na mój budżet. Zazwyczaj wole inwestować takie pieniądze  w pielęgnacje twarzy, a nie resztę ciała.  Jednak, w tamtym tygodniu, gdy byłam w Złotych Tarasach spotkała mnie niespodzianka. Promocja -50% a do tej promocji jeszcze jedna PROMOCJA 2+2. I jak sie tu nie zakochać ? Oczywiście, że musiałam zrobić zakupy. A co upolowałam ? Peeling do ciała Vanilla&Spice, krem do ciała  Violet Plum oraz Coconut Mint Drop i ostatnio kremowy żel pod prysznic Birch&Argan. Od razu powiem, że we wszystkich zapachach można się zakochać. Testy i moje wrażenia będą już dodane pewnie w lutym. Oficjalnie promocja jest do jutra, ale mi Pani w sklepie powiedziała, że jest do wyczerpania zapasów. Korzystajcie jeśli macie okazje ! :D
Czy polubiłam minerałki  ? - Lily Lolo

Czy polubiłam minerałki ? - Lily Lolo

Hej mordeczki! Temat minerałów jest już chyba wszystkim, sumiennym blogerkom dobrze znany. Jest to chyba też temat trochę na czasie, bo aktualnie jest okres życia zdrowo, byciem fit i wszystko natural. Dzisiaj przybliżymy się trochę tematowi minerałów i kosmetykom ogólnie Lily Lolo. Zapraszam na post !



O minerałach usłyszałam z blogosfery. Niekoniecznie wiedziałam czym są i jakie są ich zalety, postanowiłam trochę wgłębić temat. Kosmetyki między innymi Lily Lolo wolne są od drażniących substancji chemicznych, sztucznych barwinków oraz wypełniaczy, 100% mineralne podkłady Lily Lolo są nie tylko delikatne dla skóry, ale w ich skład wchodzi także tlenek cynku, który ma właściwości lecznicze. Z tego względu minerały polecane są osobom z cerą problematyczną i wrażliwą. Dzięki zawartości miki, która rozprasza światło, podkłady mineralne sprawią, że cera będzie wyglądała promiennie i zdrowo. Ponadto kosmetyki te nie były testowane na zwierzętach i są polecane dla Vegan. Warto też dodać, że podkład ma filtr UV, co dla mnie jest niezwykle istotne przez pielęgnacje już Anti Age. 

Pierwszy test z Lily Lolo przeprowadziłam w tym tyg na moim IG. Dla tych co nie mają mojego Instagrama serdecznie zapraszam @PaulaUrodowo! Dodaje tam relacje, nowinki kosmetyczne itp ;)




Podkład mineralny SPF 15

Przyznam, że byłam dosyć sceptycznie nastawiona do tego podkładu. Ogólnie nie lubię testować takich rzeczy. Naprawdę boję się, że taki produkt może mnie zapchać, a moje skóra źle znosi tego  typu sprawy. Ten podkład jest jednym z niewielu jakie dopuściłam do swojej cery. Mój faworyt to Bourjois i nie chciałam zmian, jednak trochę zmusiłam się do nich. Ponadto dodam Wam, że nie lubię pudrów. Zazwyczaj bardzo podkreślają moje zmarszczki mimiczne co dla mnie je już przekreśla. Dlatego jak widzicie miałam naprawdę sporo obaw. 
 Ze strony wizualnej wszystkie opakowania prezentują się po prostu świetnie. Elegancja, subtelność, minimalizm. Designer odwalił kawał całkiem dobrej roboty! Podkład po otwarciu faktycznie przypomina puder, ale jest jakby od niego o wiele delikatniejszy. Ważną sprawą jest dobranie odcienia, ale to już sprawa indywidualna. Na stronie Costasy macie tabelkę, która pomoże Wam w tym wyborze, polecam !
Sama aplikacja przebiegła dosyć sprawnie. Preferuje nakładanie na mokro, czyli przed aplikacją spryskuje mgiełką pędzel kabuki, wysypuje podkład a wieczko, nabieram i aplikuje na twarz. Zalecam koliste ruchy, najlepiej wtedy się rozprowadza. Jest bardzo delikatny,lekki  mam wrażenie, iż nie mam na twarzy podkładu, a sam krem, cudne uczucie. Minusem tylko jest krycie, trzeba nałożyć 2-3 warstwy by efekt po prostu jakiś był, poza ujednoliceniem koloru cery. Nie jestem pewna czy osoby z cera trądzikową, by były zadowolone.  
Ja natomiast podkład bardzo polubiłam. Przy nakładaniu nie muszę się martwić, iż został on źle nałożony i zostanie jakiś ślad, bo wiecie jak to jest rano, przy słabym świetle. Na razie mnie nie zapchał i liczę, ze to nigdy nie zastąpi.

MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]. 

Naturalny Prasowany Korektor

 Zalecenia  to przede wszystkim stosowanie na cienie pod oczy i przyznam, że na początku tak stosowałam. Aplikacja korektora w tej wersji jest naprawdę ciekawą opcją. Przyznam tez, że nie byłam pewna co do odcienia, ale zaryzykowałam biorąc Lemon Drop, który ma żółtawy odcień. Co najważniejsze korektor  nie powodował, że skóra  pod oczami wyglądała sucho jak u starszej osoby. Wyjątkowo delikatna w tamtym miejscu skóra, wyglądała po prostu na nawilżoną. Lekka formuła i dobre krycie można uzyskać spokojnie przy 2-3 warstwach.  W takim produkcie można na pewno się zakochać! Jest to naprawdę spory konkurent dla mojego ulubionego Catrice. W opakowaniu znajdujesz się 4g, ale czuje, że szybko go nie zużyje :)

MICA, ZINC OXIDE, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, TOCOPHEROL, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77007 (ULTRAMARINES), CI 77492 (IRON OXIDE)]



Naturalna Mgiełka Utrwalająca Makijaż
Jest to mgiełka przeznaczona do utrwalenia lub odświeżenia makijażu.  Przyznam, że tu lepiej by się sprawdziła przezroczysta buteleczka, lubię widzieć ile mi zostało produktu, ale wtedy średnio pasowałaby do całej serii. Mgiełka spełnia swoje zadanie, bez niej makijaż trzyma się po prostu krócej. Jest bardzo delikatna i nie czuć po niej jakiejś nieprzyjemnej warstwy. Z przyjemnością stosuje ją też w ciągu dnia.

AQUA (WATER), GLYCERIN, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT, CITRIC ACID, LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT
Osobno chciałam poruszyć temat składu. W mojej opinii nie mam im nic do zarzucenia. Wiadomo zawsze znajdzie się produkt, który bardziej mnie może kogoś uczulać, ale nie ma tu jakiś strasznych "niespodzianek". Myślę,że w tej kwestii fanatycy składów mogą być spokojni ^^

Na koniec macie efekt końcowy z wykorzystaniem samego podkładu, korektora i mgiełki. Bardzo subtelny :)
Tanie, ALE DOBRE #4 Olejek z drzewa herbacianego

Tanie, ALE DOBRE #4 Olejek z drzewa herbacianego

Hej mordki ! Przyznam, że sama trochę zapomniałam o serii Tanie, ale Dobre, ale podczas używania ostatnio olejku herbacianego zrozumiałam, że "Hej, to nadaje się do tej serii" i właśnie w ten sposób zainspirowana pisze dla Was dziś ten post! Ponadto zapraszam Was do poprzednich wpisów. Bardzo przyjemne Mleczko z firmy Celia, Duże szampony z firmy Joanna oraz wyjątkowy peeling od Selfie Project



Przedstawmy na początku bohatera dzisiejszego postu. Olejek herbaciany, który zakupiłam jest z firmy KEJ. Można go dostać już nawet za 8 zł/10 ml. Trzeba pamiętać, że jest to olejek, a nie olej, bo wielu osobom nadal to się myli. Olejki nie mają czystego składu. Zawsze  w nich jest jeszcze COŚ poza OLEJEM. Warto zawsze zwrócić uwagę na skład. Nasz kolega ma  w składzie : Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Limonene*, Linalool*, Geraniol*. Moim zdaniem skłąd mocno nie razi po oczach, jest w krótki i nie ma jakiś strasznych dodatków. Produkt jest w szklanej buteleczce z brązowego szkła. Jego cechą dominującą jest zdecydowanie zapach. Jest wyjątkowo mocny, dlatego polecam nie używać go w okolicach oczu, wyjątkowo podrażnia.

Pod spodem wypisze Wam do czego używałam olejku herbacianego i jak się sprawdził.

1.  Trądzik- Sposób polecany przez wielu blogerów/ vlogerów, przeze mnie wypróbowany niedawno. Nakładałam punktowo, bez rozcieńczania na zmiany skórce. Najczęściej na duże, czerwone cysty. Znacznie przyspiesza gojenie.

2. Oczyszczanie twarzy-  Olejek ten ma świetne właściwości przeciwbakteryjne. ROZCIEŃCZONEGO używam go przy oczyszczaniu twarzy pianką lub tonikiem. Ogólnie zalecany jest w stosowaniu przy cerze mieszanej bądź tłustej.


3. Opryszczka - Jest to moja zmora od kiedy pamiętam. Lubie się pojawiać do 2-3 razy w roku. Olejek herbaciany najlepiej sobie radzi z tą zarazą i w miare przyspiesza proces gojenia się. Pamiętajcie, by reagować w miarę szybko !

4. Porost włosów - Wierni czytelnicy wiedzą, że mam problem z wypadaniem włosów. Problem ten znacznie już ograniczyłam dzięki wcierce Jantara i zmiany diety, ale czuje jeszcze, że cebulki nie są wystarczająco mocne. Olejek herbaciany działa bakteriobójczo. W małych ilościach, delikatnie rozcieńczony nie podrażni skalpa a oczyści skórę głowy, zalecam przed myciem.

5. Przeziębienie- Dodawałam 2-3 krople do gorącej wody w kubku. Udrażniał drogi oddechowe, odblokowywał mój zatkany. Kubek stał obok, zapach intensywnie isę rozchodził, a ja dalej mogłam pracować :3

A Wy stosowaliście może olejek herbaciany ? Koniecznie dajcie znać w komentarzu

Słynna wcierka  Jantara moim okiem

Słynna wcierka Jantara moim okiem

Wcierka Jantara znana jest chyba każdej osobie, która boryka sie z problemem wypadania włosów. U mnie problem rozpoczął  po wyprowadzce na studia, do innego miasta. Był to stresujący dla mnie okres, sporo włosów mi wypadło, cebulki były osłabione. Nie chciałam jednak inwestować w jakieś super, drogie produkty, sporo osób właśnie poleciło mi wcierkę z Jantara. Jak się sprawdziła? Czy polecam ? Zapraszam na post !



Produktu chyba nie muszę tego przedstawiać zbytnio. Firma Joanna jest dosyć przeciętna na rynku. Myśle, że marka nie sądziła, iż wypuści taki hit. Produkty ma dobre i w miare tanie, prócz słynnej wcierki nie wyróżnia się. Wcierka przeznaczona jest do skóry głowy i zniszczonych włosów. Podobno właściwości bursztynu tak wpływają na działanie wcierki.

Ogólnie samo opakowanie wcierki jest juz ciekawe i dosyć charakterystyczne. Ciekawy sposób aplikacji, a bursztyn jest juz chyba znakiem rozpoznawczym tego produktu.  Wcierka ma konsystencje typowo wodnistą, zapach równiez ma specyficzny, ale całkiem przyjemny. Nie ma problemu z aplikacją, wcierka tez nie przetłuszcza włosów, całkiem szybko się wchłania. Ciekaw ajest jedna sprawa składu, bo spójrzcie smai, nie nalezy on do najkrótszych.

Aqua, Propylene Glycol, Glucose, Amber Extract, Hedera Helix Extract, Lamium Album Extract, Arnica Montana Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Arctium Majus Extract, Calendula Offi­ci­na­lis Flower Ex­tract, Pinus Sylvestris (Pine) Bud Extract, Rosmarinus Officinalis Extract, Salvia Officinalis Extract, Euphrasia Officinalis Extract, Calendula Tropaeolum Majus (Nasturtium) Flower Extract, Citrus Medica Limonum Peel Extract, Arginine, Biotin, Zinc Gluconate, Acetyl tyrosine, Niacinamide, Panax Ginseng Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Calcium Pantothenate, Ornithine HCl, Polyquaternium - 11, Citrulline, PEG- 12 Dimethicone, Glucosamine HCl, Panthenol, Glyceryl Laurate, Tocopherol, Linoleic Acid, retinyl palmitate, Polysorbate 20, PEG-20, Zinc PCA, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool

Sporo naprawdę mozna tu znaleźć średnich składników. Warto zwrócić uwagę na : Diazolidnyl Urea, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool. Niewiele osób skarżyło się, ale sa takie przypadki, iż wcierka powodowała podrażnienie skóry głowy.

U mnie jednak efektów niepożądanych nie było. Wcierkę na początku używałam regularnie, codziennie przez 2 miesiące. Efekt, to sporo baby hairs, naprawdę sporo, jednak uważam, ze były one dosyć słabe. Tutaj warto zwrócić uwagę na dietę i całkiem dobrą suplementacje. Ogólnie produkt przyjemny, ale planuje się zacząć wspomagać też jakimiś ampulkami. Chce postawić na firmę Seboradin. Nie wierze  w odzyskanie gęstych włosów jakie miałam, ale myślę, że te produkty dadzą nawet mało, ale dla mnie juz będzie to coś. Jeśli ktoś sie waha uważam, że nie warto, wcierka jest naprawdę tania, a efekty daje naprawdę fajne. Ważna jest tu jednak REGULARNOŚĆ!


Doctor Babor  mleczko do demakijazu

Doctor Babor mleczko do demakijazu

Firmę, którą Wam dzisiaj przedstawie nie była mi wcześniej dobrze znana. Oczarował mnie dobry design opakowań, prostota i elegancja. Przed zakupem oczywiście poczytałam trochę o marce. Naprawdę dobre wrażenie na mnie robi historia rodzinna firmy oraz niemieckie pochodzenie. Niemieckie kosmetyki są dobre, mają klasę i charakteryzują się nienagannym działaniem.  A jak zobaczyłam -50% , to z czystej ciekawości chciałam wypróbować tę markę.



Buteleczka jest poręczna, dobrze wykonana i zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji. Napis jest nieścieralny i nadal przez około 3 miesiące używania, zachowany w stanie idealnym. Ciekawą sprawą jest aplikator, gdyż zdecydowanie ma inny kształt niż u jego konkurencji. Delikatnie spłaszczony i okrągły. Widać, że ktoś tu porządnie wziął się za identyfikacje wizualna firmy, jak i za same opakowania. Mleczko przeznaczone jest dla skóry suchej, ale przede wszystkim wrażliwej. Ponadto redukuje uczucie ściągnięcia, ale też i zaczerwienienia. Obietnice dosyć spore nie uważacie?

Mleczko ma konsystencje kremową. Bardzo przyjemny i delikatny krem, jest bezzapachowe. Wrażenie typowego produktu dla skóry wrażliwej, alergicznej.Nie jest napisane, iż jest przeznaczone do typowego demakijażu, ale ja pozwoliłam sobie je tak użyć i efekt ? Naprawdę dobry ! Delikatnie usuwa makijaż. Nie musimy pocierać, męczyć się wszystko idzie gładko. Twarz jest nawilżona, uspokojona, a wszelkich zaczerwień nie ma. Faktyczny brak uczucia ściągnięcia, takowy nie istnieje.
Można powiedzieć, że producent spełnił swoje obietnice ?  Zdecydowanie tak!

Jednak jak to w moich recenzjach bywa, sprawdzamy wszystko, więc spójrzmy również na skład.

OENOTHERA BIENNIS OIL,, AQUA, PENTYLENE GLYCOL, DECYL OLEATE, GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, GLYCERYL STEARATE CITRATE, ZEA MAYS GERM OIL, CETEARYL ALCOHOL, PANTHENOL, GLYCERYL OLEATE, COCO-GLUCOSIDE, XANTHAN GUM, SODIUM LACTATE, TOCOPHEROL, TOCOPHEROL, BUTYLENE GLYCOL, CITRIC ACID, CITRIC ACID, SILVER, LECITHIN, ASCORBYL PALMITATE, SODIUM HYDROXIDE, GLYCERYL STEARATE, PANTOLACTONE, ACHILLEA MILLEFOLIUM EXTRACT

Nie jest on najkrótszy, ale moje serce rośnie, jak nie widzę na pierwszym miejscu wody. Na 1 miejscu mamy olej z wiesiołka, oznacza to, że jest jego w składzie około 80% . Dalej żadna z aplikacji nie zwróciła na żaden składnik jakiejś większej uwagi. Strona Cosdna zwróciła uwagę tylko na Sodium Hydroxide, Glyceryl Stearate oraz na Srebro. Można powiedzieć, że produkt nienaganny, a wręcz idealny, przeszkoda jest jednak cena, bo za 150 ml musimy zapłacić 150zł


Nowa polska marka z pomadkami ? Soirée

Nowa polska marka z pomadkami ? Soirée

Polskie marki z zakresu pielęgnacji rosną jak grzyby po deszczu. Parę trafi się dobrych, ale część to po prostu zwykłe średniaki, które po prostu widza, ze jest popyt i zaatakowały rynek. Smutno powiedzieć, że większość nawet zbytnio się się od siebie nie różni. Każda firma uważa, że jest inna, wyjątkowa, ale rzeczywistość jest troszeczkę inna. Inaczej jednak wygląda sprawa kolorówki. Nie wychodzi tak dużo nowych marek, które specjalizują sie w kolorówce, dlatego tak chentie piszę o pomadce z firmy Soirée.



Miałam przyjemność poznać tę firmę na targach Warsaw Beauty.  Chyba każda osoba, która otrzymała Box upominkowa miała przyjemność dostać pomadkę. Ja dostałam czekoladkę i kolorem byłam po prostu zachwycona. Ubolewam jednak, że na stronie, firma dosyć mało napisała o sobie.
Założyły ją w 2016 roku dwie , przedsiębiorcze 18- latki w Gdańsku i to jest tyle z życiorysu założycielek firmy. Niestety, ale nie jest to najlepsza reklama, ale daje plus za szczerość.



Opakowanie jest całkiem przyjemne. Widać kolor pomadki, nawet poręczne, dobre po prostu. Jednak za taką cenę ? Trochę za duża oszczędność. Przyjemny jest bardzo zapach, bo przypomina czekoladkę <3 Czekoladkę delikatnie chemiczną, ale jest to naprawdę fajny zapach ! Konsystencja bardzo dobra, fajnie rozprowadza się ją na ustach. Mimo że matowa, od razu nie zastyga, nie ma się poczucia zelu na ustach, który potem zamienia się w skałe, a usta wyglądają źle. Jednak trwałość to 4-5h około, potem warto poprawić. Uważam, że jeśli pomadka kosztowałaby z 20 zł postawiłabym ją dosyć wysoko w swoim rankingu, niestety za cenę 60 zł ? Nie czuje się skuszona. Na taką cenę uważam mogą sobie pozwolić marki, które już maja wyrobioną renomę i są naprawdę dobre.


SkinFood od Weledy - Czuje kwiatki!

SkinFood od Weledy - Czuje kwiatki!

Z firmą Weleda nie znałam się wcześniej. Przyznam, że poznałam ją pierwszy raz dopiero niedawno. Zawsze tak mam, że jak otrzymam kosmetyki z jakiejś marki to muszę poznać jej historię. Firma Weleda, jak sie okazało jest już z nami od 1921. Początkowo jako laboratorium farmaceutyczne własnym ogrodem roślin leczniczych. Stopniowo przebiła się na rynku i zyskała światową renomę jako firma zajmująca się z powodzeniem zdrowiem i urodą. Dziś ma przedstawicielstwa w ponad 50 krajach. Wszystkie produkty Weleda są wytwarzane wyłącznie z naturalnych składników bez użycia sztucznych konserwantów. Dodatkowo surowce w absolutnej większości przypadków mają swoje źródło w rolnictwie ekologicznym.

Historia firmy wydaje się bardzo bogata i ciekawa, dlatego chciałam ją dla Was poruszyć. Nie jest to kolejna krzaczasta firma, która udaje, ze ma naturalne składniki, a faktycznie na taką wygląda. Dzisiaj mam przyjemność zrecenzować Wam dwa produkty  z serii SkinFood. Masło do ciała oraz balsam do ust.




Masło do ciała Skin Food

Przyznam szczerze, ale design opakowania bardzo na minus. Naprawdę złe robi na mnie wrażenie zły design opakowań. Ciesze się, że jest przejrzysta i ma tylko dwa kolory, bo łatwo było sprawę to pogorszyć. Boli  mnie użyty font do napisu Skin Food, Body Butter i Weleda. Ktoś postanowił się pobawić w modyfikowanie kroju pisma i wyszło mu to bardzo źle. Jednak w kosmetyku design nie jest najważniejszy.Zawsze cenie produkty, które mają zabezpieczone opakowanie, za to spory plus. Po pozbyciu się foli uderza nas przyjemny, kwiatowy zapach, ale nie sztuczny, taki prawdziwy, inny nawet. Jeśli chodzi o skład, to nie należy on do najkrótszych.

INCI: Water (Aqua), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Stearic Acid, Palmitic Acid, Pentylene Glycol, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, ViolaTricolor Extract, Alcohol, Betaine, Carrageenan, Xanthan Gum, Lactic Acid, Glyceryl Caprylate, Sodium Capryol/Lauroyl Lactylate, Fragrance (Parfum), Limonene, Linalool, Benzyl Benzoate, Geraniol.

Aplikacja wyróżniła parę składników między innymi : Geraniol, Linalool,  Benzyl Benzoate, Limonene. Ale  ostatnio jedna z Was mi powiedziała, ze Geraniol jest po prostu związkiem zapachowym i może być drażniący. Za dodatkową wiedze dziękuje Asian Beauty World <3
Czyli skład zły nie jest, ale mógłby byc lepszy.

 Najważniejsze jednak moim zdaniem jest działanie. Tutaj nic nie mam do zarzucenia. Masło trzymam w półce pod biurkiem i praktycznie codziennie używam go do pielęgnacji dłoni i ciała. Działanie bardzo dobre, przyjemne nawilżenie, ale pozostaje delikatny filtr. Nie jest to problemem jednak dla mnie. Jest wydajny czuje, że będzie starczył mi do 2-3 miesięcy. Konsystencje ma naprawdę gęsta.

Balsam do ust Skin Food

 Przyznam, że o dobry balsam do ust bardzo ciężko. Tak naprawdę u mnie sprawdzał się dotychczas tylko Carmex, inne były po prostu za słabe. W pierwszym roku na studiach moje usta pękały i po prostu bolały, uratował je Carmex. Dlatego przyznam, ze w tym przypadku poprzeczka już jest wysoko postawiona.

Tutaj design wypada trochę lepiej, ale nadal razi ten brzydki font ;p Jednak tubka balsamu jest mała, urocza i poręczna. Mogę powiedzieć, że idealna to torebki. Konsystencja jest żelowa, ale bezproblemowo rozprowadza się po ustach. Zapach zbliżony do masełka, ale jednak trochę inny, ale nie gorszy. W tubce mamy 8 ml, nie dużo, ale balsamu starczy na dosyć długo. Producent mówi, ze jest przeznaczony do suchych i popękanych ust, spokojnie mogę to potwierdzić. Robię tylko 2-3 aplikacji w ciągu dnia, spokojnie starczy. Usta pokryte sa przyjemną, ochronna warstwą.Polubiłam się z tym balsamikiem i myślę, że będzie on dla mnie zastępcą Carmexa




Znajomość z firmą Weleda zaczęła się bardzo przyjemnie, mam nadzieję na powtórkę. Chętnie skorzystam z innych produktów z ich asortymentu. A Wy znacie firmę Weleda ?
zBLOGowani.pl
Copyright © 2014 Zyciowo i Urodowo u Pauliny , Blogger